Reklama

Grzeczną dziewczynką to ja już byłam

Piątek, 5 października 2012 (14:27)

Debiutanci boją się miażdżącej krytyki Elżbiety Zapendowskiej. Czy „Kilerką”, jak nazywają ją młodzi wykonawcy, jest tylko na potrzeby telewizji czy również prywatnie?

Zdjęcie

Elżbieta Zapendowska /fot  /AKPA
Elżbieta Zapendowska
/fot /AKPA

Nie ma takiej opcji, żeby mi ktoś mówił, co mam powiedzieć na wizji - oświadczyła niedawno w jednym z wywiadów jurorka "Tylko muzyka. Must be the music" Elżbieta Zapendowska (65). - Jestem taka sama od co najmniej 60 lat.

Cytat

Boję się, że oślepnę, ale nie będę siedzieć i płakać. Mam słuch i intuicję. Sporo mi się w życiu udało

Za dwóje wyrzucono ją ze szkoły

Grzeczną dziewczynką była tylko do 6. roku życia. Kiedy poszła do szkoły, coś w nią "wstąpiło". Miała szaloną wyobraźnię i żadnych oporów. Zaczęto o niej mówić "diabeł wcielony". Podrobiła legitymację szkolną, by udawać starszą; jeździła autostopem, wagarowała. Lubiła opolskie cmentarze i biblioteki, choć te drugie mniej, bo nie mogła tam... palić. - Moja biedna mama zdarła niejedną parę butów, chodząc do szkoły i wysłuchując narzekań - wspomina Zapendowska. 

Zdjęcie

Jak sama mówi, nie ma przepisu na udane życie, ale próbuje go znaleźć wspólnie z Andrzejem
/fot /AKPA

W 10. klasie za złe zachowanie i cztery dwóje na świadectwie wyleciała ze szkoły. Z perspektywy czasu uważa, że wyszło jej to na dobre. Potem była szkoła muzyczna i koleżanka, która próbowała zainteresować ją hipnozą. - Raz zahipnotyzowała dziecko w autobusie i nie umiała go obudzić. Wpadłyśmy w panikę i postanowiłyśmy zaprzestać tych amatorskich praktyk - wspomina jurorka. Po tym incydencie oddała się muzyce. Pracowała w Wojewódzkim Domu Kultury w Opolu, uczyła dzieci grać na fortepianie, ale jak twierdzi, tak się przy tym nudziła, że została nauczycielką śpiewu.

Choć sama nie umie śpiewać, szkoliła Edytę Górniak i Dodę, ale też Marylę Rodowicz i Ryszarda Rynkowskiego. - Zdarza się, że mówię przykre rzeczy. Staram się być uczciwa. Uważam, że pochwałą można bardziej skrzywdzić niż krytyką - mówi. Na bliskich też się czasami wyżywa, choć w inny, bardziej żartobliwy sposób. Uwielbia wkręcać dorosłą już córkę Olę w różne nieprawdopodobne historie, a potem patrzeć, czy dała się na to złapać. O pierwszym mężu mówi birbant, hulaka. Spędzili razem kilkanaście lat. - Po rozstaniu przyprowadzał mi narzeczone i pytał: "Zapendosia, a ta ci się podoba?".

Nie ukrywa, że rozstanie bolało, choć do sądu szli pod pachę w świetnych humorach. Od ponad 20 lat jej partnerem jest ukochany Andrzej. - W moim życiu wszystko było po coś. Każdy ma swojego garba i musi go nieść - mówi. Jej garbem jest krótkowzroczność, na którą cierpi od 6. roku życia. Potem doszła do tego jaskra i zaćma. - Ślepota mnie usadziła. Nie prowadzę auta, bo kto dałby mi prawo jazdy - wyznała kiedyś. Przeszła zabieg zmniejszający wadę wzroku o 10 dioptrii, ale niewiele to pomogło. Nie nosi już co prawda szkieł jak dna od butelek, ale nie ukrywa, że część osób poznaje już tylko po głosie. - Boję się, że oślepnę, ale nie będę siedzieć i płakać. Mam słuch i intuicję. Sporo mi się w życiu udało - wyznaje.

Iza Kraft

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Na żywo

Reklama