Reklama

Agnieszka Popielewicz: Nie gonię za sensacją

Czwartek, 26 czerwca 2014 (12:33)

– Zależy nam na dobrej atmosferze. Chcemy, żeby gwiazda, razem ze swoimi bliskimi, czuła się bezpiecznie w naszym studiu – mówi Agnieszka Popielewicz, która w programie „Super Rodzinka” zgłębia sekrety znanych i lubianych.

Łatwo jest namówić znane osoby do zwierzeń?

– Przyznam, że różnie z tym bywa. Niektóre z nich konsekwentnie odmawiają wywiadów na tematy prywatne, a przede wszystkim pokazywania swoich bliskich. Szanuję to, ale oczywiście próbuję je przekonać, aby właśnie dla nas zrobiły wyjątek. I wielokrotnie mi się udaje, jak nie dzisiaj, to jutro (śmiech).

Z czego może wynikać ta niechęć?

– Być może z tego, że nie zawsze jest łatwo mówić o swoim życiu prywatnym, zwłaszcza gdy poruszamy smutne kwestie, a przecież i takich nie brakuje. W „Super Rodzince” nie ma samych cukierkowych, lukrowanych na potrzeby programu historii. Niekiedy musimy zmierzyć się ze łzami na planie.

To główny atut programu?

– Nie tylko. W ostatnich latach pojawiło się mnóstwo nowych, gorących nazwisk w świecie muzyki, sportu i filmu. Jeszcze niedawno nikt o nich nie słyszał, a dziś są gwiazdami i większość z nas chce się dowiedzieć, jacy są prywatnie. Jacy byli w dzieciństwie, kim są ich rodzice, jaka jest ich familia. Dlatego przez pryzmat najbliższych pokazujemy prawdziwą twarz znanych i lubianych. Ten program jest ciepły, rodzinny, nie gonimy za plotką czy sensacją.

Czy zapraszając kogoś do studia kierujesz się osobistymi sympatiami?

– Nad listą gwiazd, które powinny pojawić się w studiu, pracuje kilka osób. Wspólnie zastanawiamy się, kogo zaprosić i namówić do zwierzeń – oczywiście bardzo miło i przyjemnie jest rozmawiać z osobami, które dobrze znam! Później sztab ludzi – od producentów po wydawców, redaktorów czy reasercherów musi dobrze udokumentować daną rodzinę. Wówczas szukamy „patentu” na rozmowę, przegadujemy pomysły. Ostateczny kształt to wypadkowa wielu koncepcji. Taką pracę lubię najbardziej, bo to czysta dziennikarska robota. A kiedy do tego dojdą prawdziwe, spontaniczne emocje na planie, praca nad tym programem to naprawdę wielka przyjemność!

Show-biznesem zajmujesz się od wielu lat. Czy rzeczywiście jest on pełen rozpasania, próżności?

– Nie przesadzałabym. Środowisko show-biznesu jest oczywiście barwne, ciekawe i bardzo pociągające. Są w nim fajni ludzie, wartościowi i ciekawi, ale zdarzają się też tacy, którzy mocno psują mu opinię. Skupiam się na swojej robocie, mam mocne fundamenty w postaci rodziny, więc „rozpasanie” jest mi bardzo obce.

No właśnie, w jaki sposób udaje Ci się łączyć pracę zawodową z wychowaniem rocznej córeczki?

– Poza pracą w telewizji mam jeszcze kilka innych ważnych i czasochłonnych projektów, ale lubię, kiedy mam dużo na głowie. Taka już jestem! Są rzeczy ważne i najważniejsze, a czas dla bliskich jest absolutnym priorytetem. Bez pomocy kochanej niani, a niekiedy i babć, pewnie byłoby ciężko.

Na szczęście, uprawiam wolny zawód, więc udaje mi się tak gospodarować czasem, aby spędzać z Martą jak najwięcej chwil. A gdy te już są, wykorzystujemy je do maksimum!

Rozmawiał: Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama