Reklama

"Jestem jak huragan"

Wtorek, 21 lutego 2012 (12:40)

Joanna Liszowska żyje bez kalendarza. Nie kalkuluje, nie planuje, nie oczekuje. Woli zdać się na instynkt.

Zdjęcie

/   /AKPA
/ /AKPA
 


Czym pachnie Szwecja?

-  Świeżością. Tam zawsze jest takie rześkie powietrze, chociaż to stereotyp, że Szwecja jest mroźna. Gdy w Polsce było minus 15 stopni, to tam tylko minus 5.

Długo Cię nie było...

- Pierwszy raz - pół roku. Wyjechałam dwa i pół miesiąca przed porodem i wróciłam z czteromiesięczną Emmą. Uznałam, że to dobry moment dla mnie, męża i dziecka, żeby zacząć się dopasowywać do nowej sytuacji, poczuć dopływ innej energii. Wcześniej nie miałam takiej potrzeby. Najlepsza mama to mama szczęśliwa. A ja taka jestem, kiedy mogę być aktywna. Wróciłam do teatru, który zawsze był moją pasją. Czekały na mnie spektakle, m.in. "Fredro dla dorosłych..." w teatrze 6. Piętro (reż. Eugeniusz Korin), "Wydmuszka" w teatrze Komedia (reż. Tomasz Dutkiewicz) i "Miłość i polityka" (reż. Jerzy Bończak), z którymi jeździmy po Polsce. Równocześnie podjęłam ciekawe wyzwanie - w Polsacie powstał nowy program "Tylko taniec", ja zasiadam w jury. Pomyślałam: dlaczego nie?

To nie pierwszy taki program rozrywkowy z Twoim udziałem. Jaki jest powód, dla którego Ty, absolwentka krakowskiej szkoły teatralnej, która zaczynała od Starego Teatru i Teatru Wielkiego, przyjmujesz takie oferty?

- Nie widzę w tym problemu. Dla mnie to odskocznia od teatru, przygoda. Jestem ciekawa, jacy ludzie przyjdą na nagrania, dlaczego chcą tańczyć. Nigdy nie wiemy, jak i kiedy różne doświadczenia mogą zaprocentować w życiu. Na przykład ćwiczenia z improwizacji, w których uczestniczyłam jako licealistka, tańcząc w Teatrze Tańca i Balecie Form Nowoczesnych, bardzo przydały się w pracy aktora. Trzeba było zamknąć oczy, wsłuchać się w muzykę i ocenić swoje emocje. W ten sposób uruchamia się wyobraźnię, pobudza wrażliwość, zyskuje świadomość ciała i tego, że ruch wypływa z emocji. To szalenie przydaje się w moim zawodzie, ponieważ każda scena ma własną choreografię, własny rytm...

W jakim rytmie toczy się teraz Twoje życie?

- Najczęściej dwa tygodnie w Polsce, dwa tygodnie w Szwecji. Gdybym miała to porównać do muzyki, to tutaj są rytmy samby i "dingi-dingi" - cały czas w ruchu (śmiech), a tam spokój, szum morza, ptaszki śpiewają. Im bliżej do kolejnego wyjazdu do Warszawy, tym głośniej odzywa się moje "dingi-dingi".

Bohaterka "Śniadania u Tiffany’ego" miała wizytówkę "w podróży". Pasowałaby do Ciebie?

- Tak, ale nie zamówiłabym sobie takiej wizytówki. Podróż wiąże się z tymczasowością, a ja muszę mieć przystań. Przyjeżdżam do Polski, realizuję się zawodowo, ale zawsze wracam do tego, co najważniejsze w moim życiu - rodziny. Oczywiście, to bywa męczące, ale jest tyle par w moim środowisku, które funkcjonują na podobnych zasadach... Częste podróżowanie między polskimi miastami zajmuje im więcej czasu niż mój bezpośredni lot, który trwa niecałe półtorej godziny.

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama