Reklama

Katarzyna Bosacka: Zdrowe jest to, co blisko nas

Piątek, 21 października 2016 (09:38)

W gąszczu sklepowych półek zachowuje się jak detektyw, a o tym, co jeść, by nie stracić zdrowia i jak kupować, by nie przepłacić, wie wszystko! Teraz wraca na antenę TVN Style i TVN, by zasypać nas pożytecznymi radami.

Ruszył kolejny sezon programu „Wiem, co jem i wiem, co kupuję”. Podobno zdemaskuje w nim Pani tajemnicę wiecznie zielonych jabłek. Przestaniemy po nie sięgać?

Mam nadzieję, że tak, bo zielone jabłka gatunku granny smith przyjeżdżają do nas z daleka – z USA, Nowej Zelandii... To odmiana, która nie znosi mrozów, jest nieodporna na parcha i mączniaka jabłoni, czyli mocno pryskana. Po co zresztą kupować jabłka z importu, skoro w Polsce mamy jedne z najlepszych na świecie?

Skoro mowa o sprawach stołu, opowie nam Pani, w jakich warunkach żyją kurczaki na wielkich fermach. Podejrzewam, że to materiał dla widzów o mocnych nerwach? Pewnie paru z nas od razu przejdzie na wegetarianizm…

Kwestia hodowli kurczaków od lat budzi emocje. Rzeczywiście są kurniki, gdzie ptaki są stłoczone, chorują, dziobią się, powodując rany, łamią nogi, padają. Gdzie nie przestrzega się zasad higieny, podaje zbyt dużo antybiotyków, gdzie produkcja nastawiona jest wyłącznie na zysk.

Na szczęście zaczyna się to zmieniać. Coraz więcej mówi się o hodowli kurczaka zagrodowego, który rośnie dłużej, ma wolny wybieg i karmiony jest paszą złożoną z różnych rodzajów zbóż i roślin oleistych, a nie tylko zapychającą soją. Kurczaka zagrodowego można dziś kupić w niemal każdym supermarkecie.

Dzięki Pani Polacy nie tylko jedzą, ale też kupują z głową. Jak Pani myśli, daleko nam do stanu pełnego oświecenia?

Wciąż się uczymy, pojawiają się nowe produkty, techniki sprzedaży, triki marketingowe. Sama się dużo uczę, przygotowując ten program. Ostatnio udało mi się obniżyć rachunki za prąd dzięki porównywarce internetowej.

Wchodzi pan na stronę, wpisuje swój kod pocztowy i wyskakują panu wszyscy sprzedawcy prądu operujący w danej okolicy. Jest ich kilkudziesięciu, każdy proponuje inną cenę. Może pan wybrać najtańszego i obniżyć rachunek nawet o kilkaset złotych rocznie.

Tylko trzy procent Polaków to zrobiło, a szkoda, bo to duża oszczędność pieniędzy.

Wróćmy jeszcze na chwilę do spraw kuchni... Czy dzisiaj w ogóle można jeść zdrowo?

Można. Tylko nie warto snobować się na drogie zagraniczne produkty: olej kokosowy, nasiona chia, jagody goi. Najzdrowsze jedzenie jest tu, w miejscu, w którym mieszkamy. Olej rzepakowy, siemię lniane, aronia, kapusta kiszona. Te produkty naprawdę nie kosztują dużo.

Jak poznać, że lokal, w którym kupujemy coś do zjedzenia „na szybko”, przestrzega zasad BHP?

Wystarczy rozejrzeć się dookoła. Spojrzeć na dłonie pani w kasie, na kołnierzyk i makijaż kelnerki. Zaczerpnąć w nozdrza powietrze i zastanowić się, czy pachnie domowym obiadem, czy starymi frytami smażonymi bez końca na tym samym tłuszczu.

O jakości lokalu świadczy tłum, który mówi nam, że po pierwsze, muszą tu dobrze dawać jeść, skoro jest tylu chętnych, a po drugie, wszystko jest świeże, bo dla tylu klientów trzeba gotować na okrągło.

Będzie Pani miała swoje wejścia w „Dzień Dobry TVN”. Co nowego tam nas czeka?

Wracam z cyklem konsumenckim, który można określić jako „sklepowe czy domowe”. Będę poszukiwać różnych produktów i rozszyfrowywać ich etykiety, a potem robić samodzielnie lub z moimi gośćmi domowym sposobem ich odpowiedniki: szynkę, napoje izotoniczne, powidła, płyn do mycia naczyń, peeling.

Nie zawsze będzie to łatwe, zobaczymy też, co się bardziej opłaci.

Po wakacjach wielu z nas zechce zrzucić parę kilogramów. Gdybym poprosił o najprostszą radę, jak by ona brzmiała?

Pięć niezbyt dużych posiłków dziennie co trzy godziny z zegarkiem w ręku, dwa litry wody, trzy razy w tygodniu godzina ćwiczeń. Ważne, by się nie zniechęcać, dać sobie czas, np. sześć tygodni, zaprzeć się i przestrzegać tych zasad. Efekty na pewno będą i to trwałe.

Oczywiście odstawiamy cukier, jemy mało tłuszczu, dużo kasz, ryb, chudego nabiału, warzyw. Owoce tylko do południa.

Polacy Panią kochają. Jaka jest tajemnica sukcesu Pani programu?

Świetny zespół – bez całego sztabu ludzi i ciężkiej pracy do późnych godzin nocnych nie byłoby „Wiem, co jem...”. Dobre pomysły – wiemy już, że najlepsze tematy to te, które leżą na ulicy, o których mówi się wśród znajomych, bo dotyczą każdego z nas. Niezależność – od wielkiej kasy, od reklamy, od sponsora. I chyba najważniejsze: normalność oraz dystans do siebie.

To, co robię, traktuję jak moją pracę, a nie wybieg mody czy lanserkę. Z powiększonymi ustami i wyprasowanymi zmarszczkami w życiu mnie pan nie zobaczy.

Rozm. Maciej Misiorny

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama