Reklama

Dobra pani w glanach. "Na krawędzi" - Maja Hirsch

Środa, 17 kwietnia 2013 (10:03)

– Grałam już czarne charaktery, więc cieszę się, że mogę pokazać też moją dobrą naturę, choć... będę się bić – śmieje się aktorka, która do roli policjantki Tamary przygotowywała się pod okiem najlepszych judoków.

Zdjęcie

/AKPA POLSKA PRESS Sp.z o.o.
/AKPA POLSKA PRESS Sp.z o.o.

C

Co sprawiło, że zdecydowała się Pani na pracę w serialu „Na krawędzi”? Scenariusz, obsada, postać Tamary?

– Wszystko naraz! Przeczytałam świetny scenariusz, który do tego stopnia mnie zachwycił i zaciekawił, że codziennie dzwoniłam do produkcji serialu z pytaniem, kiedy dostanę do przeczytania kolejne odcinki – chciałam po prostu wiedzieć, co wydarzy się dalej!

Jeśli chodzi o obsadę, to oczywiste jest, że większość aktorów chciałaby pojawić się w takim towarzystwie jak Grabowska, Fronczewski, Pieczyński, Baka, Sadowski, Bukowski.

A postać Tamary? To świetnie napisana rola! Prócz tego, że umie się nieźle bić i trenuje judo, to ma jeszcze swoją historię, a nie jest tylko „protezą” przyjaciółki głównej bohaterki.

Co należy do jej zadań i obowiązków?

– Rola Tamary jest barwna, przez to interesująca do zagrania. To pełna temperamentu młoda policjantka, która w wydziale techniki operacyjnej zajmuje się komputerowym „rozpracowywaniem” zagadek.

Na komendzie pracuje z Czyżem i Tomkiem, w którym mocno się podkochuje. Czyż działa jej niekiedy na nerwy, ale jest dla niej kumplem. Do tego bardzo sprytnym i inteligentnym. Ma on też różne powiązania oraz przyjaźnie, więc czasami może pomóc, być przydatnym.

Co Pani najbardziej lubi w tej roli?

– Nieoficjalnie jest prawą ręką głównej bohaterki, czyli Marty Sajno. Zrobi dla niej wiele, nawet pod groźbą odejścia z policji. Miałam już przyjemność grać „złą” panią na obcasach w „BrzydUli” i „Wiadomościach z drugiej ręki” i cieszę się, że tutaj jestem dobrą panią w glanach (śmiech). Tamara to dobra, sympatyczna dziewczyna. Nie znalazłam u niej żadnych wad!

W jaki sposób przygotowywała się Pani do roli policjantki?

– Miałam kilka treningów judo z kaskaderami z teamu Roberta Brzezińskiego. To są naprawdę świetne chłopaki! Przyznam szczerze, że ta sztuka walki początkowo napawała mnie niepokojem, ale później zaczęła nieźle kręcić.

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

Były jakieś szczególnie trudne sceny do zagrania?

– Chyba ta, gdy Tamara na sali judo zwierza się Tomkowi ze swojej bolesnej przeszłości. Dość wstydliwa i kosztowna, choć zazwyczaj, bo na żywo, bardziej kosztowne, pochłaniające więcej energii są role teatralne – zarówno fizycznie, jak i psychicznie...

Rozmawiał ARTUR KRASICKI

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama