Reklama

Lea Oleksiak. Musiałam zrobić coś szalonego

Środa, 21 października 2015 (10:32)

Ciągle szuka nowych doznań. Heblowała łódki, była prezenterką, badała rynek. W Indiach zagrała w kilku bollywoodzkich hitach.

Jak trafiłaś do Bollywood?

Jakiś czas temu zaczęłam podróżować. Aktorstwo zostało trochę z boku, ale cały czas czułam, że mi go brakuje. Gdy nadarzyła się okazja, by polecieć do Indii, gdzie bliska mi osoba dostała pracę, nie zastanawiałam się. Pomyślałam, że jeśli zdobędę doświadczenie w Bollywood, może będzie mi łatwiej w Polsce.

Ile czasu spędziłaś w Indiach?

Ponad rok. Tam bardzo łatwo trafić na plan. Jeśli ma się czas i ochotę, wystarczy chodzić do miejsc, gdzie uczęszczają biali turyści, bo regularnie bywają tu ludzie, którzy szukają statystów. Żeby postawić kolejny krok i zacząć grać epizody, trzeba współpracować z wieloma agentami. I być bardzo cierpliwym!

Dlaczego?

Mentalność Hindusów jest zupełnie inna niż nasza. Umawianie się tam na konkretne godziny nie ma racji bytu. Czasami ustalałam, że mam być gotowa o piątej rano, żeby jechać na casting czy plan, a kierowca przyjeżdżał o dziewiątej i z uśmiechem mówił: – No problem.

Nikt się nie denerwuje, wszyscy żyją z minuty na minutę, nie ma planowania.

Zdarzało się, że o pierwszej w nocy dzwonił agent i mówił, że planu o szóstej rano nie będzie i nie ma pojęcia, kiedy ruszą zdjęcia. Równie nieoczekiwanie telefonował dwa tygodnie później, też o pierwszej w nocy, i mówił, że jutro gram skoro świt.

Gdy się przebiłam i zaczęłam dostawać ciekawe role, byłam już zmęczona obcowaniem z tak odmienną kulturą.

A jak wygląda praca na planie w Bollywood?

Trwa od bladego świtu do wieczora, ale nigdy nie wia domo, co się wydarzy. Organizacja wygląda inaczej niż u nas. Czasami tuż przed ujęciem okazywało się, że mam mówić w hindi, podczas gdy casting był po angielsku.

Ujęcie wyglądało tak, że ktoś stał z boku, mówił moje kwestie, a ja je fonetycznie powtarzałam. Mam nadzieję, że nigdy tego nie zobaczę (śmiech).

W jakich filmach grałaś?

Poza serialami zagrałam epizody w kilku hitach kinowych, na przykład w „Mary Kom” o hinduskiej mistrzyni boksu. Wcielałam się w bokserkę. Wkrótce premiery dwóch filmów z moim udziałem – komedii romantycznej i historycznego, w którym gram Brytyjkę.

Kiedy wróciłaś do Polski?

Rok temu. Rozważałam wyjazd do Anglii i powrót do Indii. Poszłam jednak na casting i dostałam rolę w „Na sygnale”.

Co wydarzy się w życiu Twojej bohaterki w nowych odcinkach?

Anna będzie się zmieniać na oczach widzów. Kawałek po kawałku będziemy odkrywać jej bogatą przeszłość i tajemnice. Mocno przypadnie jej do gustu Wiktor (Wojciech Kuliński). Nagrywaliśmy już sceny, w których wybierali się na pierwszą randkę.

Zamierzasz iść za ciosem? Chodzisz na castingi, szukasz kolejnych możliwości aktorskich?

Oczywiście, chcę grać, rozwijać się aktorsko. Nie zrezygnuję jednak przy tym z uczenia się nowych zawodów. Może kiedyś wykorzystam umiejętność heblowania i malowania łódek? Zbuduję własną łajbę i będę pływała z ludźmi po Karaibach.

Cały czas szukasz...

Oj tak... Urodziłam się w Rakowcu, wiosce położonej niedaleko Kwidzyna. Rodzice pracowali w szkolnictwie. Od dziewiętnastego roku życia non stop gdzieś jeżdżę i szukam.

Zajmowałam się badaniami rynku, byłam kierownikiem produkcji, prezenterką, przeprowadzałam wywiady podczas dużych imprez i festiwali. Ze względu na zdjęcia w „Na sygnale” musiałam zrezygnować ze stałej pracy jako montażystka. Kocham życie, nie chcę się zamykać. Jest tyle do spróbowania i zobaczenia!

Rozmawiał Kuba Zajkowski

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama