Reklama

Beacie Tyszkiewicz czasem brakuje miłości...

Piątek, 1 czerwca 2012 (09:22)

Beata Tyszkiewicz, czyli niezapomniana rejentowa Stefania Holszańska z „Nocy i dni”, i wielka dama polskiego filmu, zawsze dobrze wiedziała, czego chce od życia. Przed laty wybrała niezależność i wolność. Nie chciała, jak sama mówi, tracić życia na „grę pozorów” i trwanie w związkach, które mogłyby ją ograniczać. Dziś przyznaje, że czasem brakuje jej... miłości.

Zdjęcie

/fot  /Agencja W. Impact
/fot /Agencja W. Impact

Od chwili, gdy Beata Tyszkiewicz po raz pierwszy została matką, całkowicie podporządkowała się potrzebom córek - Karoliny i Wiktorii.

- Oddałam im całą miłość i dlatego nie potrafiłam być dobrą... żoną - powiedziała kiedyś, przyznając, że gotowa jest rzucić wszystko, żeby być przy córkach zawsze, gdy jej potrzebują.

- Moje życie polega na tym, by odgadywać ich marzenia i pomagać je realizować - mówi. A miłość?

Zdjęcie

/fot /Agencja W. Impact

- To cudowna choroba, która niestety szybko mija - śmieje się gwiazda.

Beata Tyszkiewicz trzykrotnie wychodziła za mąż. Była żoną Andrzeja Wajdy, Witolda Orzechowskiego i Jacka Padlewskiego. Z żadnym mężczyzną nie udało się jej stworzyć długiego i szczęśliwego związku. Aktorka twierdzi wręcz, że jej małżeństwa były porażkami.

- Nigdy nie chciałam mieć męża za wszelką cenę. Jeżeli kobieta jest w stanie zapewnić dzieciom wykształcenie, stworzyć im szczęśliwy dom, to może wybrać wolność. Ja byłam i jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że wszystko, co mam, kupiłam sama. Oczywiście byłoby wspaniale, gdyby małżeństwo trwało, gdyby udało się stworzyć tradycyjną rodzinę. Nie wyszło... Ale to nie powód, by się załamywać. Jestem kobietą luksusową, a luksus to niezależność. Mąż w jakiś sposób by ją ograniczał - powiedziała w jednym z wywiadów.

Aktorka zastanawia się czasem, jak wyglądałoby jej życie, gdyby jednak miała u boku kochającego mężczyznę. Zawsze jednak dochodzi do wniosku, że trwanie w związku "na siłę", unieszczęśliwiłoby ją.

- Znam związki, które trwają, choć małżonkowie są nieszczęśliwi, a nie rozstają się z takich czy innych względów. Ja bym się w takiej sytuacji nie potrafiła odnaleźć - mówi. 

Gdy wychodziła za mąż po raz pierwszy, miała 29 lat. Zakochała się w Andrzeju Wajdzie podczas pracy na planie "Popiołów". Urodziła mu córkę Karolinę. Rozeszli się po pięciu latach małżeństwa.

- Rozstaliśmy się, ale na zawsze pozostał mi w duszy ciężar tego rozstania. Wiele razy bardzo mi brakowało Andrzeja jako mądrego, oddanego i bezinteresownego partnera - wspominała w wywiadzie.

O swoim drugim małżeństwie, z reżyserem Witoldem Orzechowskim, mówi, że było przypadkowe i nieprawdziwe.

"Mieliśmy absolutnie różne podejście do życia. Któregoś dnia po prostu nie chciałam go już więcej widzieć" - napisała w autobiografii "Nie wszystko na sprzedaż". Rozwód, po którym straciła niemal wszystko, spowodował, że na pewien czas zapomniała o mężczyznach. Rzuciła się w wir pracy. Niespodziewanie na jej drodze stanął architekt z Francji, Jacek Padlewski, w którym kochała się już jako młoda dziewczyna. Zdecydowali się na wspólne życie, zamieszkali w Marsylii, gdzie pracował nowy ukochany 38-letniej wówczas aktorki. Niestety, życie z dala od Polski, gdzie Beata była już uznaną gwiazdą, okazało się dla niej nie do zniesienia. Nudziła się bez pracy i powoli zaczęła wpadać w depresję.

- Zwariowałabym, gdybym wtedy nie urodziła Wiktorii - wyznała kiedyś.

W końcu postanowiła zakończyć trzecie małżeństwo. Po latach przyznała, że jej miłość do Jacka po prostu się wypaliła. "Lepiej odejść, niż udawać i żyć w kłamstwie" - napisała we wspomnieniach.

Beata Tyszkiewicz nigdy nie bała się samotności. Zawsze przecież może liczyć na córki, które są jej najbliższymi przyjaciółkami. Nawet kiedy wieczorem wraca do pustego domu, nie żałuje, że postanowiła żyć bez mężczyzny. Czasem tylko brakuje jej obok kogoś, kto przytuliłby ją, pocałował na dobranoc. Kogoś, kto po prostu by ją kochał.

 


Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Agencja W. Impact

Reklama