Reklama

Maciej Musiał. Ruszam w drogę

Czwartek, 28 maja 2015 (09:30)

– Stanąłem przed kamerą, gdy miałem 6 lat – mówi. Na szczęście łatka dziecięcej gwiazdy do niego nie przywarła. Dziś Maciej Musiał („The Voice of Poland”, „rodzinka.pl”) ma 20 lat i jest u progu dorosłej kariery.

Telewidzom podoba się drugi sezon serialu „Krew z krwi”. Czym różni się od pierwszego?

– Reżyser Jan Komasa stawia na głębokie relacje między bohaterami oraz emocje. Przed zdjęciami mieliśmy mnóstwo prób. Każda z postaci była gruntownie przemyślana. Także potem, w trakcie zdjęć, nie siedział spokojnie. Był wciąż obok nas, schowany tak, by nie widziała go kamera. Dyrygował, pouczał, stając się trzecim okiem aktora. Niektórzy tego nie lubią, mnie to odpowiada.

Jak poprowadziliście graną przez Ciebie postać, Franka?

– Po powrocie z Australii syn Carmen stara się przystosować do tutejszej rzeczywistości, choć nie jest mu łatwo. Zostawił dziewczynę, studia. Tu musi zmierzyć się z grozą mafijnych porachunków. Jako najstarszy z rodzeństwa rozumie powagę sytuacji, ale jedyne, co może zrobić, to oszukiwać siebie i bliskich, że wszystko jest w porządku, dać im trochę ciepła, uśmiechu, pozytywnej energii. To mądry, wrażliwy chłopak.

A nie wciągnie go z czasem ten drugi, mroczny świat bezprawia?

– Na razie trzyma się od niego z daleka (śmiech). Zobaczymy, co dalej.

Powstanie trzeci sezon?

– Jest taka opcja. W Holandii, skąd pochodzi format, to właśnie trzecia część odniosła największy sukces. Tak może stać się i u nas, o ile „Krew z krwi” nadal będzie budzić zainteresowanie.

Wyróżnia się na tle innych.

– To inteligentnie napisana, sprawnie i nowocześnie realizowana produkcja na światowym poziomie, w dodatku z rewelacyjnymi zdjęciami Tomasza Naumiuka. W obsadzie są wybitni aktorzy. Obcowanie z nimi daje mi satysfakcję, widzom zaś gwarantuje intensywność doznań. No i główną rolę gra kobieta, podczas gdy większość filmów mafijnych opowiadanych jest z perspektywy facetów.

Tą kobietą jest Agata Kulesza. W trakcie Waszej pracy na planie przyszła wieść, że „Ida” z jej udziałem zdobyła Oscara.

– Zareagowaliśmy euforycznie! Tamtej lutowej nocy siedzieliśmy ze znajomymi, ściskając mocno kciuki. Potem był już tylko krzyk radości i gratulacje. Po powrocie zorganizowaliśmy naszej laureatce wspaniałe przyjęcie.

Jak się dogadujesz z serialowym rodzeństwem – Małgosią Kozłowską i Natanem Czyżewskim?

– Spokojnie. Relacji braterskiej nauczyłem się na planie „rodzinki.pl”. Tu schody zaczęły się, gdy dołączył do nas Kuba Wróblewski, czyli Krzyś, syn Jana (Bartłomiej Topa). Musiałem czasem chłopaków pacyfikować – przy użyciu siły, czyli kul śnieżnych, bo była akurat zima. Nie pozostawali mi dłużni.

Przed nami wakacje. Masz plany na lato?

– Wkrótce zaczynamy kręcić kolejny sezon serialu „rodzinka.pl”. To zawodowo. A prywatnie wybieram się z dziadkiem odwiedzić Wilno, skąd pochodzi. Jedziemy tylko we dwóch – i będzie to taka męska, sentymentalna podróż do przeszłości.

Dziadek chce mi pokazać miejsca, w których się wychował, opowiedzieć, jak żył. Myślę, że ten nasz wspólny powrót „do korzeni” może stać się bezcennym przeżyciem.Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama