Reklama

Co teraz robią gwiazdy "Big Brothera"?

Czwartek, 26 lutego 2015 (11:30)

O tym programie mówili wszyscy. Pomysł podglądania ludzi zamkniętych w sękocińskim domu rozgrzał opinię publiczną do czerwoności. Co robią dziś uczestnicy pierwszego w Polsce reality show? Czy żałują, że zaryzykowali udział w tym historycznym widowisku?

To był przełom w dziejach polskiej telewizji! Czwartego marca 2001 roku piętnaście nieznanych sobie osób weszło do naszpikowanego kamerami Domu Wielkiego Brata. Przez ponad trzy miesiące uczestnicy żyli odizolowani od świata zewnętrznego, a ich codzienne życie oglądała cała Polska!

To była przygoda życia

– Dzięki temu programowi spełniły się moje marzenia. „Big Brother” sprawił, że z dnia na dzień stałam się rozpoznawalna, a po jego zakończeniu mogłam współprowadzić „Maraton uśmiechu” i zagrać w dwóch filmach Jerzego Gruzy, co uważam za ogromny zaszczyt – mówi Manuela Michalak, która w pierwszej edycji „Big Brother” zajęła drugie miejsce.

Jak twierdzi, znalazła się w nim dlatego, że chciała przeżyć wielką, niezapomnianą przygodę. I to się jej w stu procentach udało. Do dziś ludzie ją pamiętają, rozpoznają na ulicy.

– Nie lubię stagnacji, w moim życiu ciągle coś się dzieje, nieustanna bieganina! – dodaje z uśmiechem. W Luboniu pod Poznaniem prowadzi salon fryzjerski specjalizujący się w przedłużaniu włosów, a w swoim zespole ma mistrzynię kraju w tej właśnie „dyscyplinie”.

Jest również dyrektorem firmy rozprowadzającej włosy do przedłużania i uczy chętnych podstaw marketingu oraz planowania. Udziela się w gospodarczej radzie miasta, opracowując strategię jego rozwoju, studiuje też psychologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Trampolina do sukcesu

Popularność związaną z „Big Brotherem” wykorzystał również Klaudiusz Sevkovic, choć jak zaznacza, swoje sukcesy osiągnął wyłącznie ciężką pracą.

– Nie czekałem na mannę z nieba, bo z niego spada tylko śnieg lub deszcz. Jak się w coś angażuję, to na sto procent. Nie skupiałem się na jednej dziedzinie. Prowadziłem kulinarny telewizyjny program, zostałem twarzą kilku międzynarodowych koncernów, napisałem dwie książki, nagrałem nawet płytę, choć oczywiście wiedziałem, że muzykiem nigdy nie zostanę – opowiada i dodaje, że od trzech lat zafascynowany jest golfem.

– Rzadko wracam z zawodów bez pucharu. Co roku organizuję prestiżowe zawody „Silesia Business & Life Golf Cup”, na które przyjeżdżają najlepsi z najlepszych oraz znane i lubiane twarze. Promuję ten sport, bo na to zasługuje. Podobnie jak piłka ręczna – mówi członek zarządu Związku Piłki Ręcznej w Polsce, prezes żeńskiego zespołu Ruch Chorzów oraz naczelny magazynu „Silesia Business & Life”.

Walka z samym sobą

– Ten program dał mi odwagę i wyeliminował nieśmiałość, szczególnie jeśli chodzi o muzykowanie. Zawsze byłem ciekaw nowości i „Big Brother” otworzył dla mnie przestrzeń, w której skonfrontowany zostałem z mnóstwem nieznanych mi sytuacji – wszystkie, zarówno te przyjemne, jak i te mniej, były dla mnie ciekawym doświadczeniem. Pomijając sam program, który pozwolił bardzo dobrze poznać siebie i innych, po moim wyjściu z Domu Wielkiego Brata odwiedzałem takie miejsca w kraju, o których pewnie bym nie usłyszał – przyznaje Piotr Lato, który aktualnie realizuje noworoczne postanowienie i swoje wielkie marzenie, nagrywając materiał na własną płytę!

– Wiedziałem, że jeśli nie będę bał się czegoś tak wielkiego jak program telewizyjny, to potem poradzę sobie z wszystkim, również ze stresem związanym z graniem czy śpiewaniem. I to się zdecydowanie sprawdziło. Po drodze przydarzył się epizod z „Idolem”, w którym zająłem co prawda piąte miejsce, ale naprawdę wartościowe było to, że po programie na poważnie zająłem się swoim zespołem i odbywaniem prób.

Rozwija się i pomaga innym

Dla Alicji Walczak udział w „BB” także był cennym doświadczeniem. Po zakończeniu programu postawiła na rozwój i wyznaczyła cele, które konsekwentnie realizowała. – Ukończyłam Wyższą Szkołę Komunikacji Społecznej, dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim i Akademię Sztuk Pięknych – zwierza się pani Alicja.

Dziś mieszka w Trójmieście. Maluje obrazy, organizuje wystawy, zajmuje się fotografią, zarówno reportażową, jak i modową, komputerową czy sesyjną. Jest również trenerem rozwoju osobistego.

– Chciałabym z ludzi wydobyć to, co najlepsze, najwartościowsze. Motywuję ich, by żyli odważniej, pełniej, bardziej świadomie. Inspiruję do pracy nad sobą, aby podejmowali właściwe decyzje i odrzucili to, co jest im niepotrzebne. Jestem zdania, że każdy może czynić cuda – przekonuje pani Alicja, która napisała właśnie książkę „Piękno duszy” i jest w trakcie poszukiwania wydawcy.

Największy sukces – rodzina

A co za swój największy sukces po czternastu latach od wygranej uważa Janusz Dzięcioł? – Przede wszystkim to, że woda sodowa nie uderzyła mi do głowy. Mogło być różnie, bo kiedy opuściliśmy Dom Wielkiego Brata, byliśmy dla większości widzów najpiękniejsi, najmądrzejsi, wszędzie nas przyjmowano i słuchano. Łatwo było popaść w samozachwyt, na szczęście zdrowy rozsądek, a przede wszystkim dystans do samego siebie okazał się wystarczająco silny – twierdzi poseł.

Czy „Big Brother” zmienił jego życie? – Na pewno otworzył okno na świat. Nie chciałem robić telewizyjnej kariery, wróciłem do pracy w Straży Miejskiej. Nie myślałem też o wchodzeniu w świat polityki, ale dzięki namowom znajomego i na fali popularności postanowiłem kandydować na radnego. Udało się i od razu zostałem przewodniczącym Komisji Bezpieczeństwa w Radzie Miejskiej w Grudziądzu. Później przyszły wybory parlamentarne, w których zdobyłem prawie 20 tys. głosów – mówi pan Janusz, który najbardziej lubi spędzać czas z rodziną.

– Mam dwie ukochane wnuczki, z którymi bawię się, tańczę, a czasami nawet coś razem zbroimy. To dzięki nim ładuję akumulatory i wiem, że muszę być zdrowy, bo chcę je kochać i o nie dbać.

Artur Krasicki

Piotr Gulczyński „Gulczas”

Od I edycji „Big Brothera” minęło czternaście lat. Ludzie pamiętają jeszcze Gulczasa?

– Wydaje się to niewiarygodne, ale tak rzeczywiście jest. Oczywiście nie ma mowy o takiej popularności, jaka miała miejsce po zakończeniu programu, ale nadal jest mi prościej i łatwiej załatwić pewne sprawy w urzędzie, niż przeciętnemu Kowalskiemu. Ochroniarze w klubach też podchodzą do mnie z szacunkiem, a niektórzy rozpoznają mnie po głosie rozmawiając ze mną przez telefon. Czasami aż trudno w to uwierzyć.

Nie przeszkadza Ci to?

– Nie, gdyż ta rozpoznawalność nie jest tak męcząca, jak kiedyś. Miała ona swoje minusy, bo zdarzało się, że krytykowano uczestników „Big Brothera”. Dziś udział w telewizyjnym show nikogo już nie mierzi i każdy chciałby w nim występować.

Uważasz, że dobrze wykorzystałeś swoje pięć minut sławy, a właściwie 85 dni pobytu w domu Wielkiego Brata?

– Żałuję tylko jednego. Mogłem nadal pracować w programie „Automianiak”, a tego nie zrobiłem. To błąd, który chętnie bym naprawił. Poza tym nie mam powodów do narzekań. Mam wspaniałą rodzinę, jestem szczęśliwym ojcem trzyletniej Nadii, a ze swoją drugą żoną Magdą świetnie się dogaduję. Mam przyjacielski kontakt z moim starszym synem. Igor ma szesnaście lat i jest nieźle zapowiadającym się piłkarzem.

A zawodowo?

– Doradzam ludziom, jaki motocykl kupić, prowadzę szkolenia z bezpiecznej jazdy. W kwestii miłości do motorów i rockowego życia nic się nie zmieniło! Ostatnio obchodziliśmy dwudziestopięciolecie klubu „Black Rider”, którego jestem założycielem.

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama