Reklama

Bończyk: Bez mężczyzny świat się nie wali

Czwartek, 21 czerwca 2012 (14:23)

Życie Olgi Bończyk obfitowało we wzloty i upadki, po których trudno było się podnieść. Z byłymi mężami żyje w zgodzie. I trochę żałuje, że nie została mamą...

Zdjęcie

/fot  /AKPA
/fot /AKPA

Od dwóch lat jest singielką i twierdzi, że ten stan ma wiele plusów. Otoczona przyjaciółmi i zwierzakami nie ma czasu na smutki. "Na żywo" Olga Bończyk wyjawia, jakie błędy popełniała w swoich związkach i czy jej serce jest gotowe na nową miłość.

Zdjęcie

/fot /AKPA

W jednym z odcinków programu " 7 życzeń" pomaga Pani kobietom zmienić wizerunek. Kim są bohaterki tego show?

- To kobiety, które marzą, by zatrzymać czas. Mają od 30 do 60 lat, ogromne poczucie humoru i wielki apetyt na życie. Bez względu na wiek, pochodzenie, mają odwagę powiedzieć "chcę zrobić coś dla siebie". Wierzę, że oprócz widocznych zmian zewnętrznych, program doda im pewności siebie, poczucia że mogą w życiu jeszcze wiele osiągnąć.

Kobiety zwykle lubią zmieniać wygląd. Pani jest wyjątkiem. Od lat ma tę samą fryzurę i styl...

- Widzę jak zmienia się moje ciało, twarz, jednak nie czuję potrzeby radykalnego zmieniania wizerunku. Nie martwię się zmarszczkami, lecz tym, co charakter rzeźbi na mojej twarzy. Nie należę też do kobiet, które wydają majątek na ubrania, zwracają uwagę na metki.

Jest Pani piękną kobietą, a jednak nie ominęły Pani uczuciowe zawody. Wie Pani, dlaczego?

- Za dużo dawałam... Taki wzorzec wyniosłam z domu. Nauczyłam się, że kobieta jest "podnóżkiem dla mężczyzny". Prowadziłam zadbany dom, robiłam zakupy, obiady, wszystko. Zanim partner o czymś pomyślał, ja już spełniałam jego życzenie. Wpędziłam się w kozi róg, tracąc zbyt wiele z samej siebie. Rozstania dały mi jednak lekcję. Dziś wiem, że gdy zapominamy o sobie, zapominają o nas inni. Nawet ci najbliżsi.

Bywa, że w kolejnych związkach powtarzamy wciąż te same błędy...

- Ale też uczymy się na nich. Za każdym razem, kiedy mój związek dobiegał końca, wydawało mi się, że ponoszę potworną klęskę i już się nie podniosę. Ale dzięki wsparciu przyjaciół odzyskiwałam wiarę w siebie.

Może bycie singlem jest łatwiejsze?

- Brak ukochanego czy przyjaciela na pewno nie powoduje, że wali się świat. Pięknie jest dzielić z kimś życie, ale ważne jest też mądre bycie samemu ze sobą. Na razie nie chcę rezygnować z tej wolności.

Można przyjaźnić się z byłymi partnerami?

- Jak najbardziej! O żadnym z moich partnerów nie myślę dziś z żalem czy goryczą. Dla mnie każdy związek był ważny i wartościowy. Z Jackiem spotykam się zawodowo, był też u mnie ze swoją narzeczoną na święta. Jestem dumna, że udało nam się zbudować nową więź, że mamy dla siebie wielki szacunek.

Co sprawia Pani największą przyjemność?

- Lubię dobrze zjeść, gotować, napić się wina z przyjaciółmi. Gdybym miała wybrać świetny ciuch albo świetne jedzenie, wybrałabym jedzenie (śmiech). To słowa Nigelli Lawson i ja się z nimi zgadzam. Mnóstwo radości sprawiają mi też Tosia i Stefan, moje koty. O tak, zwierzęta w życiu udały mi się najbardziej (śmiech)!

Macierzyństwo jest dla Pani tematem tabu?

- Nie. Mam poczucie, że kilkakrotnie przegapiłam moment,w którym mogłam zostać mamą. Myślę jednak, że kobieta może być spełniona bez doświadczenia macierzyństwa. Chociaż... Piszę właśnie sztukę o samotnej czterdziestolatce, która obsesyjnie pragnie mieć dziecko. Może więc podświadomie przenoszę na scenę pragnienia, których nie mam odwagi zrealizować?

Jest w Pani życiu miejsce dla nowego mężczyzny?

- Gdy spotykamy kogoś, kto się nam podoba, z kim czujemy się dobrze, nie zastanawiamy się, czy jest w naszym życiu miejsce dla takiej osoby. To jest po prostu oczywiste. Może ja też kiedyś kogoś takiego spotkam?

Małgorzata Jungst

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Na żywo

Reklama