Reklama

Barbara Bursztynowicz pełna sprzeczności

Niedziela, 8 lipca 2012 (06:00)

Przyznaje, że bywa sentymentalna jak jej bohaterka, ale to nie jest główna cecha jej charakteru. – Tak naprawdę nie wiem, jaka jestem. Tylko sercem jestem niepoprawną optymistką. Mąż twierdzi, że jest we mnie wiele sprzeczności i chyba ma rację – zdradza serialowa Elżbieta, którą widzowie kochają już od 15 lat.

Zdjęcie

Barbara Bursztynowicz /  /Agencja W. Impact
Barbara Bursztynowicz
/ /Agencja W. Impact

Zdjęcie

Po 15 latach spędzonych w "Klanie" u boku Andrzeja Grabarczyka aktorka śmieje się, że są jak stare dobre małżeństwo
/ /Agencja W. Impact

Jeszcze raz musimy wyjaśnić Czytelnikom, że nie odchodzi Pani z "Klanu". Prawda?
- Nie wiem, skąd wzięła się ta plotka. Serdecznie mnie to rozbawiło. Być może stąd, że udzielając kiedyś wywiadu, uprzedziłam Czytelników i widzów, że w związku z innymi planami zawieszam pracę w serialu i wybieram się na miesięczny urlop. Ustaliliśmy więc z producentami i scenarzystami, że Elżbieta wyjedzie na jakiś czas. Ja trochę odpoczęłam, nabrałam sił i dystansu. Teraz wróciłyśmy już z moją bohaterką na łono klanowej rodziny. Cieszę się jednak z tego nieporozumienia, bo dzięki temu dowiedziałam się, że wielu widzom nie było obojętne moje rzekome odejście.

Co po wakacjach będzie się działo w życiu Elżbiety?
- Życie Elżbiety nadal toczyć się będzie wokół rodziny. Rodzi się kolejny potomek Chojnickich, a opiekę nad nim w sposób egoistyczny przejmą teściowie Michała. Na tym tle powstanie konflikt. Rodzina się podzieli. 

Zdjęcie

Barbara i Jacek Bursztynowiczowie od 35 lat tworzą udane aktorskie małżeństwo
/ /Agencja W. Impact

Granie w serialu, który ma już 15 lat, daje jeszcze satysfakcję?
- Oczywiście. Jednak pod warunkiem, że scenarzyści dadzą nam szansę wykazania się. To możliwe jest, gdy pracujemy nad ciekawym materiałem, dostajemy atrakcyjne zadania aktorskie. Kiedy przynajmniej od czasu do czasu w życiu naszych bohaterów dzieje się coś zaskakującego, niebanalnego, z czym muszą się zmagać. Ważne jest, żeby czerpać pomysły z życia, budować ciekawe relacje. Wtedy wszyscy będziemy mieli radość z wykonywanej pracy. Czasami z banalnej sceny udaje nam się stworzyć coś wyjątkowego i zaskakującego. Scenarzyści przyzwyczaili się do tego, że Elżbieta łagodzi spory, a ja na przekór oczekiwaniom przedstawiam, że moja bohaterka jest nieco inna - zadziorna i dowcipna. Reżyserzy na ogół są przychylni moim sugestiom.

Jest Pani od 35 lat w związku z tym samym mężczyzną. Zdradzi Pani, jak osiągnąć taki staż?
- Nie ma na to żadnej dobrej recepty. Jakieś szczęście, może przypadek i uczucie, które, żeby wciąż trwało, wymaga dbałości. Dodatkowo liczy się umiejętność przezwyciężania kryzysów. Jestem z pokolenia, które jeszcze umie nie poddawać się trudnym sytuacjom, jakie przydarzają się w każdym związku. Dzisiaj młodzi ludzie z powodu najdrobniejszego problemu postanawiają się rozstać. Należy jednak pamiętać, że w związku ważna jest szczerość i zainteresowanie drugą osobą, a więc ograniczenie własnego egoizmu. Wydaje mi się też, że nie można dawać sobie zbyt daleko idącego przyzwolenia. Trzeba kontrolować swoje fascynacje innymi ludźmi, które przecież zdarzają się w życiu. Najważniejsza jest wspólna podróż przez życie. Zdarzają się w niej rzeczy przykre, cierpienia i trzeba to przyjąć do wiadomości. Poza tym życie to codzienność, z którą należy nauczyć się zmagać. Nie można mówić nawzajem do siebie słów, które ranią i na długo zostają w pamięci. Trzeba ze sobą rozmawiać i nie dzielić włosa na czworo. Pamiętajmy jednak, że i tak będziemy popełniać błędy.

Mąż nie jest zazdrosny o serialowego męża?
- Nie. Też jest aktorem i doskonale rozumie specyfikę tego zawodu. Oczywiście śmiejemy się z Andrzejem Grabarczykiem, że po 15 latach jesteśmy starym dobrym małżeństwem, ale to taki rodzaj zabawy (śmiech). Traktujemy swój zawód poważnie i staramy się odgrywać rolę małżeństwa jak najbardziej wiarygodnie. Zabawne, ale mój życiowy mąż, Jacek czasami solidaryzuje się z postacią graną przez Andrzeja. Gdy Elżbieta miała romans z Malickim, trzymał stronę Jerzego, chociaż on wcale na to nie zasługiwał.

Zdjęcie

W teatrze Barbara Bursztynowicz udowadnia, że potrafi też rozbawić publiczność
/ /Agencja W. Impact

Elżbieta to bardzo opanowana kobieta. Lubi się śmiać, ale wszystko w jej życiu musi być na swoim miejscu. Ona chyba nie odnalazłaby się w kabarecie, ale Pani tak, bo był taki moment, że właśnie tym się Pani zajmowała.
- Myślę, że Elżbieta świetnie odnalazłaby się w kabarecie. Czasami mam wrażenie, że w duecie z Jerzym tworzą zabawną parę (śmiech). Mając takiego męża, jak Jerzy Chojnicki potrzeba dużego dystansu i poczucia humoru. Parę lat temu z moim prywatnym mężem i przyjaciółmi, czyli Joanną Stefańską-Matraszek - solistką opery kameralnej oraz z Januszem Tylmanem - pianistą i kompozytorem stworzyliśmy w bistro na Saskiej Kępie kabaret liryczny, który nazwaliśmy "Cafe Teatr na Francuskiej". Były tam śpiewane piosenki napisane przez Jacka i Janusza. Były czasem dowcipne, czasem liryczne, ale głównie opisywały nasz stosunek do rzeczywistości. Teraz powstaje trzeci program, nieco inny w swoim charakterze, ale bardzo oryginalny. Ale nie chcę o tym za dużo mówić, żeby nie zapeszyć (śmiech). Dla wielu osób znających mnie tylko z roli Elżbiety występy w kabarecie były dużym zaskoczeniem. Nie sądzili, że potrafię nie tylko wzruszać, ale też śpiewać i rozbawić publiczność.

Słyszałam, że jest Pani bardzo sentymentalna...
- Bywam sentymentalna, ale nie jest to główna cecha mojego charakteru. Łatwo się wzruszam. Płaczę na filmach, w których dzieciom dzieje się krzywda. Często wzrusza mnie piękno przyrody, wyjątkowe miejsce, w którym się znalazłam. Przede wszystkim jestem jednak realistką. Tylko sercem jestem niepoprawną optymistką. Dużo we mnie sprzeczności. Tak naprawdę nie wiem, jaka jestem. Mój mąż twierdzi, że siedzi we mnie wiele osobowości i chyba ma rację.

Pani pasją są podróże. Dokąd Pani się wybiera tego lata?
- Rzeczywiście, dużo podróżujemy. Nie tylko po Europie, ale także po Ameryce Północnej. Zwiedzamy też Polskę. Mam nieustanną potrzebę podróżowania. Chcę poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Mąż śmieje się, że już w połowie wyprawy planuję następną (śmiech). W tym roku lecimy do Ameryki, gdzie czekają na nas rodzina i przyjaciele, którzy mają przygotowany atrakcyjny program zwiedzania tego kraju.

Dowiedziałam się właśnie, że pisze Pani książkę.
- Piszę, ale od kiedy zaczęłam o tym głośno mówić, straciłam trochę wątek. To, co na początku dawało mi radość, teraz jest czymś w rodzaju obowiązku. Niech to moje pisanie pozostanie na razie sprawą prywatną (śmiech).

Rozmawiała Renata Olszewska

Pełna wersja wywiadu - z którego dowiesz się, jak wyglądała droga Barbary Bursztynowicz do aktorstwa i czy przekazała ona córce w genach zamiłowanie do tego zawodu - w 28. numerze "Tele Tygodnia".

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama