Reklama

Ibisz potrafi wsłuchać się w kobiety

Wtorek, 25 września 2012 (12:45)

Krzysztof Ibisz od wielu lat jest jednym z najpopularniejszym prezenterów telewizyjnych w Polsce. Teraz z byłą żoną, Anną Zejdler-Ibisz, poprowadzi program "Studio weekend". Nam zdradza, jak to robi, że wciąż ma przyjacielskie relacje ze swoimi byłymi żonami. I dokąd wyjeżdża z synami na prawdziwie męskie wakacje.

Zdjęcie

Krzysztof Ibisz /fot  /AKPA
Krzysztof Ibisz
/fot /AKPA

W Polsacie prowadzisz nowy program lifestylowy "Studio Weekend". Czego widzowie mogą się spodziewać?

- Przede wszystkim chcemy, aby program był pełen gwiazd. Będziemy z nimi rozmawiać na bieżące tematy, które frapują widzów. Na pewno nie zabraknie wielu konkretnych porad i wskazówek ułatwiających życie. Będzie też prosta, niedroga kuchnia z przepisami, które może zrobić nawet taki laik kulinarny jak ja. Myślę, że każdy znajdzie w naszym magazynie coś ciekawego dla siebie.

Magazyn prowadzisz z byłą żoną. Jesteście przeciwnymi biegunami czy trzymacie jeden front?

- Bywa bardzo różnie. Nie zawsze się zgadzamy, ale nie staramy się na siłę udowadniać swoich racji. Często rozmawiamy również poza anteną, wtedy poruszamy najróżniejsze tematy i rozmowa od zawsze sprawia nam ogromną przyjemność. Mam nadzieję, że to przeniesie się na ekran.

Zdjęcie

/fot /AKPA

Jak to się stało, że przetrwała przyjaźń i sympatia, gdy uczucie wygasło?

- Podstawą każdego udanego związku jest przyjaźń i przyjemność spędzania wspólnego czasu. Poza tym mamy wspólne dziecko, które oboje bardzo kochamy i mamy świadomość, że animozje między nami mogą źle wpływać przede wszystkim na naszego syna. Oczywiście nie mówię, że porozumienie zawsze jest łatwe, szczególnie na początku po rozstaniu, gdy emocje biorą górę. My mieliśmy to szczęście, że rozstawialiśmy się w zgodzie i teraz ciągle mamy pozytywne relacje.

Czy to znaczy, że posiadasz już sekret kobiecego umysłu?

- Kolejny już sezon prowadzę program "Zrozumieć kobietę", w którym rozmawiam z zaproszonymi kobietami na wszelkie możliwe tematy. Jestem już prawie pewien, że poznanie tego sekretu jest niemożliwe, ale ciągle mam maleńką nadzieję. Próby wgryzienia się w bardzo skomplikowaną psychikę kobiet są bardzo inspirującym zajęciem. Na razie nauczyłem się sprawiać, by kobiety chciały się otworzyć i opowiedzieć rzeczy, których nigdy wcześniej publicznie nie mówiły.

Zdradzisz, jak to robisz?

- W każdej sytuacji wytrychem do serca kobiety jest słuchanie. Kobiety uwielbiają mówić, ale powiedzą coś ważnego tylko wtedy, gdy słucha się ich uważnie. Wielu mężczyzn o tym zapomina.

Czym najczęściej kobiety Cię zaskakują?

- Nie ma takiej rzeczy, bo po kobietach spodziewam się dosłownie wszystkiego. Fascynują mnie urodą, sposobem odbierania świata, wrażliwością, wyjątkową empatią i tą swoją nieprzewidywalnością. Sądzę, że prawdziwe jest stwierdzenie, że mężczyźni wszystko robią właśnie dla kobiet.

Zdjęcie

Z Anną Zejdler-Ibisz na planie programu "Studio weekend"
/fot /AKPA

To w kobiecym towarzystwie spędziłeś swoje tegoroczne wakacje?

- Tylko w męskim. Zabrałem synów w piękne odludne miejsce w Puszczy Pilskiej. Było cudownie. Jazda rowerami, spływy kajakowe, oglądanie zwierząt, granie w piłkę na polanie i pływanie w jeziorze. Jesteśmy zachwyceni wspólnymi wakacjami. Teraz planujemy narciarski wyjazd zimowy, a w przyszłe wakacje znów coś w kontakcie z naturą, tym razem pod namiot.

W młodości jeździłeś na szkoły przetrwania?

- To na pewno nie będzie typowa szkoła przetrwania. Spanie w szałasie i rozpalanie ognia od krzesiwa odpada. Minimum cywilizacji w postaci namiotu i butli gazowej jest niezbędnym komfortem, choć mam różne doświadczenia (śmiech). Już w wieku siedmiu lat miałem swój własny namiot, kiedy wyjeżdżałem na biwak z tatą, a jako harcerz otrzymałem sprawność "trzy pióra". Kocham życie biwakowe. Proste warunki sprawiają, że nabieramy dystansu do siebie i świata. To z takich wyjazdów mam najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa i czasów studiów.

Które jeszcze z dziecięcych wspomnień wywołuje uśmiech na Twojej twarzy?

- Jeszcze w podstawówce miałem czarnego pudelka, kompletnie zwariowanego i opornego na jakąkolwiek tresurę, który robił, co chciał. Był tak słodki, że nikt nie potrafił się na niego złościć. Później tęskniłem za takim przyjacielem. Pies jest zawsze wierny, kocha nas bezinteresownie i zawsze się cieszy, gdy nas widzi. To jest jedyna prawdziwa miłość na świecie, którą można kupić za pieniądze. Teraz marzę o owczarku niemieckim.

Dlaczego go nie kupisz?

- Zakochałem się w nim jeszcze w dzieciństwie oglądając "Czterech pancernych", ale nie mogę sobie teraz pozwolić na czworonoga, bo często wyjeżdżam, a takie podróże byłyby uciążliwe dla psa. Mój syn też marzy o własnym pupilu, więc któregoś dnia zrobię prezent nam obu.

Ewa Pokrywa - AKPA

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

teletydzien.pl/AKPA

Reklama