Reklama

Beata Tyszkiewicz lubi pomarzyć

Środa, 2 grudnia 2015 (11:33)

„Wychowanie dziecka to pojedynek na charaktery...”

K

Kiedyś chłopiec marzył, żeby być strażakiem, a dziewczynka – sklepową. Dziś on chce być Robertem Lewandowskim, ona – Agnieszką Radwańską. Myślisz, że wynika to z miłości do sportu?

Cynicznie można by powiedzieć, że raczej z miłości ich rodziców do pieniędzy, które „idą” za uprawianiem tych dziedzin. I duża w tym wina mass mediów epatujących niebotycznymi sumami, które zarabiają sportowcy. Dużo mówi się o wysokości ich dochodów. Mniej – o materialnej, a przede wszystkim tej niematerialnej, nieprzeliczalnej na gotówkę, cenie tych sukcesów.

Skórka niewarta wyprawki?

Wyprawka jest warta wtedy, kiedy nie jest droższa od skórki. Jeżeli to także, a raczej przede wszystkim, marzenie dziecka, które z nim dorasta. I potem ciągle jest marzeniem nastolatka, a w dorosłym życiu da mu satysfakcję, nagrodę za jego zrealizowanie.

Czyżbyśmy żyli w czasach, kiedy miarą sukcesu są sumy na bankowych kontach?

Także dostanie się do „celebryckiej” elity, zdobycie w niej wysokiego szczebla. Rodzice wdrapują się po tej drabinie, ciągnąc za sobą dziecko. Niedawno ktoś opowiadał mi o pani dyrektor, która zabrnęła na szczyty w pewnej korporacji.

Była oburzona i obrażona na swoją córkę, bo ta zamiast iść jej drogą, wolała zostać... fryzjerką. Czasem wydaje mi się, że wychowanie dziecka jest pojedynkiem na charaktery: kto ma silniejszy, kto wygra, kto kogo wychowa: rodzice potomka, czy może odwrotnie.

Wróćmy do marzeń. Co zrobić z tymi dziecięcymi? Z tymi niezrealizowanymi, a jednak pamiętanymi przez całe życie?

Na szczęście z czasem przekonujemy się, że te najpiękniejsze, najbardziej abstrakcyjne były tylko fantazją. Chociaż trzeba też przyznać, że świat tak idzie do przodu, że to, co w dzieciństwie wydawało się nierealne, z biegiem lat jest prawie w zasięgu ręki. Dziś można fruwać, można zostać księżniczką... Te marzenia sprzed lat można też włożyć do segregatora, w którym umieszczamy „zadania niezrealizowane” i czekać, kiedy uda się je zrealizować.

Znam osobę, która wiele lat czekała, żeby móc kupić sobie wymarzoną w dzieciństwie zabawkę...

No cóż, miała dużo cierpliwości. Mam nadzieję, że nie poczuła się rozczarowana. Bo z marzeniami jest czasem tak jak z prośbami. Moja Mama mawiała, że najwięcej łez kosztują te wysłuchane. Trawestując jej myśl, mo- głabym powiedzieć, że naj- więcej zawodu mogą sprawić marzenia spełnione.Rozmawiała Halina Zielińska-GorSkA

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama