Reklama

Dorota Landowska spełnia wolę Duśki

Piątek, 12 października 2012 (19:17)

Przyjaźń z Darią Trafankowską wywróciła jej świat do góry nogami. Kiedy Duśka odeszła, aktorka postanowiła żyć tak jak ona – dawać z siebie innym jak najwięcej.

Zdjęcie

Dorota Landowska /  /MWMedia
Dorota Landowska
/ /MWMedia

Zdjęcie

Daria Trafankowska do samego końca wcielała się w uwielbianą przez fanów "Na dobre i na złe" siostrę Danutę
/ /AKPA

Gdy 8 lat temu umarła jej przyjaciółka Daria Trafankowska, Dorota przewartościowała swoje życie. Dobrze pamięta tamto popołudnie, jedno z ostatnich u Duśki. W izolatce było kilkanaście osób, ekipa serialu "Na dobre i na złe", w którym grała.
- Dostałam wtedy prezent na całe życie. Po raz pierwszy oswoiłam strach - mówi w jednym z ostatnich wywiadów Dorota Landowska.

U nas nie ma tematów tabu

Kiedy poznały się w warszawskim Teatrze Powszechnym, szybko się zaprzyjaźniły. Dorota często odwiedzała Darię w jej mieszkaniu przy ulicy Orlej. Obie lubiły te babskie spotkania, podczas których zwierzały się sobie. Patrząc na korowód znajomych z problemami, przewijających się przez mieszkanie Duśki, zastanawiała się skąd jej przyjaciółka czerpie siły, by pomagać innym. Gdy Daria odeszła, Dorota przeszła przyspieszony kurs dojrzewania. 

Od 5 lat, zgodnie z życzeniem przyjaciółki, współtworzy fundację im. Darii Trafankowskiej. Jej celem jest wspomaganie aktorów, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. To właśnie działalność charytatywna nauczyła ją, że pomoc drugiemu człowiekowi to coś więcej niż odhaczanie dobrego uczynku na swoim koncie. Aktorka przyznaje, że kiedyś żyła inaczej. Tworzyła iluzję nieśmiertelności.
- Byłabym nieuczciwa, gdybym nie przyznała, że w podobny sposób myślałam. Mimo że moje dzieciństwo i młodość kręciły się wokół szpitala - dodaje. Tam pracowała jej mama i brat.
- Pamiętam, jak mówiłam do mamy: "Nie opowiadaj mi o cierpieniu, nie chcę tego słuchać".

Zdjęcie

Dorota Landowska i Mariusz Bonaszewski zajęli trzecie miejsce w plebiscycie miesięcznika "Pani" Srebrne Jabłka 2011
/ /AKPA

W końcu dotarło do niej, że życie nie zawsze toczy się bez potknięć. Przekonała się o tym w 2003 r. gdy u Mariusza stwierdzono stan przedzawałowy. - Dla Doroty to był szok - wspomina jej znajomy. Wiedziała o ultimatum, które dostał - albo wycofa się z aktorstwa i pozbędzie stresu, albo umrze. Wzięła sprawy w swoje ręce.

Przez 2 lata, kiedy Bonaszewski zrezygnował z grania, utrzymywała dom. Ciężko pracowała, troszczyła się o rodzinę. Pytana później, jak dała sobie radę, czy nie miała momentów zwątpienia, odpowiedziała: "Kobiety w mojej rodzinie były niezwykle silnymi i upartymi osobowościami". Cechowała je też ogromna wrażliwość. Taki charakter ma również Dorota. Czy odziedziczy go jej córka?
- Ode mnie zależy, czy moje dzieci, Marysia i Staś, będą miały w sobie czułość, empatię. Nie nauczę ich tego, jeśli będę pokazywać tylko tę jedną, błyszczącą stronę życia - mówi aktorka. I dodaje, że w jej domu nie ma tematów tabu. Z dziećmi rozmawia o wszystkim, i o życiu, i o śmierci.

Iza Kraft

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Na żywo

Reklama