Reklama

Hanna Lis: Wróciła adrenalina

Czwartek, 21 czerwca 2012 (12:23)

– Dziennikarstwo newsowe sprawia mi wciąż dziką frajdę – uśmiecha się Hanna Lis. Przyznaje, że powrót przed kamerę po trzech latach przerwy wiązał się z wielkimi emocjami.

Zdjęcie

Karierę dziennikarską Hanna Lis zaczynała w TVP 1, gdzie od 1993 roku prowadziła „Teleexpress”. Później była kolejno gospodynią „Dziennika” w TV4, „Wydarzeń” w Polsacie i „Wiadomości” w TVP 1.
Dziś jest twarzą dwójkowej „Panoramy”. /fot  /AKPA
Karierę dziennikarską Hanna Lis zaczynała w TVP 1, gdzie od 1993 roku prowadziła „Teleexpress”. Później była kolejno gospodynią „Dziennika” w TV4, „Wydarzeń” w Polsacie i „Wiadomości” w TVP 1. Dziś jest twarzą dwójkowej „Panoramy”.
/fot /AKPA

Zdjęcie

Jest żoną Tomasza Lisa. Ma dwie córki z poprzedniego związku – Julkę i Anię.
/fot /AKPA

Napisała Pani na swoim blogu: "Kręci mnie lodówka, garnki, noże, piec, kuchenka" oraz "czuję się bardziej kobieco z rondlem w ręku, niż na dwunastocentymetrowych szpilkach". Te zdania zrobiły na mnie wrażenie. Panie jednak częściej narzekają na los kury domowej.

- Znam kobiety, które uważają, że gotowanie im uwłacza, ale myślę, że narzekanie i pewna frustracja pojawiają się głównie wtedy, kiedy bycie, jak to pani powiedziała "kurą domową" wynika nie z wyboru, a z konieczności czy przymusu. Zdaję sobie sprawę, że mam szczęście mogąc dzisiaj pracować i realizować się zawodowo, a jednocześnie po powrocie do domu robić to, co kocham, czyli właśnie szaleć z rondlem w ręku. Dla mnie gotowanie to z jednej strony naturalna troska o bliskich, z drugiej świetny relaks. 

Cytat

– Po trzyletniej przerwie trema była kolosalna!

Z jakim przyjęciem spotkał się Pani blog kulinarny?

- Nadspodziewanie dla mnie ciepłym. Powoli tworzy się małe, ale wierne grono czytelników, co mnie szalenie cieszy. Złośliwe komentarze są absolutnie marginalne, co nie jest standardem w polskim internecie. Tu i ówdzie słychać opinie, że "Hanna Lis rości sobie pretensje do bycia poważną panią dziennikarką, a pisze o pichceniu". Nie wiem, gdzie tutaj jest sprzeczność. Myślę, że my, kobiety, powinnyśmy przestać ustawiać się w takich sztywnych rolach!

Jak się Pani czuje w roli blogerki?

- Znakomicie! Od dawna się do tego przymierzałam. Uwielbiam internet, nie mam trudności z poruszaniem się po nim, to przede wszystkim sieć jest dla mnie źródłem informacji. Ktoś mnie ostatnio zapytał, czy nie bałam się zderzenia z internatuami. Nie bałam się. Od początku wierzyłam, że blog kulinarny czytają ludzie pozytywnie nastawieni do życia, którzy lubią je celebrować, a jedzenie jest ku temu świetną okazją. I nie zawiodłam się. Poza tym moja pisanina nie ogranicza się stricte do gotowania, więc pisząc kolejne posty, nie wpadam w monotonię. 

Kto jest dla Pani inspiracją, jeśli chodzi o kuchnię i sposób opowiadania o niej?

- Uwielbiam Jamie’ego Olivera, bo jest szalenie spontaniczny i naturalny. Kiedy się czymś poplami, nie ma "cięcia", tylko kontynuuje program z plamą. W jednym z odcinków "Wielkiej włoskiej ucieczki Jamie‘ego", na jakimś lokalnym targu okrutnie upaprał się atramentem z kałamarnicy. Sprzedawcy mieli ubaw po pachy, a on im z uśmiechem na ustach powiedział, że teraz Włosi już wiedzą, jaką ofermą jest angielski kucharz. Jest jeszcze jeden Anglik Rick Stein w BBC, który od lat przemierza świat w poszukiwaniu niezapomnianych dań i smaków. Jego program to jednak coś więcej niż tylko poradnik kulinarny, a Stein jest kimś więcej niż entuzjastą jedzenia. Równie porywająco potrafi opowiadać o lokalnym daniu, jak i o historii czy tradycji danego kraju.

Jakim smakom nie może się Pani oprzeć?

- Uwielbiam włoską kuchnię, bo to dla mnie powrót do dzieciństwa. Nie ukrywam też, że często lubię, albo po prostu muszę, ugotować coś na szybko, a to umożliwia właśnie kuchnia włoska: prosta, błyskawiczna i oparta na świeżych produktach. Uwielbiam też kuchnię Dalekiego Wschodu, zwłaszcza tajską, która ze swoimi zapachami, kolorami, fakturami, ale też ze swoim technicznym skomplikowaniem urasta do rangi sztuki!

Przeczytałam Pani przepis na sernik z białą czekoladą i spodziewałam się, że kiedy ktoś robi takie kaloryczne ciasta, musi być... nieco bardziej zaokrąglony. Jak Pani dba o formę?

- Staram się trochę ćwiczyć, ale przyznam, że różnie mi to wychodzi. W utrzymaniu wagi pomaga mi ostatnio praca. Bo przekraczając próg redakcji, zaraz zaczynam działać na najwyższych obrotach i chudnę bez wysiłku.

Wraca Pani do rytmu życia sprzed trzyletniej przerwy. To pewnie nie jest łatwe. Podobnie jak wtedy, kiedy zdecydowała się Pani wycofać z mediów na jakiś czas...

- Wbrew pozorom to wtedy nie było dla mnie wcale trudne, bo bardzo potrzebowałam wyciszenia. Miałam dosyć zgiełku medialnego i sporo zaległości do nadrobienia w sprawach domowych, rodzinnych. Powrót okazał się nie taki trudny. Nigdy nie przestałam żyć jak dziennikarz. Poranny rytuał przeglądania prasy, internetu i buszowania po kanałach informacyjnych trwał bez zmian przez ostatnie trzy lata. Nie bez znaczenia jest miejsce, do którego wróciłam, a które dobrze znam. Piętro wyżej jest redakcja "Teleexpressu", w którym spędziłam 8 lat. Mam tu starych przyjaciół, poznaję nowych, a atmosfera w pracy w "Panoramie" jest naprawdę rewelacyjna. 

Czym różni się od siebie praca w poszczególnych programach informacyjnych?

- Generalnie są do siebie bardzo podobne. W każdym sztuka polega na zdobyciu i jak najbardziej atrakcyjnym "sprzedaniu" newsa. "Panorama" stara się jednak być bliżej niż inni spraw społecznych i kulturalnych.

Jakie emocje towarzyszyły powrotowi przed kamerę?

- Stres, bo przyznaję że po trzyletniej przerwie trema była kolosalna. Jednak to nie kamera wywołuje takie emocje. Największa adrenalina jest wcześniej, w newsroomie, gdzie przygotowuje się materiały, pisze teksty, szuka tematów. To jest to, co najbardziej lubię w tej pracy i nawet nie miałam świadomości, jak bardzo za tym tęsknię, dopóki tutaj nie wróciłam.

Miała Pani wcześniej taką myśl, żeby zmienić zawód?

- I ja miałam, i inni mieli. Było kilka fajnych, ciekawych propozycji. Przyjęcie którejkolwiek z nich oznaczałoby jednak pożegnanie z dziennikarstwem na zawsze, bo mówimy o branży PR. Nie jestem na to gotowa. Dziennikarstwo newsowe sprawia mi wciąż dziką frajdę, a do tego mam jeszcze odskocznię od poważnych spraw w postaci mojego bloga. Jest dobrze.

Rozmawiała Anna Janiak

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama