Reklama

Jak aktorzy radzą sobie z rozbieranymi scenami?

Czwartek, 4 września 2014 (14:35)

Ciało jest narzędziem pracy aktora – ta stara prawda nie zawsze znajduje odzwierciedlenie na planie filmowym. Kiedy trzeba stanąć nago przed kamerą, dla niektórych jest to bariera nie do przejścia.

Sceny intymne są dla mnie zawsze trudne do grania. To przekraczanie fizycznych granic, jakie posiada człowiek. To krępuje i peszy. Sztuką jest zachowanie zdrowych proporcji i granic między kreowaniem bohatera, a uzewnętrznianiem intymnych przeżyć i emocji. To cienka i niebezpieczna granica – mówi Agnieszka Sienkiewicz. Dodaje, że drażnią ją sceny łóżkowe, w których kobieta ma na sobie bieliznę, gdyż przeszkadza jej na ekranie „kłamstwo, kiedy aktor się wstydzi”.

Najpierw musi być chemia

– Nagość sama w sobie mnie nie drażni, ale zetknięcie z ciałem drugiego człowieka to zupełnie co innego. Dlaczego? Bo ktoś na przykład pali papierosy albo mocno się poci. A jeśli nie ma chemii między aktorami, to jest prawdziwa tragedia. Wówczas nie ma możliwości, by „odnaleźć” intymność z drugą osobą.

Tuż obok pracuje operator, a w pokoju kilka metrów dalej dwadzieścia osób obserwuje, jak grasz – wspomina Liliana Głąbczyńska-Komorowska, która nie oponowała, kiedy reżyser Jerzy Kawalerowicz zaproponował jej „rozbieraną” scenę w filmie „Austeria”.

Ciężko zachować powagę

Marcin Kwaśny przypomina sobie scenę w serialu „Wiadomości z drugiej ręki”, kiedy to razem z Magdaleną Łaską leżał razem w łóżku. – Magda miała zanurkować pod kołdrą w wiadomym celu, a ja miałem mieć w związku z tym błogi zachwyt na twarzy. Nurkując, łaskotała mnie przy tym nosem po udzie i zamiast zachwytu było dużo śmiechu.

W końcu po paru dublach się udało. W kamerze wyszło to przekonująco, choć do niczego spektakularnego pod tą kołdrą nie doszło – opowiada aktor, lecz nie wszystkim jego kolegom po fachu jest do śmiechu, kiedy muszą rozebrać się do rosołu.

Trzeba robić swoje

Dla Michała Milowicza rozbierane sceny były dość traumatycznym przeżyciem. – Żarty operatorów, dźwiękowców i reszty ekipy oraz ich oczekiwanie: „co też się będzie za chwilę działo!” w najmniejszym nawet stopniu nie sprzyjają budowaniu romantycznej atmosfery. A tu jeszcze trzeba powtarzać niektóre ujęcia.

Niełatwo jest grać takie sceny. To totalne obnażenie się i nagłe zetknięcie z zupełnie obcą materią. Nie może być jednak mowy o wstydzie, należy się przestawić na inny tor myślenia, funkcjonowania. Trzeba przestać być sobą, a mimo to robić swoje – zdradza przepis na niezawodną metodę.

ARTUR KRASICKI

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama