Reklama

Dlaczego nie wróci na stałe do Polski?

Sobota, 7 stycznia 2012 (17:21)

Swój przyjazd do Polski jak zawsze zaplanowała perfekcyjnie. Nikt nie wiedział, którego dnia przyleci, ani jakim samolotem. Nikomu też nie udało się zrobić jej zdjęcia ani na lotnisku, ani jak wchodzi do domu. W Los Angeles nie musi się tak ukrywać. Ale to nie najważniejszy argument, dla którego Alicja Bachleda- Curuś (28) wybrała Los Angeles na miejsce do życia.

Zdjęcie

    /AKPA
   
/AKPA

– Kraków też ma w sobie coś bardzo urokliwego – mówi Alicja. – Mgła, siąpi lekki deszczyk, smog – dodaje ze śmiechem. A w Los Angeles? – Cudnie jest, ładna pogoda, świeci słońce, ciepło – porównuje aktorka. Długo trwało, zanim poukładała sobie życie na obczyźnie. Najpierw zimny Nowy Jork (wytrzymała tam tylko pół roku), później przeprowadzka do Los Angeles – wynajmowane pokoje, mieszkania, całe godziny spędzane w autobusach (w L.A. nie ma metra), by dojechać do uczelni albo na casting. Nie od razu zdobyła przyjaciół, na początku czuła się bardzo samotna. Ale nawet w najtrudniejszych momentach nie zrezygnowała, nie spakowała walizek i nie wróciła do Krakowa, choć wie, że tu, w rodzinnym domu, zawsze czeka na nią przytulny pokój i kochająca rodzina. Skoro więc nie uciekła wtedy, dlaczego miałaby wrócić do Polski dziś? Teraz w Stanach trzyma ją o wiele więcej niż chęć zrobienia kariery. Ma tam osobiste życie, wspomnienia… To miejsce, w którym przeżyła miłość swojego życia, bo choć dziś Colin Farrell jest dla niej tylko ojcem jej synka, i być może przyjacielem, to jeszcze dwa lata temu był kimś wyjątkowym. To w Los Angeles dowiedziała się, że jest w ciąży i tam przygotowywała się do najważniejszej roli swojego życia. I w końcu to właśnie tam urodziła synka Henry’ego Tadeusza.

Los Angeles staje się jej pierwszym domem

- Właśnie Henia osiągnęłam w Stanach - odpowiada, pytana o swoje sukcesy za oceanem. Jak każda matka, przyjście na świat pierwszego dziecka traktuje jako najważniejsze wydarzenie w swoim życiu. - Urodził się w Los Angeles, więc sprawił, że to miasto jest mi bliższe i łatwiej mi jest tam być. Bo do pewnego momentu czułam się tam obco, brakowało mi Polski, Europy, tradycji, kultury. Ale w tej chwili jest inaczej, to jest mój drugi dom. A być może staje się tym pierwszym.

Henio zawsze będzie Amerykaninem

Na pewno Los Angeles jest pierwszym domem dla Henia. Choć ma polskie korzenie, umie już wiele słów po polsku, a jego mama co najmniej dwa razy do roku zapewnia mu pobyt w Polsce, by miał kontakt z rodziną, to jednak Henio jest Amerykaninem. Tam mieszka jego tata, który porozumiewa się z synem po angielsku, tam będzie chodził do przedszkola, a później do szkoły. Alicja świadomie wybiera dla syna właśnie tamten świat. Chce, żeby dorastał w Ameryce. Dlatego kupiła i wyremontowała w Los Angeles dom, zapuściła korzenie... A Polska? Tu, w przeciwieństwie do Los Angeles, nigdy nie będzie anonimowa. A ona nie chce tłumu paparazzich wokół siebie. Dlatego Polska tak, ale tylko na wakacje i święta.

KK

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Życie na gorąco

Reklama