Reklama

Anna Karczmarczyk. Będzie o nas głośno!

Wtorek, 28 czerwca 2016 (11:36)

Aktorka Anna Karczmarczyk i tancerz Jacek Jeschke mają powody do radości. Pokonali dziesięć par i zostali zwycięzcami ostatniej edycji „Tańca z gwiazdami”. Gratulujemy!

Jakie to uczucie być szczęśliwym posiadaczem obiektu pożądania wszystkich uczestników programu – Kryształowej Kuli? Zaskoczeni?

Jacek Jeschke: Niesamowite! To dla nas prawdziwy szok. Oboje jesteśmy w tym programie „nowi”. Ania, owszem, jest znaną aktorką, ale jako tancerka pokazała się publiczności po raz pierwszy. Z kolei dla mnie to debiut w programie tego typu. Nie ukrywamy, że na początku było ciężko. Nie mieliśmy pojęcia, na czym to wszystko polega. Ja wiedziałem, jak się tańczy i tyle. Zagadką dla nas była jednak całość – show. Jak się odnaleźć przed kamerą, w którą stronę patrzeć i tak dalej.

Anna Karczmarczyk: Dokładnie tak. Przez pierwsze tygodnie pojmowaliśmy, na czym to wszystko polega. Nagle mieliśmy rekwizyty, których musieliśmy używać, a do tego pracowaliśmy pod presją czasu. Były sytuacje, kiedy trzeba było zmieniać choreografię na próbie generalnej. Zdarzały się też odcinki, kiedy zmieniała się nasza „parkietowa” historia i nagle musieliśmy wskoczyć do nowej bajki. Nie ma co ukrywać, to była długa i ciężka droga dojrzewania w programie.

Wyboista droga. Jak byście ją podsumowali? Co było dla Was najtrudniejsze, a co najbardziej zaskakujące?

J.J.: Wiele mieliśmy takich momentów. Ciągłe wzloty i upadki. Raz dobrze, aż tu nagle zbliżał się kolejny odcinek i nagle coś szło nie tak. Nie było łatwo.

A.K.: Zgadzam się. Mnie było dodatkowo ciężko, bo dopiero uczyłam się tańczyć. Teraz mogę powiedzieć, że umiem! (śmiech)

Wygrana to nie tylko Kryształowa Kula, ale też spory zastrzyk gotówki. Czy już wiecie, na co ją przeznaczycie?

A.K.: Będę miała w końcu trochę pieniążków, by zainwestować w kupno własnego kąta. Od początku pobytu w Warszawie tułam się po wynajmowanych mieszkaniach i przyjaciołach. Mam więc nadzieję, że w końcu znajdę swoje miejsce. Pewną sumę pieniędzy przeznaczę też na pewno na rehabilitację Uli Wróbel, która była z nami w programie i dla której kilka tygodni temu, a także dziś, tańczyliśmy fokstrota. Pozdrawiamy ją serdecznie.

J.J.: A ja będę inwestował w dalszą karierę i samorealizację. Pragnę nadal tańczyć zawodowo, jeździć na szkolenia, turnieje, pobierać kolejne lekcje. Nie ukrywajmy, nie jest to tani sport – w taniec towarzyski trzeba włożyć naprawdę dużo pieniędzy, by dojść do tego miejsca, o którym marzę.

Pytanie do Ciebie, Aniu: co dał Ci taniec?

A.K.: Na pewno dużo odwagi. Nauczył mnie także formy, jaką jest estrada. Mam obycie ze sceną, ale teatralną. Tu są kamery, program jest na żywo itd. Musiałam otworzyć się na to, stoczyć walkę z samą sobą. Jestem już inną osobą. Wiele w sobie odkryłam i wiele się nauczyłam. Pozamykałam pewne rozdziały w życiu i otworzyłam nowe. Jestem bardzo dumna z siebie, z nas, że mimo trudniejszych chwil, nigdy nie poddaliśmy się i cały czas chcieliśmy się rozwijać. A także z tego, że nigdy nie było kłótni, zawsze udało nam się dogadać. Jak się chce, to można!

Jacku, to Twój debiut w „Tańcu z gwiazdami”. Planujesz powrót po wakacjach?

J.J.: Nie wiem. To trudna decyzja. W tym momencie nie chcę jej jeszcze podejmować. Muszę się z nią przespać, przemyśleć, rozważyć wszystkie za i przeciw.

Przygoda dobiegła końca, za rogiem czeka codzienność…

A.K.: Ta świadomość jest straszna. Nie wiem, jak to będzie. Na razie, na szczęście, codziennie mam plan zdjęciowy i spektakle, więc rzucę się w wir pracy. Później przyjdzie płacz i zgrzytanie zębami. (śmiech)

J.J.: Bardzo się ze sobą zżyliśmy. Tyle treningów, wspólnych przemyśleń, emocjonalnych rozmów i nagle takie urwanie. To będzie ciężkie i na pewno nie nastąpi tak od razu. Myślę, że jeszcze nieraz zatańczymy. Może nie na tym parkiecie, ale będzie o nas głośno!

Rozmawiał: Marcin Godlewski

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama