Reklama

Kasprzyk nie przejmuje się głupotami

Czwartek, 6 września 2012 (14:08)

Ewa Kasprzyk wie doskonale, że jest panią swojego losu. Znalazła się w takim momencie życia, kiedy może mówić o sobie: kobieta szczęśliwa.

Zdjęcie

Ewa Kasprzyk /  /AKPA
Ewa Kasprzyk
/ /AKPA

Świat emocji nigdy nie był aktorom obcy. Jednak mimo wszystko Ewa Kasprzyk jest dość niedostępną gwiazdą. Raczej nie wpuszcza mediów do swojego życia. Dla nas zrobiła wyjątek....

Pani znajomi uważają, że nie wysiedzi Pani w jednym miejscu. Obserwuję Panią od kilku minut i rozumiem, co mają na myśli...
- Faktycznie coś w tym jest. Mówią, że mam ADHD dla dorosłych.

Ono nie przeszkadza w aktorstwie? Co Pani zdaniem jest najważniejsze w tym zawodzie?
- Jak na razie udaje mi się z nim żyć. A w aktorstwie najważniejsze jest zachowanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym, a prywatnym. Niestety często zostaje ona zachwiana. 

Zdjęcie

Ewa Kasprzyk jest dumna ze swojej córki, Małgorzaty Bernatowicz
/ /AKPA

A w Pani życiu pojawił się taki moment?
- Oczywiście. Był czas, w którym zrezygnowałam ze swojego zawodu na rzecz rodziny. Wtedy wierzyłam, że była to słuszna decyzja. Ale szybko doszłam do innych wniosków...

Teraz z perspektywy czasu Pani tego żałuje?
- Doszłam do takiego etapu w życiu, w którym już wiem, że niczego nie jestem w stanie cofnąć. Dlatego też nie zastanawiam się, co by było gdyby... Po prostu odhaczam dzień i wchodzę w następny. Teraz jestem szczęśliwą kobietą. Realizuję się na polu zawodowym i mam czas dla siebie. Nie muszę już zajmować się małym dzieckiem.

Dopóki na świecie nie pojawią się Pani wnuki!
- Gorzej tylko, jak moja córka nie będzie chciała, żebym wtrącała się w wychowanie jej dzieci. Myślę, że teraz młodzież ma swoje wizje dotyczące sposobów wychowywania. Zresztą tak samo zachowywałam się, będąc w jej wieku. Oczywiście życie to zweryfikowało. A wsparcie babci było po prostu nieocenione. I dzisiaj już wiem, że babcia to naprawdę świetna instytucja.

Jaki ma Pani teraz kontakt z córką? Bo w przeszłości dochodziło między wami do spięć?!
- Nigdy nie miałyśmy ze sobą wzorowego kontaktu. Obydwie jesteśmy indywidualistkami. I właśnie dlatego bardzo często dochodziło między nami do starć. Ale na szczęście teraz trochę się to uspokoiło...

Skąd ta zmiana?
- Myślę, że to wszystko dlatego, że córka została artystką. Zaczęła sama uczestniczyć w tym świecie, w którym ja żyłam od lat. Wydaje mi się, że dzięki temu teraz bardziej mnie rozumie...

I nareszcie zrozumiała też, dlaczego nie zawsze znajdowała Pani dla niej czas?
- Już wie, że nie robiłam tego specjalnie. Zdała sobie sprawę z tego, że po prostu byłam fizycznie i psychicznie przemęczona. Momentami nie miałam na nic siły. Teraz przekonała się o tym na własnej skórze. Wydaje mi się, że przed nami jest jeszcze naprawdę długa droga do osiągnięcia kompromisu. Ale najważniejsze, że podążamy w odpowiednim kierunku.

Nie próbowała Pani wybić jej z głowy tej muzyki?
- To była jej decyzja, więc musiała być dobra. Wydaje mi się, że każda inna, narzucona przeze mnie czy też otoczenie, byłaby chybiona. Ona rzeczywiście szła w zupełnie innym kierunku. Studiowała anglistykę, przerwała i ostatecznie postawiła na muzykę. Rozumiem ją w zupełności. Sama studiowałam pedagogikę. Warto jest w ogóle coś robić. Bo jak pani wie, nie umiem się nudzić.

I nie myślała Pani, aby zacząć odcinać kupony od sukcesu?
- Myślałam o tym. Jednak nie ciągnie mnie do tego. Jest wręcz przeciwnie. Cały czas mnie gna po świecie. Chcę więcej i więcej. I od razu zaznaczę, że nie jest to pogoń za pieniądzem, bo ludzie oczywiście tak myślą.

Niektórzy uważają również, że jest Pani skonfliktowana z otoczeniem. Chociaż naprawdę ciężko mi w to uwierzyć.
- Nie wiem, skąd wzięła się taka opinia na mój temat. Być może dlatego, że rzadko przyjaźnię się z koleżankami z pracy? Ludzie boją się mnie również dlatego, że kroczę własną ścieżką. Ale ja to akurat w sobie cenię. Jak zaczynałam moją przygodę z aktorstwem, to byłam jeszcze bardziej bezczelna. Jednak z wiekiem na szczęście trochę spokorniałam.

Skoro poruszyłyśmy już temat przyjaźni, to przejdźmy o krok dalej. Jak to jest z tą miłością w show-biznesie? Zdaje się, że jest ona wyjątkowo krucha...
- Czasami odnoszę takie samo wrażenie. To wszystko zmienia się z prędkością światła. Zawsze plotka i sensacja będą interesować ludzi. Tak było, jest i będzie. Na szczęście nie jestem zbyt często autorką tych skandali. 

Zdjęcie

Ewa Kasprzyk z mężem, Jerzym Bernatowiczem
/ /AKPA

To czym jest miłość dla Ewy Kasprzyk?
- Miłość to najpiękniejsza rzecz na świecie. Ludzie uważają, że zdrowie jest największą wartością. Ale ja twierdzę, że to właśnie miłość. Ona jest nam szalenie potrzebna do życia. Zaryzykuję i powiem, że jest najważniejsza.

Ale stworzenie szczęśliwego związku to naprawdę trudna sztuka.
- Bycie w związku jest dla nas pouczające. Uczymy się siebie nawzajem. Fantastycznie jest, gdy ludzie się uzupełniają. Nie rozumiem par, które wszystko robią razem. Ja naprawdę lubię pobyć sama ze sobą. Nie muszę być zawsze z tą drugą osobą. Nie wolno zabierać człowiekowi jego wolności i przestrzeni. Trzeba mieć poczucie wolności.

Takich mądrości uczymy się jednak przez całe życie...
- Oczywiście, każdy człowiek uczy się na własnych błędach. Obecnie jestem na takim etapie swojego życia, że niezwykle ostrożnie wchodzę w relacje z mężczyznami. Na początku związku jestem zawsze strasznie nieufna. Staram się też studzić samą siebie. Bo, jak wiadomo, emocje, które targają zakochanymi kobietami, są czasami naprawdę wielkie.

Czego jeszcze nauczyło Panią życie?
- Przede wszystkim tego, że musimy cieszyć się każdym dniem. A jak sięgnę pamięcią, nie zawsze tak miałam. Zupełnie niepotrzebnie przejmowałam się całą stertą głupot. Powinniśmy to wreszcie zrozumieć. Zdarzają się w naszym życiu prawdziwe nieszczęścia. I to jest powód do zmartwień. Inne rzeczy powinniśmy puszczać bardzo szybko w niepamięć. Nie przejmować się.

Co jest zatem takim jednym z największych nieszczęść?
- Moment, w którym tracimy bliskich. To jest prawdziwy dramat. Nie ma już przy mnie rodziców, ani babci... Teraz bardzo często spotykam się z nimi we śnie. Wtedy nadal jesteśmy razem...

Widzę, że bardzo chciałaby Pani, aby te wspólne chwile wróciły...
- Szczególnie, że zdaję sobie sprawę z tego, że mogłam dać im o wiele więcej. Ale takie rzeczy dostrzegamy tylko z perspektywy czasu. Teraz zdaję sobie sprawę, że powinnam być z nimi znacznie bliżej. Wszystko tak przeraźliwie szybko mija...

Alicja Dopierała

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Świat & Ludzie

Reklama