Reklama

Barciś: Nie romansuję w pracy

Poniedziałek, 24 grudnia 2012 (22:04)

Artur Barciś ma w życiu żelazne zasady - nie romansuje w pracy. Swoją żonę Beatę, która jest montażystką filmową, poznał co prawda właśnie w pracy, ale od razu się jej oświadczył. Aktor przyznaje, że na romans pozwala sobie wyłącznie zawodowo, jeśli wymaga tego scenariusz.

Zdjęcie

Artur Barciś /fot  /AKPA
Artur Barciś
/fot /AKPA


Co Pan sądzi na temat romansowania w pracy?
- Bardzo ciekawy problem (śmiech). Niewiele mam jednak na ten temat do powiedzenia, bo nigdy nie byłem uwikłany w romans w pracy, a i nieczęsto bywałem świadkiem podobnych zdarzeń. Chociaż, muszę przyznać, teatr jest takim miejscem, że im bardziej się taki romans ukrywa, tym szybciej wszyscy o nim wiedzą. Generalnie nie lubię zaglądać ludziom do łóżek. 

Zdjęcie

Artur Barciś z żoną Beatą
/fot /AKPA

A romans serialowy? Przecież, kiedy w związku pojawia się ktoś trzeci, to dopiero zaczyna być ciekawie.
- Tu mogę się pochwalić. Miałem romans w serialu "Ranczo", który zaowocował w końcu ślubem. Mój bohater Czerepach ożenił się z Lodzią.

I w życiu Czerepacha nie pojawi się już żadna inna kobieta?
- Nie. No chyba że na wyjeździe do sejmu jakieś panienki. Wiadomo, krew nie woda. Ale Czerepach bardzo kocha Lodzię, która wyjechała do Brukseli w tej serii i jest o nią szalenie zazdrosny.

Czyli są i dobre strony romansowania, zakończone happy endem.
- Jak widać (śmiech). Poza tym ja swoją żonę też poznałem w pracy i już prawie 30 lat jesteśmy razem. Czyli też pięknie zaowocowało.

Flirt i romansowanie w pracy a potem ślub?
- Nie romansowaliśmy! Od razu się oświadczyłem.

Szybki Pan!
- Przy pierwszym poznaniu zapytałem, czy nie zostałaby moją żoną. Na co ona się zgodziła. Pobraliśmy się trzy lata później, ale deklaracja z mojej strony padła od razu. Potem się okazało, że ja mówiłem poważnie, a ona myślała, że żartowałem.

To dlatego ta trzyletnia zwłoka?
- Nie, czekaliśmy, ponieważ jej rodzice mieli wątpliwości, co do naszego ślubu.

A to ciekawe?
- To oczywiste! Mąż aktor? Przecież na pewno się rozwiedzie, zrobi dziecko i rzuci dla innej. Taki stereotyp pokutuje na temat aktorów.

Zdjęcie

/fot /AKPA

Ale koniec końców przezwyciężył Pan ten stereotyp i przekonał teściów do swojej osoby.
- Oczywiście, bo ten stereotyp, jak każdy inny, nie zawiera zbyt wiele prawdy, za to duży stopień ogólności.

Jak ten, że wszyscy Polacy to pijacy i złodzieje?
- Na przykład. Nie lubię uogólnień.

A co Pan lubi robić najbardziej?
- Tego nie mogę powiedzieć publicznie (śmiech). A poza tym lubię dobre jedzonko i piwo - to moja słabość. Lubię też swój zawód. A kocham swoich bliskich - żonę, syna, moją mamę, teściową.

A propos syna Franciszka. Lubicie razem podróżować i pracować. Czy musical "Burzliwe życie Lejzorka", który wspólnymi siłami przygotowaliście w koszalińskim teatrze, odniósł sukces?
- Fantastyczny! Publiczność zafundowała nam długie brawa na stojąco. Ja jestem zadowolony, a syn spisał się doskonale. Zrobił cudowne wizualizacje. Jestem z niego bardzo dumny. Wykonał wszystko, czego od niego oczekiwałem, a nawet dużo więcej.

Czyli wasza współpraca dobrze rokuje na przyszłość?
- Tak, bo dobrze współpracuje się ludziom, którzy się dobrze rozumieją, a my się znamy, można powiedzieć, od urodzenia (śmiech). Bardzo podobnie myślimy, syn w lot łapie moje pomysły, dodaje do nich coś swojego i owocuje to takim efektem jak w "Lejzorku".

Szykujecie coś nowego?
- Na razie syn ma dużo pracy w telewizji i mnóstwo przeróżnych propozycji, a jeszcze musi napisać i obronić pracę licencjacką w szkole filmowej. A i ja nie mam teraz czasu bawić się w reżysera, ponieważ mam dużo pracy jako aktor. Robienie kilku rzeczy naraz, to spory wysiłek. Nie można sobie pozwalać zbyt często, żeby zmęczenie brało górę. Nie da się spać po trzy godziny dziennie, szczególnie w moim wieku.

Chyba w żadnym wieku?
- No nie, kiedy byłem młody, to dawałem radę. Teraz wiem, że organizm musi się zregenerować i trzeba o siebie dbać.

I pomyśleć, że nie śpi Pan po nocach przez miłość w "M jak miłość". W tym sezonie dołączył Pan bowiem do obsady serialu jako sadownik Jerzy Kolęda, sąsiad Mostowiaków.
- Kolęda i Mostowiakowie znali się już wcześniej. Teraz los znów ich połączyły za sprawą Marka, któremu Kolęda pomaga rozkręcić biznes chłodniczy. A zna się na rzeczy, ponieważ jest szanowanym w okolicy sadownikiem. Przy okazji Marek poznaje córkę Kolędy, Ewę, którą gra Dominika Kluźniak.

Miło jest mieć taką córkę jak Dominika Kluźniak?
- To cudowne uczucie i jeden z powodów, dla których zgodziłem się zagrać tę rolę. To znakomita aktorka. A z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś jest dobrym aktorem, to i człowiekiem jest przyzwoitym.

- Czyli Pan również jest przyzwoitym człowiekiem.
- Ja tego nie powiedziałem (śmiech).

Ewa Jaśkiewicz - AKPA

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

AKPA

Reklama