Reklama

Jak aktorzy unikają pecha?

Czwartek, 12 kwietnia 2012 (23:59)

Dzisiaj piątek i do tego 13. W przekonaniu wielu z nas jest to najbardziej feralny z dni. A czy nasze gwiazdy boją się pecha? I co może im go przynieść? Odkrywamy najpopularniejsze aktorskie przesądy.

Zdjęcie

Marek Siudym, Katarzyna Glinka, Wojciech Solarz /MWMedia /AKPA
Marek Siudym, Katarzyna Glinka, Wojciech Solarz
/MWMedia /AKPA

Aktorzy w teatrze nie gwiżdżą, żeby nie wygwizdali ich widzowie. Na planie filmowym unikają "klapsa" o numerze 666, a kiedy na podłogę spadnie scenariusz, każdy natychmiast go przydeptuje, aby nie położyć roli.

Ani 13, ani czarny kot

- To najbardziej znany aktorski przesąd, odnosi się zarówno do gry w teatrze, jak i pracy w serialach czy fabułach - potwierdza Paweł Małaszyński, który jako jeden z nielicznych w tej branży do przesądnych się nie zalicza. - Nie wierzę, aby przyciskanie butem do ziemi kartek scenariusza mogło coś zmienić. Nie ma też dla mnie szczególnego znaczenia, że jest akurat piątek trzynastego. A kiedy czarny kot przebiega mi drogę, nie podchodzę do tego z lękiem - dodaje "Małasz".

Hollywood nie wierzy?

- Przyznam się, że w Hollywood nie spotkałam się z przesądami - mówi mieszkająca w Los Angeles Beata Poźniak, mająca za sobą role w "JFK" Olivera Stone’a oraz serialach "Melrose Place" czy "JAG - Wojskowe Biuro Śledcze". - Ale kiedy debiutowałam w gdańskim Teatrze Wybrzeże, zobaczyłam aktora, który przed wejściem na scenę mocno ściskał nogi. Zwierzył się, że powinien iść do toalety, ale jest przesądny i boi się, że "rola też gdzieś mu uleci".
Istnienie tego przesądu potwierdza też Marek Siudym. - Słyszałem także, że absolutnie nie wolno iść za potrzebą przed wejściem na scenę, bo traci się "napięcie w oczach". Poza tym przyjęło się, że na scenie podczas prób nigdy nie mówi się "ostatni raz", tylko "jeszcze raz kończymy". Słowo "ostatni" nie wróży nic dobrego - wyjaśnia. 

Zdjęcie

Paweł Małaszyński to jeden z nielicznych aktorów, którzy nie przejmują się przesądami. Z kolei Andrzej Grabarczyk przekonuje, że wręczenie aktorowi kwiatów anturium to bardzo zły omen
/ /AKPA

Ciemna moc Szekspira

W teatrze nie wypowiada się też głośno słowa "Hamlet", mówi się "ta sztuka". Wojciech Solarz przyznaje, że z dramatami Szekspira jest coś na rzeczy. - Weźmy "Makbeta". Jest tak przesycony złem, że niektórzy mają obawy, by w nim zagrać. W Anglii zdarzały się przypadki śmierci aktorów wcielających się w tę postać.

Nie zapeszyć

Co chroni przed tymi mocami? - Przed premierą dajemy sobie kopniaka, bo niby fantastycznie ustawia głos. W dobrym tonie jest obdarowywanie się małymi prezentami albo czymś słodkim - mówi Katarzyna Glinka.
- W Rosji jeśli grasz umarłego, powinieneś mieć przy sobie butelkę wódki - zdradza Magda Górska, mająca za sobą kilka produkcji na Wschodzie. Co na to sceptyk Paweł Małaszyński? - Różne rzeczy słyszałem. Wiadomo na przykład, że aktorom nie należy wręczać kwiatów. Dlaczego? Bo aktorzy kwiatów nie piją - żartuje "Małasz".

Artur Krasicki

Podsumowanie - To przynosi pecha

Aktorzy boją się pawich piór. Ponoć przynoszą one pecha. Nie można też w teatrze jeść pestek dyni i słonecznika. Grozi to niepowodzeniem przedstawienia. Nie można zaszywać kostiumu na aktorze, bo to spowoduje zaszycie pamięci. Obowiązuje zakaz zaglądania do lusterka koleżanki, bo to zabierze jej talent. Aktorzy boją się też rozsypać puder w garderobie, bo grozi to zwolnieniem z teatru. Nie można oddawać kwiatów, które dostało się na premierze albo brać zapłaty przed zagraniem, bo można nie otrzymać więcej propozycji. Pecha na scenie przynieść może trumna. Jej pojawienie się zapowiada śmierć aktora lub zmianę dyrektora teatru. Dlatego trumnę na scenie zastępuje się czymś innym.

JBJ

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama