Reklama

Aż po sufit! Erika Karkuszewska

Środa, 21 października 2015 (10:32)

Lubi się uczyć, zna kilka języków obcych, a przygodę z kamerą rozpoczęła od udziału w serialu TVP i BBC „Dzwony wojny”. Teraz gra w „Aż po sufit!”.

Piękna, mądra, dobra i bogata – to cechy Natalii, Pani bohaterki w serialu „Aż po sufit!”, którą poślubił najmłodszy Domirski, Łukasz (Krzysztof Chodorowski). Można powiedzieć: szczęściarz!

Myślę, że oboje są szczęściarzami: jemu też nic nie brakuje. W dodatku zyskała rodzinę, o jakiej zawsze marzyła – ciepłą, serdeczną i bardzo zżytą.

Sielanka! Są jeszcze tacy młodzi…

Ale nie za młodzi. To fajny przykład ludzi, którzy stosunkowo wcześnie odnaleźli właściwą osobę. Bycie bardzo młodym małżeństwem nie musi przecież być przeszkodą. Jednak Natalka jest trochę lekkomyślna. Na razie oboje są zgodni, ale co dalej?

Problemy świata dorosłych, w który tak chętnie i szybko weszli, mogą im tak popsuć nastroje, że odbije się to na związku. Miejmy nadzieję, że niezbyt dotkliwie.

Wcześniej grała Pani w brytyjsko-polskiej produkcji „Dzwony wojny”.

Tam po raz pierwszy zetknęłam się z kamerą. Szczerze mówiąc, dopiero po wygranym castingu dotarło do mnie, że skaczę od razu na głęboką wodę! Obsada była międzynarodowa, ja grałam sanitariuszkę Joannę – główną rolę żeńską. Na szczęście wszystko poszło dobrze. Rozumieliśmy się doskonale.

Tym bardziej że zna Pani kilka języków obcych.

Bez tego nie dostałabym roli. Na szczęście mam łatwość uczenia się języków, przez parę lat edukowałam się w Stanach, zdałam amerykańską maturę. A po powrocie również polską – nie chciałam, żeby moje dzieci stosowały kiedyś wymówkę, że nie trzeba mieć matury. Mówię po francusku. Liznęłam hiszpańskiego. Uczę się też hindi. Trudny język, ale zaparłam się i widzę postępy.

Najwyraźniej lubi się Pani uczyć: jest studentką Akademii Teatralnej w Warszawie, skończyła SGH...

Pracę magisterską z ekonomii pisałam już na I roku studiów aktorskich. Połączenie tych dwóch obszarów wymagało wspięcia się na wyżyny kujoństwa! Uważam, że posiadanie wykształcenia ścisłego niesie niepoliczalne korzyści przy wykonywaniu zawodu artystycznego.

Potwierdza to przykład Aleksandra Zelwerowicza, patrona mojej uczelni. Mało kto wie, że był też absolwentem Szkoły Handlowej Leopolda Kronenberga, przekształconej później w SGH, którą ukończyłam.

Ciekawy jest Pani życiorys i imię. Zagraniczne?

Tak, ale jestem Polką. Tyle że urodziłam się poza granicami, w miejscu, którego już dziś nie ma na mapie politycznej – Berlinie Zachodnim. Stąd to niemiecko brzmiące imię. Mój starszy brat przyszedł na świat w USA, więc jemu przypadło imię Alex. Były to jeszcze czasy, kiedy pozostawaliśmy „za żelazną kurtyną”.

Rodzice chcieli, żebyśmy mieli otwarte wszystkie drogi i wybrali takie rozwiązanie. Z najmłodszą siostrą sprawa już była prostsza. Urodziła się tu, nad Wisłą, w wolnym kraju, dlatego nosi piękne polskie imię Marysia.

Rozmawiała Jolanta Majewska

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama