Reklama

Grabowska: Cieszy mnie codzienność

Wtorek, 4 września 2012 (13:41)

Urszula Grabowska miała ostatnio bardzo pracowity okres. Wszystko to za sprawą "Na krawędzi", nowego serialu, w którym już niedługo zobaczymy ją w głównej roli. Aktorka opowiada o przygotowaniach do roli kobiety po traumatycznych przeżyciach, swoim zainteresowaniu psychologią oraz zdradza, jak najlepiej odpoczywa po trudnych, wymagających pokazywania emocji, scenach.

Zdjęcie

Urszula Grabowska /fot  /AKPA
Urszula Grabowska
/fot /AKPA

Rzadko się zdarza, że kobieta dostaje główną rolę w serialu kryminalnym. Pani się to udało. Właśnie powstaje produkcja "Na krawędzi". Co to za historia?

- Jest to 13-odcinkowa opowieść o Marcie Sajno, kobiecie, która po ponad dwudziestu latach emigracji wraca z Kanady do Polski, by rozpocząć nowy rozdział w życiu. Wykupuje więc znane wydawnictwo i zakłada fundację przeciwdziałającą przemocy i handlowi kobietami. Pewnego dnia we własnym ogrodzie znajduje zamordowaną podopieczną. Zbrodnia ta uruchamia lawinę zdarzeń i wspomnień z przeszłości, z którą Marta do tej pory nie zdążyła się rozliczyć.

Zdjęcie

/fot /AKPA

Serial będzie także jej osobistą opowieścią?

- Scenarzyści zestawili wątek policyjno-śledczy z osobistą historią Marty. Działają więc dwa niezależne od siebie nurty sprawiedliwości - określonej przepisami i paragrafami - oraz tej w pojęciu czysto ludzkim, która często działa poza prawem.

Można powiedzieć, że Marta to kobieta-mścicielka?

- Chyba nie. Przed laty została brutalnie zgwałcona. Były to czasy, kiedy rzadko która kobieta miała odwagę informować o tym opinię publiczną i dociekać swojej sprawiedliwości. Marta to zrobiła, ale urzędnicy uczynili ją winną całej tej sytuacji. Została więc podwójnie skrzywdzona. Stąd decyzja o opuszczeniu kraju, w którym jej poczucie bezpieczeństwa zostało zburzone.

Ale wreszcie znajduje w sobie ogromne pokłady odwagi?

- Tak, motorem jej działania nie jest zemsta, ale próba wyrównania rachunków, w pewnym stopniu sprowokowana przez los, czyli morderstwo w ogrodzie. Marta podejmuje działania, których celem jest walka z niebezpiecznymi ludźmi. A ponieważ rozpracowując przeszłość oparła się na sobie, uniezależniła się wewnętrznie, w takim stopniu, że nie obawia się już niczego. Łącznie ze spojrzeniem w twarz swoim oprawcom sprzed lat.

Przygotowując się do roli spotykała się Pani z ofiarami gwałtu?

- Moją rolą jest uczynić opowieść wiarygodną. Nie miałam wprawdzie bezpośrednich spotkań i rozmów z pokrzywdzonymi kobietami, ale odwiedzałam strony internetowe i fora, na których opisują one swoje doświadczenia. Studiowałam też literaturę z zakresu psychologii na temat powrotu do równowagi po różnych traumatycznych wydarzeniach.

W serialu "Przepis na życie" wciela się Pani w psychoterapeutkę, Dorotę Cassini. Interesuje Panią psychologia?

- Ciekawość w podejściu do tej dziedziny nauki jest wręcz wpisana w mój zawód. Tworząc rozbudowaną galerię postaci, muszę się posiłkować różnymi pomocami. Psychologia to bardzo dobre źródło wiedzy o człowieku.

Ludzie często zdradzają Pani swoje tajemnice?

- (Śmiech). Nie prowokuję tego, ale rzeczywiście takie sytuacje same mnie znajdują. Wiele osób powierza mi swoje sekrety. Wzbudzam zaufanie, bo z natury jestem osobą dyskretną.

A Pani w kim znajduje największego powiernika?

- Nie jestem zbyt wylewna i wolę sama radzić sobie z problemami. Uważam, że trudne sytuacje nas wzmacniają. Niekoniecznie musimy informować naszych bliskich o wszystkim, co nas martwi, taka wiedza może być obciążająca. Mam jednak ogromne wsparcie w mężu, mamie, starszych braciach i kilku przyjaciołach. Poza tym staram się rozwiązywać problemy na bieżąco. 

Zdjęcie

Z Katarzyną Skrzynecką na planie serialu "Na krawędzi"
/fot /AKPA

Bliscy zastępują najlepszych psychologów?

-  Nie czuję potrzeby korzystania z usług psychologów. Czasami zaglądam do poradników typu: "Jak żyć?". Mam ich kilka na półce. Wprawdzie nie są to żadne odkrywcze dzieła, ale myślenie łatwiej się systematyzuje, kiedy przeczyta się coś, z czym nie sposób się nie zgodzić (śmiech).

Co jeszcze gości na Pani półce obok tych "Jak żyć?"?

- Wiele dramatów i literatura piękna. Uwielbiam prozę rosyjską.

A'propos Rosji, za Panią zdjęcia do "Syberiady polskiej", filmu, który ukaże Polakom losy przesiedlonych wiele lat temu rodaków.

Warunki kręcenia tego filmu były o tyle trudne, że musieliśmy pokazać wszystkie cztery pory roku. "Naszą" Syberię udawały lasy oddalone około 120 kilometrów od Warszawy, gdzie zbudowano atrapę syberyjskiej wioski. Zdarzało nam się pracować nawet przy 26-stopniowym mrozie. Nie zapomnę jak Sonia Bohosiewicz na bosaka wyciągała na śnieg nagiego rosyjskiego aktora, który już wtedy grał zmarłego. Moim zdaniem było to zadanie na granicy niemożliwego. Sama na szczęście nie grałam w tak trudnych scenach. Moja postać, Antonina, mimo że znacząca, pojawia się w filmie na krótko. Film jest w fazie postprodukcji, więc jeszcze nie wiem, kiedy będzie można zobaczyć efekty naszej pracy.

Ostatnio miała Pani intensywny okres pracy w teatrze. W jakich spektaklach zobaczymy Panią po wakacjach?

- Ostatnio sporo pracowałam w krakowskim Teatrze Bagatela podczas realizacji spektakli "Wujaszek Wania" i "Sprzedawcy gumek". Aktualnie, z Waldemarem Śmigasiewiczem, przygotowujemy się do wystawienia sztuki "Pokój na godziny". Przyznaję jednak, że podczas intensywnego okresu w teatrze zdążyłam zatęsknić za planem zdjęciowym.

Za sprawą owocnej pracy niebawem znów będzie o Pani głośno. Nie boi się Pani takiego szumu medialnego?

- Mam to szczęście, że szum wokół mojej osoby przypomina sinusoidę. Jest więc czas popularności i życia zawodowego oraz czas, który chcę spędzać tylko z najbliższymi.

W jaki sposób cieszy się Pani prywatnością?

- Mam dość dobrą zdolność oddzielania życia zawodowego od osobistego, więc po prostu zamykam pewne drzwi i wchodzę w następne. To płynne przejście. Aby zrelaksować się po kilkudniowej nieobecności w domu, nie oczekuję żadnych fajerwerków. Czasem wystarczy dobra herbata i książka, albo domowe obowiązki, jak zmywanie podłogi (śmiech). W ten sposób wracam do życia. Codzienność mnie cieszy!

Agnieszka Tomczak  -AKPA.

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama