Reklama

Grunt to dobra organizacja!

Czwartek, 15 marca 2012 (13:34)

Po przerwie znów możemy oglądać Darię Widawską na ekranie. Tym razem aktorka gra w serialu "Prawo Agaty", a jej mężem po raz kolejny jest Tomasz Karolak. Prywatnie Daria Widawska jest mamą czteroletniego Iwo, ale mimo to udaje jej się trzy razy w tygodniu odwiedzać siłownię. A wszystko dzięki temu, że, jak przyznaje, w domu zawsze może liczyć na pomoc męża.

Zdjęcie

Daria Widawska jako Dorota Gawron /    /AKPA
Daria Widawska jako Dorota Gawron
/ /AKPA

Czym scenariusz serialu "Prawo Agaty" zwrócił Pani uwagę?
- Przede wszystkim koncentrowałam się na roli Doroty, którą gram. To bardzo fajna postać, niejednoznaczna, próbująca połączyć życie zawodowe z prywatnym. Myślę, że niejedna kobieta ma z tym duży problem. Mnie samej zresztą temat ten ciągle jest bliski. Nie ukrywam też, że skłoniło mnie towarzystwo, w którym miałam wystąpić, m.in. Agnieszki Dygant. Tak więc, gdy zaproszono mnie na zdjęcia próbne, z radością przyjęłam propozycję.

Praca z koleżankami jest mniej męcząca?
- Z pewnością praca z ludźmi, z którymi człowiek się dogaduje, jest łatwiejsza. Nie ma zgrzytów, rywalizacji czy wzajemnego udowadniania sobie czegoś. A jeżeli jeszcze z kimś się lubimy, to praca na planie jest o wiele przyjemniejsza.

Po raz kolejny Pani męża gra Tomasz Karolak...
- Widocznie granie małżeństwa dobrze nam wychodzi (śmiech). Po wspólnej pracy w "39 i pół" mamy już wypracowany język, co sprawia, że nie musimy na nowo dogadywać ze sobą, a to jest ważne.

Pani bohaterka ma kilkuletniego syna?
- Ma dwóch synów, Filip ma pięć lat, a Jasiek jest już nastolatkiem. Co ciekawe, gdy pojawiłam się z nimi na ramówce TVN-u, dziennikarze pytali mnie, czy ten młodszy, to mój prawdziwy syn (śmiech). Przecież nie zabierałabym swojego dziecka na konferencję prasową. Staram się chronić jego prywatność.

Nastoletni syn? Scenarzyści chyba trochę Panią postarzyli?
- W "39 i pół" miałam jeszcze starszego syna, a byłam przecież młodsza. My z Tomkiem tak mamy, że dosyć wcześnie zostaliśmy serialowymi rodzicami (śmiech). W niektórych sytuacjach na planie "Prawa Agaty" przeżywaliśmy deja vu.

Czy do tej roli musiała Pani podszkolić się z terminologii prawniczej?

- Moja mama była prawnikiem. Jako dziecko bywałam na salach sądowych setki razy. Zdarzało się, że klienci przychodzili do domu. Pamiętam, jak siedziałam i przepisywałam pisma procesowe na maszynie. Można powiedzieć, że dzięki serialowi wróciłam do dzieciństwa.

Czy macierzyńskie doświadczenia pomagają w graniu mamy?
- Z pewnością. Cały czas muszę mieć na uwadze to, że moim partnerem jest pięcioletnie dziecko, a fakt, że sama jestem mamą ułatwia mi znalezienie wspólnego języka z nim. Muszę spowodować na przykład, żeby mój serialowy synek przytulił się do mnie, kiedy nie ma na to ochoty. 

Zdjęcie

/ /AKPA

Stosowała Pani w tym celu jakieś przekupstwa?
- Nie, to bardzo zdolny chłopczyk. Staram się po prostu, aby mnie lubił. Aczkolwiek czasami padają obietnice, na przykład, że gdy coś zagra, dostanie zabawkę, która akurat bardzo mu się spodobała. Ale ja nazwałabym to raczej nagrodą za dobrze wykonaną pracę (śmiech).

Czy prywatnie doszła już Pani do wprawy w godzeniu obowiązków mamy z obowiązkami zawodowymi?
- Staram się jak tylko mogę, aczkolwiek nie jest to proste. Wszystko to kwestia dobrej organizacji i dogadania się z drugą połową. W moim przypadku mąż bardzo pomaga.

Kto jest dla Pani autorytetem w wychowywaniu syna?
- Moi rodzice. Był i kijek, i marchewka. Zawsze miałam z nimi dobre relacje, czy jako dziecko, czy dorastająca osoba. Nigdy nie przeżywałam okresu buntu. Zawsze byli dla mnie autorytetami. Teraz, gdy sama jestem mamą, jeszcze bardziej doceniam pracę, jaką włożyli w moje wychowanie.

Czy widzi Pani czasami siebie w swoim synku?

- Jest uparty i ma silny charakter. Jednak w tym przypadku nie jestem do końca przekonana, czy cechy te odziedziczył po mnie czy po moim mężu.

Czym ostatnio Iwo Panią zaskoczył?

- Powiedział coś bardzo śmiesznego. Rozmawialiśmy z nianią, a on nagle do niej mówi: "Niebieski to mój ulubiony kolor". A ona do niego: "A nie czerwony?" - "Nie, niebieski, kobieto!" (śmiech). Trzylatek, który poważnym tonem mówi "kobieto", wygląda niezwykle zabawnie (śmiech).

Do Pani jeszcze tak nie powiedział?
- Oj, do mnie też mówi różne dziwne rzeczy, to naturalne. Chodzi do przedszkola i przynosi wciąż nowe słówka. Niedługo będzie miał swój pierwszy występ artystyczny. Obecność obowiązkowa, już zaplanowałam wolne w grafiku.

Czy ostatnio, miała Pani czas, by zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie?

- Skończyliśmy zdjęcia do "Prawa Agaty", więc z czasem nie jest aż tak źle. Pozostaje mi jeszcze teatr, z którym jeżdżę po Polsce. Ale mimo to trzy razy w tygodniu chodzę na siłownię i za każdym razem jest to półtorej godziny tylko i wyłącznie dla mnie. To mi na razie wystarcza.

Aż trzy razy w tygodniu? Podziwiam silną wolę!

- Nie jest to jakiś specjalny wyczyn. Gdybym chodziła codziennie, to owszem, mogłabym się tym chwalić (śmiech). Siłownia pomaga utrzymać dobrą kondycję, a co za tym idzie dobrze robi też dla zdrowia, figury, samopoczucia, rozładowania energii... Same plusy!

Rozmawiała Katarzyna Szymanek

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

AKPA

Reklama