Reklama

Czy wielki reżyser zniszczy jej karierę?

Piątek, 28 października 2011 (11:51)

To jej debiut na dużym ekranie. Wszyscy zastanawiają się teraz, jak daleko Natasza Urbańska zajdzie w filmowym świecie. Ale zamiast pewności pojawiają się znaki zapytania.

Zdjęcie

  Natasza Urbańska z Jerzym Hoffmanem /AKPA
  Natasza Urbańska z Jerzym Hoffmanem
/AKPA

Na razie wszystko układa się jak w bajce. Natasza Urbańska (34) ma przysłowiowy świat u swoich stóp. Rok 2011 bez wątpienia należy do niej. Po trwającej już kilkanaście lat karierze estradowej zadebiutowała wreszcie w filmie i to od razu w superprodukcji "1920 Bitwa Warszawska" Jerzego Hoffmana. 79-letni reżyser zauroczył się Nataszą od pierwszej chwili. Nestora polskiego filmu historycznego ujęła oryginalną urodą, dziewczęcym wdziękiem i naturalnością. A Jerzy Hoffmam, jak mało kto, zna się na kobietach, zwłaszcza tych, które widzi okiem kamery. Dlatego do roli tancerki i śpiewaczki kabaretowej Oli Raniewskiej wybrał właśnie Nataszę.

W trafności wyboru utwierdziła go opinia samej Niny Andrycz (95). Ta niekoronowana królowa polskich aktorek już jakiś czas temu namaściła Nataszę na gwiazdę i ofiarowała jej swój drogocenny naszyjnik, który dostała kiedyś od premier Indii Indiry Gandhi. Trudno o większy dowód uznania.

Jerzy Hoffman zawsze stawiał na aktorki oryginalne. Oprócz kwalifikacji zawodowych, musiały mieć jeszcze to coś, co decydowało o ich wyjątkowości i ekranowej charyzmie. Zawsze miał do nich oko i potrafił je wyłowić z tłumu pięknych dziewcząt, kręcących się wokół twórców filmowych. Przed jego kamerą rozwijały swoje skrzydła, wspinając się na wyżyny talentów. Przy nim aktorki świeciły jak najjaśniejsze gwiazdy. Niestety, gdy kończyły się zdjęcia, ich blask gasł. Po wielkich rolach u Hoffmana ich kariera więdła. Przykładów nie brakuje.

Kiedy znakomity reżyser przymierzał się do realizacji Potopu, jego wybór padł na Małgorzatę Braunek (64). Wcześniej była ulubienicą Andrzeja Wajdy (85), muzą i żoną Andrzeja Żuławskiego (71). Dostając propozycję zagrania Oleńki Billewiczówny wspięła się na sam szczyt. I nikt nie spodziewał się, że ta rola okaże się początkiem końca jej kariery. Krytykę, jaka spadła na Małgorzatę Braunek, można porównać z tsunami. Nie zostawiono na niej suchej nitki. Czepiano się dosłownie wszystkiego, nawet urody. Małgorzata Braunek zagrała jeszcze Izabelę Łęcką w ekranizacji Lalki i w wieku 30 lat praktycznie została zmuszona do zawieszenia kariery na wiele lat.

Los nie był łaskawy również dla dwóch innych aktorek, które upatrzył sobie Jerzy Hoffman. Rola Stefci Rudeckiej w Trędowatej okazała się przysłowiowym gwoździem do aktorskiej trumny dla pięknej Elżbiety Starosteckiej (68). Zagrała wspaniale, ale nikt potem jej już nie obsadzał. Także Izabella Scorupco (41) ostatnich 10 lat od zagrania Heleny Kurcewiczówny w Ogniem i mieczem nie może zaliczyć do udanych. I w sensie zawodowym, i prywatnym. Czy taki sam los czeka karierę aktorską Nataszy Urbańskiej? Ten rok zakończy jeszcze mocnym akcentem - 31 grudnia w Teatrze Buffo odbędzie się premiera musicalu Pola Negri, w którym wcieli się w światowej sławy polską aktorkę z epoki kina niemego. Ale czy jej własna kariera będzie przypominała karierę Poli Negri czy może raczej Małgorzaty Braunek? Przekonamy się niebawem.

AR

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Reklama