Reklama

Aneta Todorczuk-Perchuć nie zamierza przepraszać

Czwartek, 27 września 2012 (15:25)

Macierzyństwo jest dla niej najważniejsze. A dzieci broni jak lwica. Ostatnio, podobno przypadkiem, utarła nosa profesorowi Zbigniewowi Mikołejce, który obraził matki.

Zdjęcie

Aneta Todorczuk-Perchuć /  /AKPA
Aneta Todorczuk-Perchuć
/ /AKPA

Wszystko zaczęło się od felietonu "Wózkowe - najgorszy gatunek matki" prof. Zbigniewa Mikołejki zamieszczonego w "Wysokich Obcasach Extra". Autor przedstawił w nim młode matki jako istoty "wojownicze i dzikie", domagające się szczególnej tolerancji. Kiedy po wielkiej dyskusji, jaka przetoczyła się w mediach i Internecie, wydawało się, że sprawa przycichła, profesor przyjął zaproszenie na pokaz prasowy "Matki Polki Terrorystki" w Teatrze Polonia. Za sprawą jego wizyty monodram, w którym występuje Aneta Todorczuk- Perchuć, stał się najgłośniejszą sztuką w Polsce.

Ostentacyjnie wyszedł z sali

Spektakl to historia młodej matki, która postanawia posłać dziecko do żłobka. Kiedy okazuje się, że nie ma już wolnych miejsc, decyduje się założyć własną placówkę. Po drodze napotyka na piętrzące się problemy. Aktorka pojawia się na scenie z wielkim wózkiem, następnie schodzi do widzów, zadając im retoryczne pytania na temat macierzyństwa. Tym razem Aneta usiadła na krześle obok starszego pana.
- Gdy ten usłyszał: "Ma pan coś przeciwko wózkom?", podenerwowany najpierw próbował wciągnąć aktorkę w dyskusję, a kiedy mu się nie udało, wstał i ostentacyjnie opuścił salę - mówi nam świadek zajścia.
To był... profesor Mikołejko. 

Zdjęcie

Aneta Todorczuk-Perchuć działa w fundacji "Mamy dzieci", która wspiera wychowanków domów dziecka
/ /AKPA

- Nie rozumiem jego zachowania - mówi aktorka. - Nikt nie sugerował profesorowi wyboru miejsca, w którym ma usiąść. Nikt nie próbował go ani nikogo innego podczas spektaklu urazić. Poza tym sztukę gramy od dawna, a jego tekst powstał później.
Profesor Mikołejko ma inne zdanie, czemu upust daje w mediach. Ostatnio stwierdził, że wszystko było z góry ukartowane, a za całą sprawą stoi jakaś organizacja feministyczna.
- To bzdura - mówi aktorka. - Nie czuję się winna i nie zamierzam nikogo przepraszać - dodaje. - Jeżeli ktoś nie potrafi się bawić, wejść w konwencję spektaklu, a na dodatek brak mu kindersztuby, nic na to nie poradzę.

Aktorce, podobnie jak bohaterce monodramu, los młodych matek i dzieci jest bliski. Aneta od wielu lat działa w fundacji "Mamy dzieci", która wspiera zarówno maluchy, jak i dorosłych już wychowanków domów dziecka. Sama też jest mamą Stasia (2) i Zosi (7), których wychowuje razem z mężem aktorem Marcinem Perchuciem.
- Bywam wojowniczą matką. Ale kto, jeśli nie ja i mój mąż, ma się o nich troszczyć? - pyta aktorka. - Dzięki dzieciom wiem, co jest w życiu ważne, wartościowe. Czteroosobowa rodzina to jest to! Ogromna dawka pozytywnej energii każdego dnia - mówi w jednym z wywiadów Aneta.
Aktorka nie ukrywa, że macierzyństwo to radość, ale też wielkie wyzwanie. Ale tego się nie boi.

Iza Kraft

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Na żywo

Reklama