Reklama

Bartosz Gelner. Wciąż ma pod górkę

Czwartek, 26 lutego 2015 (11:30)

Jego serialowy bohater nieustannie ma jakieś problemy. I zawodowe, i uczuciowe. On przeciwnie, jest zasypywany propozycjami. – Jestem prawdziwym szczęściarzem – przyznaje aktor.

Nie wiedzie się Bartkowi, Twojemu imiennikowi, którego grasz w „Barwach szczęścia”.

– No rzeczywiście, chłopak ma wciąż „pod górkę”, choć z charakteru jest dobry i poczciwy. Może źle trafia albo szuka szczęścia nie tam, gdzie powinien?

I choć bardzo się stara, by poukładać swoje życie i ustatkować się, znaleźć miłość, spokój i stabilizację, to wciąż na jego drodze pojawia się ktoś lub wydarza coś, co niweczy te plany.

Może w tym roku, który dopiero co się zaczął, będzie mu wreszcie to dane?

– Wątpię, podejrzewam, że kłopoty to jego specjalność. A ja nie narzekam – dzięki temu jest dużo ciekawych rzeczy do grania (uśmiech).

Niebawem pojawisz się również w serialu „Krew z krwi”. Kim będzie Twój bohater?

– To Mateusz, „Młody”, mocno uwikłany w świat porachunków gangsterskich, który wdaje się w romans z Natalią, córką Carmen (Agata Kulesza).

Chciałbym tu zwrócić uwagę na 19-letnią Małgosię Kozłowską, wcielającą się w tę postać. Mimo iż bardzo młoda, jest nader sprawną aktorką z potencjałem i fajną dziewczyną. Te nowe odcinki, które właśnie nakręciliśmy, będą emitowane w telewizji od marca, a ich reżyserem jest Jan Komasa.

Ten sam, który wyreżyserował „Salę samobójców”, film, po którym zrobiło się o Tobie głośno.

– Byłem na trzecim roku studiów i raptem znalazłem się w innym wymiarze! „Sala samobójców” spotkała się z dużym zainteresowaniem i u nas, i za granicą, m.in. na festiwalu w Berlinie, gdzie odbyła się premiera.

Film okrzyknięto głosem pokolenia, a ja zostałem dostrzeżony. Posypały się propozycje ról serialowych bez castingu – wśród nich do „Czasu honoru” i właśnie do „Barw szczęścia”. Potem przyszła rola w filmie „Płynące wieżowce”, uznanym za bardzo kontrowersyjny…

– Tylko u nas! Na Zachodzie nikt tak nie myślał, na żadnej konferencji prasowej nie padło pytanie o odmienności seksualne, a przecież one istniały, istnieją i będą istnieć, to jest oczywiste. Takie filmy uczą tolerancji, ten mnie w każdym razie nauczył.

A sam obraz zdobył mnóstwo nagród i wyróżnień, m.in. imprezy o nazwie Tribeca w Nowym Jorku, której pomysłodawcą i głównym organizatorem jest Robert De Niro.

Dobra passa trwa – w zeszłym roku dostałeś etat w warszawskim Nowym Teatrze Krzysztofa Warlikowskiego. Jednym z najlepszych teatrów w Polsce!

– Czuję się zaszczycony. Już wcześniej, nim dołączyłem na stałe do zespołu, miałem przyjemność grać na tej scenie. Wyjeżdżaliśmy na festiwale, m.in. w Awinionie, występowaliśmy też w Paryżu, Luksemburgu, Liege.

Mam szczęście do wyjazdów, zarówno z filmami, jak i z teatrem, dzięki nim zwiedziłem już kawał świata!

Choć znamy Cię głównie z filmów i seriali, to teatr jest Twoim środowiskiem naturalnym. Poświęciłeś mu pracę magisterską, dotyczącą przyszłości sztuki, czyli wizualizacji 3D.

– Przewodnikiem działań badawczych w tym zakresie był mój promotor, profesor Włodzimierz Szturc, ceniony teatrolog i wykładowca UJ i PWST w Krakowie. Pod jego okiem zgłębiałem obszary nowych możliwości zarówno inscenizacyjnych, jak i aktorskich, które mnie zafascynowały. Może kiedyś dyrekcja mojego teatru będzie zainteresowana takim eksperymentem, a jeśli tak –  wchodzę w to bez namysłu!

Rozm. Jolanta Majewska

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama