Reklama

Krzysztof Wieszczek: Jestem optymistą i realistą w jednym

Piątek, 17 czerwca 2016 (09:36)

Pierwszą dużą rolę zagrał w „Szpilkach na Giewoncie”, potem zdobył Kryształową Kulę w „Tańcu z gwiazdami”, a teraz walczy o serce Ingi w serialu „Przyjaciółki”. Nie próżnuje!

Czy w finale „Przyjaciółek” dojdzie do poważnych deklaracji ze strony Pana bohatera? Robert oświadczy się Indze (Małgorzata Socha)?

Tego zdradzić nie mogę. Powiem tylko, że Robertowi bardzo zależy na Indze. Jest to pierwszy związek w jego życiu, który traktuje naprawdę poważnie. Mam wrażenie, że do tej pory był niedojrzałym facetem. Może teraz to się zmieni?

Czy znalazł Pan na planie tego serialu przyjaciół?

Przyjaciół zdobywa się latami, ale na pewno mogę powiedzieć, że pracowałem w doborowym towarzystwie, w świetnej atmosferze. A z paroma osobami znam się już od lat i zmieniły się one tylko na lepsze. (śmiech)

Szykuje się Pan już do kolejnego sezonu?

Jeśli będziemy go robić, to jestem gotowy. (śmiech)

Tymczasem przygotowuje się Pan do udziału w triathlonie! Jak przebiegają treningi? W czym czuje się Pan najlepiej: w pływaniu, w jeździe na rowerze, a może w bieganiu?

Tak, wpadłem w tę pułapkę i powoli się uzależniam. (śmiech) Mówię tak, bo treningi pochłaniają kilkanaście godzin tygodniowo i naprawdę trzeba się nieźle „gimnastykować”, żeby kalendarz to wytrzymał.

Na razie najwięcej pracy mam na basenie, a najwięcej przyjemności podczas biegania. Bo jak się biega, to bolą tylko nogi. 

Urodził się Pan w niedzielę – mówi się, że to najlepszy dzień, bo przynosi szczęście – podobno tego dnia tygodnia urodził się też Szekspir. Przywiązuje Pan wagę do takich przesądów?

Nie, chyba nie wierzę, że jakieś konkretne rzeczy – królicza łapka, czterolistna koniczyna czy fakt narodzin w niedzielę – mogą przynieść szczęście. Pytanie: czy Szekspir był szczęśliwy? Bo jego wielkość jako artysty na pewno nie jest wynikiem szczęścia, tylko pracy i talentu.

W najbliższy czwartek przekonamy się, czy finał „Przyjaciółek” zakończy się dla Pana bohatera szczęśliwie. A czy prywatnie wierzy Pan w happy end? Szklanka do połowy jest pusta czy pełna?

Jestem optymistą i realistą jednocześnie. Jeśli więc w szklance jest woda do połowy, to powiem, że jest do połowy pełna. Ale jeśli w szklance jest tylko kilka kropel, to nie będę wmawiał sobie, że to całkiem sporo, a za chwilę pewnie zacznie padać deszcz.

Rozm. Marzena Juraczko

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama