Reklama

Agnieszka Wagner: Między królewną a wiedźmą

Niedziela, 3 czerwca 2012 (12:12)

Grała m.in. z Johnem Turturro i Stevenem Seagalem. Kocha podróże, a dzięki pracy udało jej się lepiej poznać rodzinny Lwów. – Starannie wybieram role, zwłaszcza te serialowe, bo to długotrwałe zobowiązania – przyznaje. Teraz tę utalentowaną aktorkę i piękną kobietę oglądamy w „Siedlisku”.

Zdjęcie

Agnieszka Wagner /fot  /MWMedia
Agnieszka Wagner
/fot /MWMedia

Telewizja przypomina właśnie "Siedlisko" Janusza Majewskiego. Jest to w dużej mierze opowieść autobiograficzna reżysera i jego żony, Zofii Nasierowskiej. Pani gra w córkę głównych bohaterów.
- Z ogromną przyjemnością wspominam tę pracę: położony nad jeziorem Łaśmiady dom państwa Majewskich, w którym realizowaliśmy większość zdjęć, niezwykłą gościnność gospodarzy, podejmujących ekipę poza "chlebem i solą" niezliczoną jeszcze ilością frykasów przyrządzanych własnoręcznie przez - nieżyjącą już niestety - panią Zofię. Znana ze swych talentów kulinarnych, rozpieszczała nas wyśmienitymi kolacjami, których klimat i smak wspomina pewnie każdy, kto kiedykolwiek miał okazję zawitać w ich progi. Spędziliśmy tam sporo czasu, jako że tempo pracy było nieśpieszne, takie w starym stylu - nie to, co dziś...

"Siedlisko" spotkało się z przychylnym odbiorem zarówno krytyki, jak i widzów, którzy wciąż chętnie je oglądają.
- Myślę, że to zasługa prostego przekazu, pełnego ciepła i serdeczności w relacjach między ludźmi. Co ciekawe, wśród pochlebnych opinii po premierze, mnóstwo miejsca zajmowały zachwyty, że... nareszcie mamy jakiś własny, polski serial obyczajowy, że przecieramy szlaki. 

Zdjęcie

Iza i Rafał z "Barw szczęścia"
/Kuba Winiarski /Agencja W. Impact

Seriali przybywa, ale Pani pojawia się w nich rzadko. Zapisała się Pani w pamięci widzów rolą Izy w "Barwach szczęścia".
- Starannie wybieram role, zwłaszcza te serialowe, bo to długotrwałe zobowiązania. Nigdy wcześniej nie grałam w tego typu "tasiemcu". Podjęłam się tego zadania z powodu wagi tematu, z jakim się ono wiązało - problemu przemocy domowej. Uważam, że ważne społecznie kwestie, takie jak ta, należy nagłaśniać, czemu doskonale służy serial oglądany przez miliony. I że warto to robić, jeśli serial może zdziałać coś dobrego... U nas wciąż za mało się o tym mówi, za mało się robi dla niesienia pomocy ofiarom, a jest to problem różnych środowisk, nie tylko tzw. marginesu społecznego.

Iza postanowiła jednak wyjechać za mężem na antypody, a tym samym Pani zniknęła serialu. Czyja to decyzja - Pani, czy produkcji?
- Chyba obopólna. W pewnym momencie scenarzystom zabrakło pomysłów na rozpisanie tego wątku. Muszę jednak przyznać, że ta rola spotkała się z takim oddźwiękiem, że ludzie wciąż mnie pytają, co słychać u Izy, kiedy wróci?

Sporo ma Pani w dorobku zagranicznych tytułów, był wśród nich i film francuski, angielski i amerykański, gdzie partnerował Pani sam Steven Seagal...
- Rzeczywiście, w pewnym momencie przychodziło sporo propozycji spoza kraju i przyznaję, że nieobarczona jeszcze wtedy rodziną, korzystałam z nich z przyjemnością. Była to okazja, by pojechać gdzieś, gdzie normalnie "się nie jeździ", zobaczyć coś niezwykłego. Np. przy okazji włoskiego filmu "La Tregua" z amerykańską gwiazdą Johnem Turturro w roli głównej, udało mi się lepiej poznać Lwów, z którego pochodzi moja rodzina.

Przydała się znajomość języków obcych. Iloma Pani włada?
- Nie jest tego znów tak wiele: znam nieźle angielski, francuski i rosyjski, z paroma innymi sobie radzę. O dziwo właśnie rosyjski wielokrotnie mi się przydawał. Poza wspomnianym włoskim tytułem, stał się też przepustką do rosyjskiego filmu Władimira Motyla "Niosą mnie konie". Ten zmarły przed dwoma laty reżyser powiedział mi kiedyś, że bardzo długo szukał do tej roli Rosjanki w niedzisiejszym typie. Nie znalazł, bo zbyt się "uwspółcześniły" i stąd moja tam obecność. Scenariusz filmu inspirowany był opowiadaniami Czechowa, grałam wyłącznie z Rosjanami, po rosyjsku - a mają tam wszak znakomitych aktorów - więc poczytuję sobie to za niezłe osiągnięcie. 

Zdjęcie

Agnieszka Wagner na planie serialu "Na krawędzi"
/fot /AKPA

Grała Pani u najlepszych - Saniewski, Zylber, Wajda, Żuławski, Piwowarski i inni... Można chcieć więcej?
- Trzeba! Mam nadzieję, że najważniejsze wyzwania zawodowe jeszcze przede mną. Teraz jestem w trakcie pracy nad filmem "Srebrny lis Felicji T.", w reżyserii Edwarda Etlera. To po części autobiograficzna opowieść zahaczająca o getto, szalone lata 60. w PRL-u i starość w Tel Awivie, z pięknymi zdjęciami Jolanty Dylewskiej, znanej m.in. jako współtwórczyni wielokrotnie ostatnio nagradzanego "W ciemności" Agnieszki Holland. Pojawiam się tam jako wzorzec dobrej Polki. To autorskie kino, z nietypową narracją. Mała rola, ale duża przyjemność.

Wielbiciele Pani talentu doceniają nie tylko warsztat, ale również to, że zalicza się Panią do najpiękniejszych polskich aktorek. Pani zaś stwierdza: uroda mi nie przeszkadza. Przekornie?
- Nigdy nie uważałam się za "ósmy cud świata". Dlatego nie sądzę, żeby uroda była moim największym atutem. Z drugiej strony nie jestem też tak naiwna, żeby łudzić się, że rozstrzygające w tym zawodzie są moje dwa fakultety czy poczucie humoru. Tak czy owak, latka lecą, człowiek się zmienia i jak to mi kiedyś powiedziała Anna Dymna, grająca w "Siedlisku" moją mamę: - Najpierw gramy piękne królewny, potem złe królowe, a na koniec wiedźmy. Myślę, że jestem teraz gdzieś w połowie tej drogi. I w ogóle mnie to nie martwi (śmiech).

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Co aktorka sądzi o swoim serialowym oprawcy? Kiedy wróci Iza? Co nie ułatwia życia Agnieszce Wagner i jest dla niej prawdziwą męczarnią? Jakie jeszcze dyplomy ma w kieszeni i dlaczego wybrała akurat zawód aktorki? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w 23. numerze "Tele Tygodnia"!

"Siedlisko", od 10 czerwca, niedziela godz. 12:50, TVP 1

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama