Reklama

Janusz Chabior. Polski dr House

Czwartek, 27 listopada 2014 (13:39)

Stroni od bankietów i nie gości w prasie plotkarskiej. Janusz Chabior na sympatię widzów zapracował charyzmatycznymi rolami na ekranie.

Pułkownika Mariana Bońkę ze „Służb specjalnych” obudził Pan do życia w sposób doskonały. To rola wręcz szyta pod Pana – oto, jakie odniosłem wrażenie.

– Aktor miewa czasem to szczęście, że znajduje materiał, w którym znakomicie się odnajduje. Skoro wyraża się pan na ten temat tak entuzjastycznie, to być może doświadczyłem takiego właśnie stanu łaski? Gdy przeczytałem scenariusz „Służb specjalnych”, wiedziałem, że czeka mnie fantastyczna przygoda.

Reżyser Patryk Vega podkreśla, że lubi szperać w ludzkiej naturze, że fascynuje go zło… Marian to człowiek zły?

– Z jednej strony kochający mąż i ojciec, z drugiej bezwzględny egzekutor, specjalista od tzw. „mokrej roboty”. Odpowiedź nie może być jednoznaczna. Marian Bońka jest doświadczonym oficerem. Mój bohater działa bezwzględnie, ale skutecznie. Nie jest harcerzem. Bońka potrafi zabić w taki sposób, że może to wyglądać na samobójstwo, zawał czy wylew.

Jednak pewnego dnia lekarz diagnozuje u niego raka trzustki. Od tego momentu ze skorupy twardego oficera wyłania się człowiek. Marian zaczyna poszukiwać swojej ścieżki duchowej, celu w życiu. Bardzo niejednoznaczna postać.

Często bywa Pan w stolicy Norwegii, Oslo. Ma to związek z pracą na planie serialu „Kampen for tilvaerelsen” („Walka o byt”).

– Mówiąc krótko, „Kampen for…” to satyra na mieszkańców ekskluzywnej dzielnicy w centrum Oslo, którą w latach 20. wybudowano dla robotników. Po wojnie zaczęli się tam osiedlać artyści, reżyserzy, prawnicy, tworząc społeczność klasy średniej. Są tam również Pakistańczycy i Polacy.

Dla mnie to niesamowita przygoda, tym bardziej że coraz częściej dialoguję po norwesku, a nie jest to łatwy język. Fajne w tej produkcji jest to, że scenariusz nie opowiada o bohaterach w skali jeden do jednego. Przeciwnie, jest duża doza skandynawskiego surrealizmu.

Czytałem wypowiedzi internautów na Pana temat. Są zgodni co do jednego – jeżeli ktokolwiek miałby zagrać naszego rodzimego Doktora House’a, tym kimś jest… Pan. Podjąłby się Pan takiego wyzwania?

– Świetnie zagrał tę postać Hugh Laurie. Szacunek. W pewnym sensie serialowy Leon Berger, czyli patolog z „Komisarza Aleksa”, jest przymiarką do tego typu bohatera. Inteligentny, sarkastyczny i lekko depresyjny. Ba, Krzysiek Lang (reżyser i scenarzysta serialu – przyp. red.) śmiał się nawet, że kiedyś z chęcią napisałby kilka odcinków, które działyby się tylko i wyłącznie w... prosektorium. Odpowiadając zaś na pana wcześniejsze pytanie: czemu nie...

Rozmawiał MACIEJ MISIORNY

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama