Reklama

"Żelazna dama" na DVD

Środa, 19 września 2012 (14:10)

20 września ukaże się na DVD "Żelazna dama" z Oscarową Meryl Streep w roli głównej. Zobaczcie wywiad z odtwórczynią roli Margaret Thatcher.

Zdjęcie

Meryl Streep jako Margaret Thatcher /fot  /materiały prasowe
Meryl Streep jako Margaret Thatcher
/fot /materiały prasowe

Jaka była Twoja reakcja, gdy Phyliida Lloyd zaproponowała Ci rolę Margaret Thatcher?

- Gdy Phyllida powiedziała mi, że chce nakręcić film o życiu Margaret Thatcher, skupiając się na kwestii kobiety jako przywódcy narodu, od razu wyraziłam swoje zainteresowanie. Nie ma wielu takich postaci, ani wielu twórców filmowych, którzy byliby zainteresowani takimi tematami. Aby wyobrazić sobie wszystkie bariery, przez które musiała się przebić Margaret Thatcher, by zostać premierem Wielkiej Brytanii, musiałam postawić się w sytuacji kobiety żyjącej w późnych latach 70’, która zaistniała jako przewodnicząca swojej partii. Nieustannie powtarzam moim córkom, jak bardzo świat zmienił się od tamtej pory, jednak niektóre rzeczy wciąż pozostają takie same. To było niezwykłe doświadczenie podążać śladami kobiety, która dorastała podczas wojny i w okresie powojennej Anglii, w czasach niedostatku i odbudowy, kogoś, kto wdrażał własny światopogląd w praktyczne rozwiązania, które miały naprawić sytuację gospodarczą kraju. To było jak podglądanie kobiety, która rozwiązuje wielkie problemy świata, czego nikt się po niej nie spodziewał.

Zdjęcie

/fot /materiały prasowe

Margaret Thatcher dołączyła do męskiego klubu - światowej elity - i zdobyła go szturmem. Odkładając na bok politykę, czy uważasz to za znaczące dokonanie?

- Pierwszy dzień pracy, gdy spotkaliśmy się na próbie, był dla mnie dużym wyzwaniem. Otaczali mnie wspaniali brytyjscy aktorzy, było tam około czterdziestu lub czterdziestu pięciu mężczyzn, a ja byłam jedyną kobietą, po tym doświadczeniu lepiej jestem w stanie wyobrazić sobie, co musiała czuć Margaret Thatcher, kiedy brała udział w spotkaniach Partii Konserwatywnej. Największe wrażenie zrobiły na mnie sceny, które kręciliśmy wewnątrz Parlamentu. Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, jak wielki wysiłek musi wykonać pojedyncza osoba, aby zapanować nad całym pomieszczeniem i przekonać do swoich racji pozostałych słuchaczy, to coś z czym musimy się zmagać niemal każdego dnia.Miałam okazję obserwować kobiety - reżyserki, które musiały mierzyć się z rolą przywódcy w swoim życiu. Kobieta-lider - nie czujemy się jeszcze zbyt komfortowo z tą ideą. Margaret Thatcher dokonała czegoś wyjątkowego, udowadniając, że kobieta może być świetnym przywódcą. Nie miała najmniejszego problemu z dowodzeniem ludźmi, dlatego też mężczyźni w naturalny sposób podążali za nią. Wydaje mi się, że w sytuacjach, gdy kobieta zaczyna wątpić w siebie, martwiąc się o sposób, w jaki jest postrzegana i bojąc się o swoją kobiecość, jej zdolność dowodzenia słabnie.

W filmie splatają się ze sobą dwa wątki: posiadanie i utrata władzy, a także miłości. Który temat był ci bliższy?

- Jeśli film odniesie sukces, to stanie się tak dlatego, że reżyser, opowiadając o życiu Margaret Thatcher, poświęcił tyle samo uwagi zarówno rozwojowi jej kariery politycznej, jak i ważnym momentom z jej życia osobistego, które miały na nią ogromny wpływ. Myślę, że udało nam się spojrzeć na jej życie w sposób całościowy. Margaret zawsze powtarzała, że podejmowanie trudnych decyzji okupione jest nienawiścią współczesnych ci ludzi, ale w ostatecznym rozrachunku często przynosi wdzięczność i szacunek przyszłych pokoleń. Oto sposób myślenia godny przywódcy, ale również matki, która musi pamiętać, że nawet jeśli w danym momencie jej dziecku wydaje się, że jej nienawidzi, bo mu czegoś zabrania, to w końcu ją zrozumie i podziękuje. Moim zdaniem obydwie sytuacje są do siebie bardzo podobne. Polityk, który myśli krótkowzrocznie, może stać się popularny, jednak to, co jest naprawdę ważne i czego powinniśmy szukać u polityków, to umiejętność dostrzegania długofalowych skutków podejmowanych decyzji.

Zdjęcie

/fot /materiały prasowe

Film jest zaskakująco niepolityczny. Czy uważasz, że ludzie mogą być tym faktem zdziwieni?

- Decydując się na udział w tym filmie, nie kierowały mną żadne polityczne przesłanki związane z Margaret Thatcher. Jeśli mam być szczera, to naprawdę niewiele wiedziałam na jej temat, jedynie to że bardzo dobrze rozumiała się z Prezydentem Reaganem i popierała wiele jego decyzji politycznych. Bardziej niż jej poglądy polityczne, interesowała mnie cena, jaką musiała zapłacić za swoje decyzje, a także to, jaki te decyzje miały wpływ na nią samą. Zależało nam na tym, aby jak najdokładniej pokazać, dlaczego była jednym z najbardziej znienawidzonych polityków i jednocześnie miała wielu zwolenników, którzy cenili ją za jej odważne decyzje.

Film pokazuje 40 lat z życia Margaret, to musiało być dla wielkim wyzwaniem dla aktorki.

- Przyznaję, że wcielanie się w postać Margaret na przestrzeni 40 lat jej życia było trudnym zadaniem, ale kiedy osiągniesz mój wiek, nadal wydaje Ci się, że masz 20 lat, że jakaś część Ciebie jest dokładnie taka sama jak wtedy, gdy miałeś 16, 26, 36, 46, czy 56 lat. W ten sposób masz dostęp do emocji, jakie towarzyszyły Ci w określonym wieku. Jest to wielka zaleta, o ile można tak powiedzieć, starzenia się. To była bardzo wyjątkowa okazja, zazwyczaj akcja filmów osadzona jest w jednym konkretnym przedziale czasowym. W przypadku tego filmu, obserwujemy niemalże całe życie Margaret Thatcher, to było naprawdę emocjonujące. W tym miejscu, muszę wspomnieć, poza dziełem charakteryzacji J. Roy (Helland) i Marese (Langan), o kreacji starszej Margaret, która możliwa była dzięki genialnej transformacji, będącej dziełem Marka Couliera.

Czy zdjęcia do filmu były kręcone chronologicznie?

- Drugiego dnia zdjęciowego, dosłownie chwilę po tym jak wysiadłam z samolotu z Connecticut, kręciliśmy scenę narady Gabinetu, gdy Margaret wykazywała się największymi umiejętnościami przywódczymi, ale jednocześnie był to okres, gdy jej popularność słabła, a ona sama coraz częściej myślała o odejściu ze sceny politycznej. Odpowiadając na Twoje pytanie, utożsamiając się z postacią Margaret Thatcher, nie mogłam liczyć na pomoc ze strony twórców filmów, którzy, realizując kolejne sceny, nie kierowali się chronologią wydarzeń. Jednak z drugiej strony, wydaje mi się, że rozpoczęcie pracy od tak ambitnej sceny tylko wyszło mi na dobre, bo bardzo szybko musiałam wejść w rolę, jak żołnierz Marine, który jest zawsze gotowy do walki. Praca na planie tego filmu wymagała ode mnie, żebym stawała do walki każdego dnia. Każdego dnia budziłam się z myślą: "Dzięki Bogu, nie jestem przywódcą wolnego świata. Nie jestem Prezydentem Obamą". Co to za praca! Tak, uczuciem, którego doświadczyłam po tym, jak wcieliłam się w postać na miarę Szekspirowskiego bohatera, była wdzięczność. Byłam pełna pokory, onieśmielona rozmiarem odpowiedzialności, jaką wzięła na swoje ramiona Margaret Thatcher. Myślałam o przerażającej i druzgoczącej sytuacji w jakiej się znalazła, podejmując tak trudne decyzje, jak ta dotycząca wojny o Falklandy, której skutkiem było wysłanie ludzi na pewną śmierć i konieczności życia z tą świadomością. Często wydaje nam się, że tego typu sytuacje nie mają żadnego wpływu na polityków, zdarza nam się widzieć w osobach publicznych potworów lub bogów, ale prawda jest taka, że każdy znajduje się gdzieś pośrodku.

Zdjęcie

/fot /materiały prasowe

Czy uważasz, że po projekcji filmu widzowie spojrzą na postać Margaret Thatcher z zupełnie innej strony?

- Nie wiem, czy film sprawi, że ludzie zmienią swoje zdanie na temat jej decyzji politycznych, ale mam nadzieję, że przynajmniej uświadomi im, że działała pod wielką presją, że była jedyną osobą, która w tamtych czasach, potrafiła zaproponować konkretne rozwiązania, mające na celu poprawę sytuacji w kraju i dlaczego jej propozycje zostały ostatecznie odrzucone. Po jej odejściu z rządu widzimy kobietę, która musi żyć dalej ze świadomością tego wszystkiego, co się wydarzyło. Nieustannie, jak w kołowrotku, cofającej się pamięcią w przeszłość, by odtworzyć minone wydarzenia.

Podczas produkcji filmu pojawiły się fotosy przedstawiające Cię jako Margaret Thatcher. Można je było zobaczyć nie tylko na pierwszych stronach gazet brytyjskich, ale także w publikacjach międzynarodowych. Jak się wtedy czułaś?

- Kiedy zdjęcia zaczęły się pojawiać w Chinach, południowo-wschodniej Azji i kliku innych miejscach, których nigdy nie podejrzewalibyśmy o zainteresowanie tym tematem, oczywiście wszyscy byliśmy niezmiernie podekscytowani, pomyśleliśmy, że może nie jest to film dla siedmiu osób w Westminster. To było bardzo pokrzepiające uczucie. Istnieje pewna grupa odbiorców filmu, która jest często lekceważona, chodzi oczywiście o damską część widowni i o to, że rzadko kiedy poświęca się więcej uwagi tematom, którymi interesują się kobiety. Wydaje mi się, że jest zapotrzebowanie na film opowiadający o życiu Margaret Thatcher, kobiety która, przebijając się przez bariery płci i klasy, udowodniła że można dokonać rzeczy, jakie w tamtych czasach wydawały się niemożliwe. Jestem przekonana, że ten film znajdzie widownię na całym świecie, a także dotrze do ludzi, którzy zaprzestali chodzenia do kina i są znudzeni dotychczasowym repertuarem.

W prasie można było przeczytać o tym, że zanim przystąpiłaś do pracy nad filmem, odwiedziłaś Izbę Gmin. Czy możesz powiedzieć jakie to było uczucie i co ta wizyta Ci dała?

- To było naprawdę wspaniałe doświadczenie, poczuć na własnej skórze, jakie ścisłe zasady tam obowiązują i zobaczyć, jak ludzie zachowują się w Izbie Gmin. Mieliśmy dostęp do tylnej sceny, czyli maleńkich pomieszczeń, z których członkowie przechodzą do Głównej Sali. Jednocześnie czułam się onieśmielona, stojąc w miejscu, gdzie w 1066 roku odbyło się pierwsze posiedzenie parlamentarne. Następnie przeszłam do Izby Gmin, byłam zaskoczona, jak niewielkich jest rozmiarów. Wzruszyłam się, myśląc o tym, jak małe jest to pomieszczenie w porównaniu z rozmiarami historii, która się tutaj narodziła, postaciami historycznymi, które przemawiały w tych murach, czy też ideami, które tutaj powstały. Z kolei obrady są niezwykle osobiste, członkowie siedzą zwróceni do siebie twarzami, nikt nie wygląda na znudzonego.

Jak się czułaś, gdy musiałaś zagrać te sceny, stojąc na mównicy?

- To były bardzo stresujące chwile, w pewnym sensie czułam się tak, jakbym znajdowała się w głowie Margaret Thatcher. W tamtych czasach była ona jedną z niewielu kobiet obecnych na scenie politycznej i jedyną, której udało się zajść tak wysoko. A udało jej się to, bynajmniej za sprawą jej wizerunku, jaki wykreowały media, czy też z jakiegoś innego powodu, na którym w dzisiejszych czasach ludzie budują swoje kariery polityczne. Nie liczyło się to, czy jej schlebiasz, tylko to, czy jesteś kompetentny. Oczywiście od Margaret Thatcher wymagano więcej, a zatem musiała być lepiej przygotowana, musiała przewidzieć nie tylko pytania, jakie mogły paść ze strony dziennikarzy, ale również te, których nigdy nikt by jej nie zadał. Aby zachować swoją pozycję, musiała być lepsza od każdego mężczyzny na jej stanowisku. Wiele osób w tamtych czasach było przeciwnych kobietom -przywódcom. Przygotowując się do roli Margaret Thatcher, miałam dostęp do materiałów archiwalnych na jej temat. Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie jej siła i gotowość do walki, odniosłam wrażenie, że dosłownie nie mogła się jej doczekać, jej "apetyt" był naprawdę ekscytujący, tak powinien wyglądać przywódca.

Jakie są największe zalety pracy z Phyllidą?

- Myślę, że jej największą zaletą jest to, że nie ma takiej dziedziny, w której by się nie sprawdziła. Phyliida jest bardzo cierpliwą osobą, o niezwykle przejrzystym umyśle. Pracując nad filmem, nigdy nie zbacza z raz obranej drogi, którą wcześniej w szczegółowy sposób omawia z pozostałymi osobami zaangażowanymi w projekt. Często zdarza się, że proces tworzenia filmu jest tak bardzo skomplikowany, że w pewnym momencie sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli, a sam film przekształca się w coś zupełnie innego. Na szczęście nam się to nie przydarzyło. Phyliida jest bardzo otwartą osobą, zawsze chętnie słucha pomysłów innych, często z nich korzysta, nie oznacza to jednak, że porzuca swój pierwotny zamysł na temat tego, jak będzie wyglądał film. Jestem bardzo dumna z faktu, że udało nam się dotrwać do końca obranej na początku drogi. Tak naprawdę, wiele rzeczy mogło pójść nie po naszej myśli, ale na szczęście tak się nie stało. Bardzo ważne było dla nas wsparcie ze strony producentów, Pathé i innych inwestorów, dzięki nim mogliśmy całkowicie poświęcić się pracy.

Zdjęcie

/fot /materiały prasowe

Sercem filmu jest historia miłosna z Jimem Broadbentem, który tak pięknie zagrał Denisa, niezwykle fascynującą postać. Jak układała Ci się z nim współpraca?

- Jim Broadbent jest nieprawdopodobnie zabawnym człowiekiem, a jednocześnie niezwykle ludzkim i ciepłym. Potrafi wzruszyć widza w każdej swojej roli. Denis Thatcher nie cieszył się zbyt wielką popularnością wśród opinii publicznej. Media przedstawiały go jako nadętego bufona. Pomimo tego, Jim postanowił nadać tej postaci głębię i obdarzyć ją swoim własnym figlarnym usposobieniem. To niesamowite, jak poczucie humoru bliskiej Ci osoby może wpłynąć na Twoje życie. Denis przemycał wiele radości do życia Margaret, na co dzień pochłoniętej sprawami Państwa. Wydaje mi się, że te wszystkie niepochlebne opinie na temat Denisa brały się stąd, że ludzie, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, nie bardzo wiedzieli, co mają o nim myśleć. Już sam fakt, że na czele rządu stoi kobieta, był trudny do zaakceptowania, w dodatku pojawiał się problem jej męża. Ludzie zadawali sobie pytanie: Kim on właściwe jest? Pierwszą damą? Obecnie znajdujemy się na takim etapie ludzkiej ewolucji, kiedy zaczynamy oswajać się ze wszystkim zmianami, jakie dokonały się w zakresie walki płci. Denis Thatcher często w swoim życiu był ośmieszany, ale mimo tego nigdy nie dał po sobie poznać, że ma to komukolwiek za złe. To było nadzwyczajne. Kiedy Jim Broadbent po raz pierwszy pojawił się na planie filmowym, był pełen uprzedzeń do Margaret Thatcher i jej decyzji politycznych. Jednak podczas pracy, zauważyłam, że zaszła w nim pewna zmiana, co prawda nie zmienił zdania w kwestii działalności politycznej Margaret, ale zaczął zastanawiać się nad tym, jakim była człowiekiem w oderwaniu od świata polityki. Pracując z Jimem, czułam, że miał w sobie wiele miłości dla mojej bohaterki, a jednocześnie był przerażony tym, jak wyglądało ich życie.

Czy przed rozpoczęciem zdjęć do filmu udało Ci się spędzić trochę czasu z Alexandrą Roach?

- Alexandra Roach zagrała Margaret Thatcher z czasów jej młodości. Pamiętam, że bardzo dużo czasu zajęły nam rozmowy na temat tego, jak sprawić, aby jej piękny, zadarty nos wyglądał tak, jak mój. Jest bardzo odważną i uroczą aktorką. Relacja, jaką udało jej się zbudować razem z Henrym, który wcielał się w postać młodego Denisa, była naprawdę wyjątkowa. Oboje włożyli bardzo dużo wysiłku w to, aby stworzyć na ekranie przedsmak tego, jak będzie wyglądało życie Margaret i Denisa w późniejszym okresie.

Co najbardziej podobało Ci się podczas pracy przy tym filmie?

- Najbardziej podobało mi się to, że miałam możliwość spojrzeć na życie, jak na zamkniętą całość. Na tym etapie mojego życia, często zdarza mi się spoglądać wstecz, by zastanowić się nad historią mojego życia. Chwilami czuję się przytłoczona tym, jak życie potrafi byś skomplikowane, wypełnione wydarzeniami, które w danym momencie wydawały się być najistotniejsze. W takich chwilach uświadamiasz sobie, że to co jest naprawdę ważne, to właśnie ten dzień, ten moment, to miejsce, w którym się obecnie znajdujemy. Oczywiście możemy się sprzeczać, czy rzeczywiście najważniejsze w życiu jest to, aby "być" i czerpać jak najwięcej przyjemności właśnie z takich chwil. To z pewnością najtrudniejsza rzecz na świecie. Mam na myśli Zen tego wszystkiego, co nas otacza, aby po prostu czuć, być i żyć obecną chwilą. Gdy jesteśmy młodzi, lubimy powtarzać, czego z pewnością nigdy w życiu nie spróbujemy, ale prawda jest taka, że wszyscy znajdujemy się w tej samej sytuacji, w określonym momencie nasze życie zaczyna się i kończy.

Materiały prasowe

Artykuł pochodzi z kategorii: Nowości DVD

materiały prasowe

Reklama