Reklama

Ciasto, Kawka i przyjaciele

Czwartek, 15 listopada 2012 (14:18)

Studio dźwiękowe Film Factory Studio to „dziecko” aktorki, Beaty Kawki. Nie dość, że jest tu pięknie, bo wygląd tego studia jest oszałamiający, to pracują tutaj zawodowcy, którzy zajmują się produkcją i realizacją dźwięku od lat.

Zdjęcie

Beata Kawka podczas prób z przyjaciółmi: Piotrem Grabowskim i Darią Widawską /  /AKPA
Beata Kawka podczas prób z przyjaciółmi: Piotrem Grabowskim i Darią Widawską
/ /AKPA

W ubiegłym roku Beata Kawka obchodziła dwudziestolecie pracy zawodowej. Dokładnie dwadzieścia lat temu, kiedy Radio ZET poszukiwało głosu do dżingla stacji, wygrała. Od tego czasu Beata Kawka stała się wziętym głosem reklamowym, lektorskim i dubbingowym. Kiedyś  pewien biznesmen chciał jej zapłacić niemałe pieniądze, błagając, by nagrała zmysłowe powitanie na sekretarce jego telefonu. Odmówiła. Dziś wspomina tę lekko erotyczną propozycję z uśmiechem. Nie bez powodu.

Kiedy kończyła warszawską Akademię Teatralną usłyszała od profesor od emisji głosu, że nigdy nie będzie pracować głosem, bo jest okropny, zachrypnięty i niedźwięczny. Diagnoza okazała się nietrafna. Od szesnastu lat Beata Kawka z pasją zajmuje się produkcją i reżyserią dubbingu. Po czterdziestce wróciła na studia, by oszlifować swój warsztat. Wybrała kierunek dla kreatywnych producentów w szkole Andrzeja Wajdy, jak mówi po to, by rozwinąć swoje umiejętności czytania i twórczego analizowania scenariuszy. Spod jej rąk wyszły polskie wersje językowe takich kinowych hitów, jak: "Garfield", "Asterix i Obelix kontra Cezar", cała seria o "Harrym Potterze", "Epoka lodowcowa", "Podróż do wnętrza ziemi", "Złoty kompas", czy "Happy Feet 2".
- Sama nie lubię pracować swoim głosem, ale uwielbiam wymyślać, kto zagra w polskiej wersji. To ja wymyśliłam Marka Kondrata jako Gerfilda i jestem dumna, że udało mi się przekonać go do tego pomysłu. To w Piotrze Fronczewskim zobaczyłam Diego z "Epoki lodowcowej" i Czarka Pazurę jako Sida - mówi.

Z wizytą w Film Factory Studio

liczba zdjęć: 11

Od dwóch lat aktorka pracuje we własnej firmie. Na warszawskiej Saskiej Kępie stworzyła Film Factory Studio. Magiczną przestrzeń dźwiękową, której pozytywna energia, czekające na gości domowe ciasto i ciepło tego miejsca oraz profesjonalizm ludzi z kilkunastoletnim doświadczeniem, sprawiają, że polubili ją także artyści.
- Mówi się, że miejsce i jego energię tworzą ludzie. Ja pracuję z najlepszymi. I coś w tym jest, bo świetnie się tu tworzy i wymyśla nowe projekty. Nie wiem jak to się dzieje, ale kogokolwiek sobie wymarzę do szeptanki, dubbingu, audiobooka, piosenki - nie odmawia mi - zapewnia.

Film Factory Studio tętni sztuką. Olga Bołądź czyta właśnie audiobook "Dotyk Crossa", najbardziej zmysłową powieść roku, a w lektorskiej dziupli, tuż za ścianą, Piotr Fronczewski nagrywa głos do spektaklu, którego współproducentką jest Beata Kawka. W studiu trwają próby czytane do sztuki "Vogue" Katherine Mayfair, którą reżyseruje Piotr Grabowski, a zagrają Dorota Kolak, Daria Widawska i Beata Kawka. Premiera w lutym. To jeszcze nie wszystko. Aktorka postanowiła podzielić się swoją wiedzą i wraz z grupą przyjaciół m.in. Piotrem Grabowskim i Danutą Błażejczyk prowadzi warsztaty wokalne oraz aktorsko-dubbingowe dla młodzieży. To tu narodził się też pomysł kampanii "Kawka w metrze", czyli Beata Kawka głosem II linii metra. Czas pokaże, czy uda się przekonać warszawiaków, posłów SLD, którzy wyszli z inicjatywą, by to kobieta czytała przystanki II linii metra oraz Warszawskie Metro, do tego - jak przyznaje aktorka - szalonego pomysłu.
- Chciałabym, aby moje nazwisko kojarzyło się z wysoką jakością. Przez lata wypracowałam swoją markę. Kiedy słyszę czasem, że Beata Kawka to rzetelność połączona z fantazją od razu uśmiecham się w sercu. Mam szczęście do ludzi i ciągle mnóstwo pomysłów. Jeden z ostatnich to projekt "Ocalić od zapomnienia" - mówi.
 
Beata Banasiewicz/AKPA

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

AKPA

Reklama