Reklama

Drugie dziecko? Za trzy lata!

Piątek, 28 października 2011 (10:32)

Jest najgorętszą polską gwiazdą, ale miarą prawdziwego sukcesu jest dla niej szczęśliwy dom. W rozmowie z SHOW Natasza zdradza najważniejsze życiowe plany: te prywatne.

Zdjęcie

  Natasza Urbańska z mężem, Januszem Józefowiczem /AKPA
  Natasza Urbańska z mężem, Januszem Józefowiczem
/AKPA

Film "1920 Bitwa Warszawska", musical "Pola Negri", kręcony za granicą teledysk, prowadzenie TzG - w życiu Nataszy Urbańskiej kilka projektów zbiegło się w jednym czasie. Aktorka jest dziś na topie. "To zjawisko! Dotychczas nieoszlifowany brylant!", mówi o niej słynny polski reżyser Jerzy Hoffman. My wiemy, że Natasza jest nie tylko gwiazdą, ale też kobietą z krwi i kości. W bardzo prywatnej, szczerej rozmowie z SHOW odsłania swój prawdziwy świat: opowiada o życiu w podwarszawskich Jajkowicach, o tym, za co potrafi zbesztać męża, kogo przypomina jej Kalinka i kiedy chciałaby powiększyć rodzinę.

Natasza, czy ty się kiedykolwiek na coś wkurzasz? Rzucasz w domu talerzami, a w pracy przeklinasz?

W pracy... raczej nie. Ja bardzo źle się czuję w sytuacjach konfliktowych, więc staram się ich unikać. Przecież większość spraw można rozwiązać pokojowo, bez agresji i krzyku. Oczywiście czasem się we mnie gotuje. Ale próbuję być ponad to.

To ty musisz być cudowną mamą!

Kalinka właśnie poszła do przedszkola. Bałam się tego pierwszego dnia okropnie, bo pamiętam swój pierwszy dzień w przedszkolu. Bardzo płakałam. Wydawało mi się, że to koniec świata. Nie mogłam się pogodzić z tym, że mnie zostawiają. Mam w głowie taki obraz, jak drzwi się zamykają i mama w nich stoi ze łzami w oczach. Z Kalinką było zupełnie inaczej.

Jak myślisz, dlaczego?

Może dlatego, że psychicznie przygotowałam ją do tego wcześniej. Kiedy weszła do przedszkola, tylko krzyknęła: "Przedszkole, plac zabaw, dzieci...", i pobiegła. Zapomniała o mnie.

Jaka jest Kalinka?

Ona bardzo szybko się uczy. Dlatego panie z przedszkola zaproponowały, by przenieść Kalinkę do grupy średniaków. Jestem nią zachwycona. To naturalne, bo jestem jej mamą. Ale opowiem pewną anegdotę. Kiedy przygotowywałam się do występu w musicalu, przyjeżdżała do naszego domu w Jajkowicach nauczycielka śpiewu. Kiedy pewnego razu ćwiczyłam, poprosiłam Janusza, żeby pochodził z Kalinką godzinkę po parku. Chyba tydzień później pojechaliśmy na wakacje na Kretę. Pewnego dnia córeczka przybiegła do nas i powiedziała, że dzieci z hotelu jej nie rozumieją. Była nieszczęśliwa, że nie może z nimi nawiązać kontaktu. "No to może ja im coś zaśpiewam", sama wpadła na ten pomysł. I nagle słyszę, że ona śpiewa bardzo trudną piosenkę z musicalu "Pola Negri", którą ja ćwiczyłam u nas w domu na wsi z nauczycielką. "Ona jest niesamowita!", przyznał Janusz.

Myślałaś o tym, żeby mieć więcej dzieci?

Oczywiście! Wiem, że powinnam iść za ciosem i zdecydować się szybko.

Ale czy to możliwe w ferworze pracy, w jakim teraz jesteś? Główna rola w "1920 Bitwie Warszawskiej", teledysk do utworu "All The Wrong Places", prowadzenie "Tańca z gwiazdami", musical "Pola Negri"... To wszystko dzieje się właściwie jednocześnie. Do tego wychowujesz jeszcze małą córeczkę.

To prawda, chciałabym teraz skupić się na pracy, nadrobić czas. To chyba dylemat każdej młodej kobiety... Niedawno uświadomiłam sobie, że teraz przez najbliższe trzy lata będę skoncentrowana na "Poli Negri", ekranizacji musicalu "Metro" i w końcu na mojej płycie.

Czyli dziecko za trzy lata. Natasza, ale to musi już być syn! Przecież ty zawsze chciałaś mieć chłopaka.

Gdy byłam w ciąży, nawet kłóciłam się z lekarzem wykonującym USG. Mówiłam mu: "Pan musiał się pomylić. To musi być chłopak" (śmiech). Ale dziś jestem przeszczęśliwa. Kalinka jest wspaniałą dziewczynką. Widzę w niej mojego tatę. Ona śmieje się i marszczy nosek zupełnie jak on! No cóż, jestem teraz mamą i bardzo dobrze mi z tym.

Chodzicie razem z Kalinką na zakupy?

Ostatnio poszłyśmy do Zary kupić buty potrzebne do przedszkola. Kalinka już sama lubi decydować, co włoży. Buszowałyśmy więc wśród porozrzucanych wokoło bucików. W końcu Kalina wybrała sobie chłopięce trampki - brązowe z białymi sznurówkami. Włożyła je i nie chciała zdjąć. O trzy numery za duże, kajaki. Mówię więc do Janusza: "Idź z Kalinką do empiku, pokaż jej książeczki". I zrobiłam w tym czasie takie zakupy, jakie trzeba.

Lubisz zakupy?

Ja to kocham! Jest to dla mnie czynność odprężająca. Jak większość kobiet lubię pochodzić, popatrzeć, podotykać. Nie muszę nawet kupować. Ale teraz... niestety brakuje mi na to czasu. Gdy czeka mnie wielkie wyjście, proszę o pomoc moją stylistkę Lanę lub po prostu dzwonię do Gosi Baczyńskiej, Paprockiego i Brzozowskiego. Ostatnio też do Macieja Zienia czy Łukasza Jemioła. Od lat uwielbiam projekty mojej przyjaciółki Agnieszki Komornickiej.

Kiedy nagrywałaś teledysk w Los Angeles, udało ci się trochę pobuszować po kalifornijskich butikach?

Nie tym razem! Czas w Los Angeles upłynął bardzo pracowicie. Cała ekipa projektu "Esotiq presents Poland... Why Not" była skupiona na kręceniu klipu do "All The Wrong Places". Pierwszego dnia po przyjeździe trafiliśmy wszyscy do legendarnego klubu Dragon Fly, w którym występują światowe sławy, jak ostatnio zespół Foo Fighters. Przyjeżdżają też tam początkujący artyści, którzy chcą zrobić karierę w Stanach.

Czy możesz nam wytłumaczyć, co wydarzyło się podczas twojego występu w Dragon Fly? Pisano, że układ choreograficzny był wulgarny.

Ten występ był raczej żartobliwy. A że panowie fotografowie zrobili ujęcia z dołu, szukając niskich wrażeń, to już świadczy o ich poziomie. Od kilku lat w naszym teatrze Buffo wykonuję tę właśnie choreografię, którą ustawił mi Janusz. I jakoś w nikim nie wzbudziła takich emocji!

A jak ci się podoba teledysk?

Klip utrzymany jest w letnim klimacie - plaża, jacht i dużo tańca. No i ja, jak głoszą słowa piosenki, poszukująca faceta w najmniej odpowiednich miejscach. Świetnie się bawiliśmy na planie i myślę, że to widać (śmiech). David Palmer, reżyser tego teledysku, pracował m.in. z Mary J. Blige i Toni Braxton. Miał bardzo konkretną wizję, ale był otwarty na moje sugestie.

Podobały ci się ciuchy Esotiq, w których wystąpiłaś w teledysku?

Stroje kąpielowe idealnie pasują do klimatu klipu. Dobrze się czułam w stylizacji na jachcie - wygodnie, a jednocześnie kobieco. To bardzo fajny zestaw na lato.

Gdzie jest ci najlepiej? Gdzie dobrze się czujesz? W halach filmowych Los Angeles? W domu na wsi? W warszawskim śródmieściu?

Postawiłabym to pytanie inaczej. Raczej... z kim się najlepiej czujesz? A ja najlepiej czuję się tam, gdzie moja rodzina, gdzie jest Janusz i Kalinka. W Buffo też czuję się jak w domu, bo mam tu prawdziwych przyjaciół, normalnych szczerych ludzi. A wśród nich jest ten najnormalniejszy - mój Janusz!

Na czym polega jego normalność?

Janusz jest prawdziwym gospodarzem w Jajkowicach. Chciał nawet w sobotę w nocy jechać, żeby pozbierać maliny. On właśnie taki jest! Janusz myśli o malinach w przeddzień TzG.

Podobno nawet wiśnie dryluje?

Wtedy wygląda bardzo śmiesznie. Cały jest ochlapany sokiem! To jego wielka pasja: nalewki. Jak przyjeżdżamy z miasta, nie zdejmuje nawet najlepszej koszuli. Mówię mu: "Zdejmij te ubrania! Włóż dres, bo się pochlapiesz". A on się nie przejmuje.

Czyli... hamak i słodkie nicnierobienie?

Na wsi nie mamy zasięgu. Telefon więc nie działa. Są nasze drzewa, cisza i spokój. My tam odpoczywamy naprawdę. Czasem zaprosimy na wieczór znajomych i wtedy w ogrodzie z rzutnika puszczamy na ścianę naszego domu filmy, jest romantycznie.

Czy masz przyjaciół z dawnych lat?

Co jakiś czas próbuję odnowić kontakty. Ale tak naprawdę to zbyt rzadko, by móc utrzymać relację. Teraz chcę skupić się na swojej rodzinie i w nią inwestować. To ona jest naszym azylem na trudności i niepowodzenia.

Tego nauczyłaś się w swoim domu?

Miałam wielkie szczęście. Mój tata poświęcił się dla mnie w stu procentach. Zawoził mnie na treningi, do szkoły. Był na każde moje skinienie. A wtedy jeszcze nie było telefonów komórkowych, więc codziennie rano umawialiśmy się, kiedy i w jakie miejsce trzeba po mnie przyjechać. Wiedział, że bardzo stresuję się przed zawodami. Ponieważ nie chciałam, by patrzył na ewentualne moje porażki, on przyjeżdżał i chował się za murkiem, żebym go nie widziała. Dlatego dla mnie dziś jest naturalne, że chcę sama odprowadzać do przedszkola moją córkę, choć ledwo widzę rano na oczy. Chcę, by Kalinka czuła, że mi na niej zależy. To wszystko jest dla mnie teraz bardzo naturalne dzięki miłości moich rodziców do mnie.

Mimo całego sukcesu, który jest teraz twoim udziałem, i mimo pewności, którą na pewno czerpiesz ze szczęśliwego domu, w branży często ludzie mówią o tobie, że jesteś bardzo nieśmiałą osobą i że często nie doceniasz siebie. Zgadzasz się z tą opinią?

Wystarczy, że inni mnie doceniają. Poza tym wydaje mi się, że coraz częściej jestem partnerem dla ludzi, z którymi pracuję. I to mnie bardzo cieszy. Nigdy jeszcze nie byłam do końca zadowolona z tego, co robię, bo dążę do perfekcji.

Słyszałam, że podczas zdjęć do "1920 Bitwy Warszawskiej" między tobą a Borysem Szycem wybuchały awantury.

Plotkowano, że między nami na planie bywały konflikty, bo Szyc podobno był niezadowolony z moich umiejętności aktorskich. Do mnie jednak nie dotarły takie informacje (śmiech).

Zdjęcie

  Natasza Urbańska, Janusz Józefowicz i Borys Szyc podczas premiery filmu "1920 Bitwa Warszawska"
/AKPA

A co ty myślisz o Borysie?

Borys to wspaniały facet, z wielką charyzmą, a tego nie da się nauczyć w żadnej szkole! Z tym człowiek się po prostu rodzi.

Iwona Zgliczyńska, Agnieszka Prokopowicz

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Show

Reklama