Reklama

Glinka: Kasia sobie poradzi!

Wtorek, 20 listopada 2012 (10:47)

– Zakładam brzuszek i przypominam sobie, jak nie mogłam się schylić do butów – śmieje się Katarzyna Glinka, która po raz drugi przeżywa ciążę – tym razem jako Kasia Górka w "Barwach szczęścia". Czeka ją ogromne wyzwanie...

Zdjęcie

– Bez żalu poświęcam dla dziecka czas, który wcześniej był tylko dla mnie – mówi. Ale jednocześnie nie
rezygnuje z marzeń aktorskich. /fot  /AKPA
– Bez żalu poświęcam dla dziecka czas, który wcześniej był tylko dla mnie – mówi. Ale jednocześnie nie rezygnuje z marzeń aktorskich.
/fot /AKPA


Rok temu musiała Pani ukrywać ciążę na planie, teraz eksponuje Pani brzuszek...
- Tak, chowałam prawdziwy, a teraz pokazuję sztuczny (śmiech).

To, na co porywa się Kasia Górka - samotne macierzyństwo - to z jednej strony heroizm, z drugiej, kontrowersyjna decyzja.
- Do tej pory jej związki kończyły się niepowodzeniami. Wiele razy się zawiodła. Ostatni jej partner także stawiał na zabawę i korzystał z życia. Nie był zdolny do poświęceń, a Kasia bardzo chciała założyć rodzinę i mieć dziecko. Tak sobie to tłumaczę, bo sądzę, że samotne wychowywanie dziecka nie jest łatwe. Znam kobiety, które los tak doświadczył, widzę, jak bywa im ciężko, ale też podziwiam, jak dobrze wszystko potrafią sobie zorganizować przy pomocy bliskich ludzi. Kasia Górka też sobie poradzi.

Zdjęcie

Sławek (Łukasz Nowicki) zapewni Kaśkę (Katarzyna Glinka), że weźmie odpowiedzialność za dziecko. Usłyszy, że... wcale nie zostanie ojcem.
/fot /Agencja W. Impact

Jej decyzja jest kontrowersyjna także dlatego, że ona się poddaje zabiegowi in vitro.
- Tak. Cieszę się, że ten temat będzie poruszony w serialu. Dzięki temu widzowie mają szansę oswoić się z tym zagadnieniem, przemyśleć je, porozmawiać o nim. To na pewno wywoła dyskusje w polskich domach.

A nie boi się Pani? Wszak firmuje Pani swoją twarzą coś, co niektórzy politycy najchętniej wyjęliby spod prawa...
- Nie firmuję in vitro swoją twarzą. Gram postać według scenariusza, który tworzy pani Ilona Łepkowska i jej zespół. To oni są odpowiedzialni za to, co przydarza się bohaterom serialu. Ja tylko to odtwarzam - na tym polega mój zawód. Przecież kiedy aktor gra seryjnego mordercę, nie oznacza to wcale, że popiera takie zachowania! Niektórym zaciera się ta granica, ale to nie znaczy, że nie powinnam grać postaci ciekawych, czy kontrowersyjnych. Dodatkowo, akurat jeśli chodzi o in vitro, nie widzę w tym nic złego. Skoro takie metody walki z bezpłodnością są dostępne, to należy z nich korzystać. Nie powinniśmy tego zabraniać, ale raczej zastanowić się nad granicami i kierunkami, w jakich tę metodę należy rozwijać.

Zdjęcie

Katarzyna Glinka
/fot /AKPA

Ten rok przyniósł wiele zmian w Pani życiu. Były narodziny synka, krótka przerwa od pracy i powrót na plan. Przyszło łatwo?
- Wracałam powoli - najpierw na parę godzin w ciągu dnia, nie codziennie, z synkiem u boku. Teraz Filipek ma już osiem miesięcy, przyzwyczaja się, że coraz dłużej zostaje bez mamy. To oczywiście nie jest łatwe, ale lubię moją pracę i to dla mnie ważne, by rozwijać się zawodowo.

Na ile przygotowując się do ról, czerpie Pani z własnych doświadczeń?
- Raczej obserwuję cechy innych i próbuję je "założyć" na siebie. Choć oczywiście i moje własne przeżycia na pewno mają wpływ na to, co pokazuję.

Oprócz "Barw szczęścia", pracuje Pani także nad nową premierą w Teatrze Kwadrat. Co to będzie?
- "Ślub doskonały". Premiera 14 grudnia. Gram przyszłą żonę pana młodego (w tej roli Paweł Małaszyński), który po wieczorze kawalerskim budzi się w łóżku... cóż, nie ze swoją narzeczoną, ale z pewną atrakcyjną dziewczyną - w tej roli Marta Żmuda Trzebiatowska.

Woli Pani pracować przed kamerą czy w teatrze?
- W teatrze fantastyczne jest to, że jedna emocja wynika z poprzedniej, gramy ciągłość wydarzeń. W serialu, czy w filmie nie ma zachowanej chronologii i za każdym razem trzeba sobie wyobrazić, przez co przeszła ta postać i skąd wynika jej aktualny stan. W teatrze jest jeszcze widz, który reaguje tu i teraz. Zawsze można coś dołączyć, coś odjąć, widząc zachowanie publiczności. Lubię te emocje.

Ale kiedy padnie już ostatni klaps i film trafia do kin, nic się nie da już poprawić.
- To fakt. Dla aktora jego ostateczny kształt pozostaje zagadką. Tego rodzaju niespodzianka czeka mnie 29.11 - w andrzejkowy wieczór odbędzie się premiera filmu "Od pełni do pełni". To komedia, w której gram dziewczynę utrzymującą się z wróżenia. Na jej drodze pojawia się mężczyzna - w tej roli Andrzej Nejman - który żyje z naciągania kobiet. Zaczynają nawzajem się oszukiwać, co wywołuje wiele zabawnych sytuacji.

Rozmawiała Anna Janiak

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama