Reklama

Górski uwielbia grać cwaniaczków

Wtorek, 20 listopada 2012 (06:00)

Kabaret Moralnego Niepokoju bawi widzów od lat. Czy Robert Górski czuje się tym zmęczony? Nic podobnego. Wciąż z zapałem tworzy nowe skecze i cały czas rozgląda się dookoła, żeby nie umknęła mu jakaś inspiracja.

Zdjęcie

Robert Górski /  /AKPA
Robert Górski
/ /AKPA

Zdjęcie

- Pomysłów na skecze jest tyle, że nie nadążam z ich spisywaniem - twierdzi Robert Górski
/ /AKPA


Teraz będzie można Pana znaleźć nie tylko na scenie, czy w telewizji, ale również w księgarniach, gdzie trafiła książka "Jak zostałem premierem. Rozmowy pełne Moralnego Niepokoju". O czym tak Pan dyskutował z Mariuszem Cieślikiem, że wyszła z tego cała książka?

- O kabarecie, o pisaniu, o kulisach. Obaj przekroczyliśmy niedawno czterdziestkę , więc porównujemy nasze życiorysy i odtwarzamy pokoleniową wspólnotę losów. Wyjaśniam też, gdzie ukryto Bursztynową Komnatę i zagadkę Trójkąta Bermudzkiego. Podobno Polacy nie czytają, więc na wypadek, gdyby miała tam leżeć w nieskończoność, na okładce napisałem, że jeżeli ktoś miałby ochotę sięgnąć po pierwszą lekturę, to ja proponuję zacząć od mojej, bo są w niej duże litery.

Rozmawia Pan z Cieślikiem o młodości. Już w dzieciństwie wiedział Pan, że rozśmieszanie ludzi to Pana przyszłość?
- To fajny sposób, żeby zwrócić na siebie uwagę.

A skoro mówimy o młodości, to jakiś czas temu w roli komika zadebiutował Pana syn, Antoni. Czy rośnie Panu konkurencja?
- Zostawiam mu wolną rękę, ale widzę, że ciągnie go na scenę. Pewnie dlatego, że jest to ciekawsze niż siedzenie w szkolnej ławce i można tam zarobić. Już otrzymał parę groszy gaży za występ, ale wszyscy mu powtarzają, że wziął za mało. Teraz boję się eskalacji finansowej z jego strony. No, ale niech próbuje. Przyjemnie popatrzeć na siebie samego, tylko w młodszej wersji.

Z takimi dwoma talentami w domu musi panować wesoła atmosfera. Żartuje Pan na co dzień, czy tylko podczas występów?
- Kiedy mnie najdzie ochota, to żartuję, ale to nie jest tak, że w każdej wolnej chwili, dla zgrywu, chodzę na rękach.

Czym Pan się zajmuje, gdy nie jest satyrykiem?
- Bardzo fajne jest czytanie książek. Kto nie próbował, gorąco polecam.

A jak reagują na Pana widok przypadkowo spotkani fani? Oczekują, że rzuci Pan jakimś żartem z rękawa?

- Często nie wierzą, że to ja. Bo co ja bym akurat robił w takim miejscu?

Jak po takim czasie potrafi Pan wciąż wymyślać nowe skecze i nadal bawić nimi ludzi?
- Pomysłów na skecze jest tyle, że ja nie nadążam z ich spisywaniem. I to mnie denerwuje. A jeszcze trzeba jeść. Wokół jest tyle zabawnych rzeczy. Naprawdę wystarczy się porozglądać.

Co śmiesznego widział Pan ostatnio?
- Mój syn zażądał ode mnie, żebym mu spojrzał w oczy i powiedział uczciwie, czy "wróżka-zębuszka" naprawdę istnieje.

Zdjęcie

Kabaret Moralnego Niepokoju na premierze "Szwedzkiego stołu"
/ /AKPA


Od jakiegoś czasu w Kabarecie Moralnego Niepokoju występuje Magdalena Stużyńska. Jak radzi sobie jako satyryk?
- Znakomicie. Jest osobą wielu talentów, a do tego cudownym człowiekiem. Na scenie odnalazła się znakomicie. Mało tego. Dopinguje nas do pracy, ponieważ jest zawodową aktorką, a my jesteśmy zawodowymi leniami. Etos pracy ma mocno wbity do głowy i jeżeli mamy zaplanowaną próbę, to nie ma mowy żebyśmy przesiedzieli ją bezczynnie. Czasami staramy się ją przekonywać, że lepiej poględzić o niczym, ale w końcu i tak postawi na swoim.

Magda gra z Panem i Mikołajem Cieślakiem, filarami Kabaretu Moralnego Niepokoju, także na scenie Teatru Capitol, w "Szwedzkim stole". Kiedy występuje Pan na estradzie, odgrywa Pan własne scenariusze i ma nad wszystkim kontrolę. Tym razem było inaczej. Jak odnalazł się Pan w roli zwykłego aktora?
- Oczywiście lubię grać we własnych tekstach, choćby dlatego, że łatwiej się je zapamiętuje. Tekst "Szwedzkiego stołu" nie jest tak do końca obcy. Marek Modzelewski, nasz wieloletni znajomy i znany autor poważnych sztuk, napisał tę komedię na naszą prośbę, mając nas przed oczami. Czuję się dobrze obsadzony.

A w jakiej roli Pana obsadzono?

- To Benek, który próbuje wycyganić pieniądze od swojego kolegi z podstawówki, żeby zorganizować produkcję filmu dla swojej nowej dziewczyny, aktorki. To taki drobny cwaniaczek i to mi bardzo pasuje. Nie dlatego, że sam jestem cwaniakiem, ale uwielbiam takie postacie.

Czy zawodowe aktorki - Magdalena Stużyńska i Anna Guzik - pomagały Panu na próbach?
- Tak. Nie śmiały się ze mnie, kiedy zrobiłem coś głupiego i śmiały się ze mnie, kiedy zrobiłem coś śmiesznego.


Rozmawiał Mateusz Albin/AKPA

ZOBACZ, JAK NEGOCJOWAĆ Z POLICJANTEM?

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

AKPA

Reklama