Reklama

Babiarz: W Londynie będzie dobra energia

Niedziela, 22 lipca 2012 (06:00)

Przemysław Babiarz swoją dziennikarską przygodę z igrzyskami olimpijskimi zaczął w Barcelonie. Teraz będzie dla nas komentował ceremonię otwarcia w Londynie, konkurencje lekkoatletyczne i pływackie. Mówi, że choć zmieniają się środki techniczne, którymi dysponują dziennikarze, to trema jest zawsze.

Zdjęcie

Tuż przed rozpoczęciem igrzysk Przemysław Babiarz pobiegnie w sztafecie z ogniem
olimpijskim. – Polskę będzie reprezentowało 26 osób, w tym sportowcy: Artur Partyka i Mariusz Czerkawski. Znajdziemy się w gronie 8 tys. biegaczy. Na każdego wypadnie
dystans po 275 metrów. Damy radę – zapewnia. /fot  /MWMedia
Tuż przed rozpoczęciem igrzysk Przemysław Babiarz pobiegnie w sztafecie z ogniem olimpijskim. – Polskę będzie reprezentowało 26 osób, w tym sportowcy: Artur Partyka i Mariusz Czerkawski. Znajdziemy się w gronie 8 tys. biegaczy. Na każdego wypadnie dystans po 275 metrów. Damy radę – zapewnia.
/fot /MWMedia

Przed nami kolejne emocje sportowe - igrzyska w Londynie, które są dla Pana jak jubileusz. Pracę komentatora sportowego zaczynał Pan na olimpiadzie w Barcelonie.

- Równo 20 lat temu (śmiech). Wtedy zasiadałem w studiu olimpijskim z kilkoma bardzo znanymi postaciami telewizyjnymi. Była tam m.in. Grażyna Torbicka, Katarzyna Dowbor, Tomasz Lis. Z czasem zacząłem też być komentatorem, kimś, kto mówi "pod obraz". To jest ciekawsze, niż siedzenie w studiu. W studiu znajdujemy się w centrum wydarzeń, przełączamy się na różne areny, ale jesteśmy tylko pośrednikami. A komentator to wysunięte oko, ucho i usta telewizji (śmiech).

Zdjęcie

/fot /MWMedia

Czy to trudny zawód?

- Nie mogę powiedzieć "szkoda, że Państwo tego nie widzą", bo widzą. Na tym polega różnica między sprawozdawcą radiowym a telewizyjnym. Radiowy może sobie pozwolić na więcej fantazji. Telewizyjny jest nieustannie sprawdzany przez obraz i bystrego widza. Bo współczesny widz to nie jest ktoś, kto nie wie, jak wygląda skok wzwyż, pływanie czy koszykówka i nie zna zasad. Zna dobrze. Potrzeba więc dużo kompetencji. Łatwo można je nabyć. Jest mnóstwo informacji. Mamy komputery, specjalnie przystosowane do sportu, który aktualnie komentujemy. Na przykład lekkoatletyka bez nich byłaby nie do skomentowania, tam jednocześnie dzieje się kilka rzeczy: i biegają, i skaczą, i rzucają. Trzeba wiedzieć, jaka jest sytuacja. 

Cytat

– Trema jest zawsze. Jej brak oznaczałby obojętność

Co poza techniką wspomagającą komentatora jest ważne?

- Praca własna, czyli doświadczenia z wielu zawodów. Zacząłem jeździć na zawody lekkoatletyczne od 1995 roku - to był mój debiut - halowe mistrzostwa świata w Barcelonie, potem w 1997 roku MŚ w Atenach, tuż przed przyznaniem im Igrzysk Olimpijskich w 2004. Tam już pojechałem z Włodzimierzem Szaranowiczem.

Do Londynu też jedzie mocna ekipa komentatorska.

- Tak. Lekkoatletykę będą komentowali Włodzimierz Szaranowicz, Marek Jóźwik, Marek Rudziński i ja. Będziemy się wymieniać. Bo lekkoatletyka jest niesłychanie pojemna - to aż 47 konkurencji. Nie ma większego olimpijskiego sportu indywidualnego.

Od jakiej dyscypliny zacznie Pan te igrzyska?

- Zacznę od pływania. To będą dla mnie już trzecie pływackie igrzyska, które komentuję. Zaczęło się świetnie, w Atenach od startów Otylii Jędrzejczak. Jej złoty medal i dwa srebrne to były fantastyczne przeżycia. Potem był Pekin, ale tam polscy pływacy nie zdobyli medalu. Może tym razem będzie inaczej - Konrad Czerniak, Radek Kawęcki, Paweł Korzeniowski, Mateusz Sawrymowicz, a może Otylia? To są nasze medalowe nadzieje. 

Zdjęcie

Występował w I edycji programu "Gwiazdy tańczą na lodzie", gdzie partnerowała mu łyżwiarka Michaela Krutská.
/fot /MWMedia

Nim zaczną się igrzyska, będzie Pan komentował ceremonię otwarcia. Proszę zdradzić, jak Pan się do tego przygotowuje.

- Gromadzę dużo ogólnych informacji o historii i kulturze Wielkiej Brytanii. Oczywiście kultura brytyjska jest powszechnie znana. Każdy wie np., kto to jest Szekspir. I tu jest klucz dla uroczystości otwarcia, bo z przecieków wiadomo, że dramat Szekspira, którego wątki będą używane, to "Burza". Dla mnie jest ona pamiętna, bo podczas studiów na teatrologii, na egzaminie z historii dramatu zostałem o nią zapytany... i musiałem ten egzamin powtórzyć (śmiech). Dobrze ją "przeorałem", ale przed wyjazdem przeczytam raz jeszcze.

Ma Pan tremę?

- Trema jest zawsze. Gdyby jej nie było, oznaczałoby, że dopadła mnie obojętność, a nie da się wykonywać tego zawodu bez pasji. A wracając do szczegółów zawodowej kuchni, wszyscy komentatorzy dzień przed ceremonią otrzymują skrypt, w którym opisane są poszczególne sceny czekającego nas widowiska. Uczestniczymy też w specjalnej, zamkniętej próbie. Przed jej obejrzeniem musimy podpisać zobowiązanie, że dochowamy tajemnicy i nie zdradzimy szczegółów widowiska.

Dla niedyskretnych są sankcje finansowe np. kara miliona funtów?

- Nie (śmiech). To sprawa honorowa - kodeks dżentelmenów.

Czyli w dniu ceremonii otwarcia nic już Pana nie zaskoczy?

- Przeciwnie. Na tej próbie nigdy nie pokazują wszystkiego. Niektóre rzeczy zostają niespodzianką do końca. Uroczystość będę komentował z Włodzimierzem Szaranowiczem i Piotrem Sobczyńskim. We trzech będziemy się starali wyłowić wszystkie tropy i smaczki.

Rozmawiała Joanna Bogiel - Jażdżyk

Pełna wersja wywiadu - z którego dowiecie się, czy mamy szanse na złote medale, skąd się wzięła miłość Przemysława Babiarza do sportu, oraz gdzie lubi odpoczywać dziennikarz - w 30. numerze "Tele Tygodnia".

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama