Reklama

Magda Gessler: Mam wciąż misję w Polsce

Czwartek, 2 kwietnia 2015 (14:30)

Choć dostała atrakcyjną ofertę z Hiszpanii, nie zamierza porzucać naszego kraju. Ma przecież nie tylko najtrudniejsze rewolucje przed sobą. Restauratorka czuje, że w rodzimych lokalach jest jeszcze wiele do zrobienia!

Podobno to mają być najtrudniejsze „Kuchenne rewolucje”. Trzy odcinki to potwierdzają, a jakie są Pani wrażenia?

– Im dalej w las, tym więcej grzybów... Dostrzegam problemy, z którymi w mniejszym lub większym stopniu boryka się każdy restaurator.

Oceniam możliwości takiego miejsca na podstawie własnych doświadczeń, nie ma uniwersalnej recepty. Restaurację, którą trzeba ratować, traktuję jak własną i angażuję się w pomoc tak, jakby to była moja sytuacja.

„Kuchenne rewolucje” nie są prostym widowiskiem, to prawda o miejscu i ludziach, dlatego w każdym odcinku jest tyle emocji.

A z jakimi problemami najczęściej spotyka się Pani w tym sezonie?

– Każda restauracja ma inny problem, trudno je sklasyfikować łącznie. Wspólnym mianownikiem może być w pewnym sensie postrzeganie restauracji przez ich właścicieli – są przekonani, że restauracja to żyła złota, nie myśląc o tym, że wybrany przez nich pomysł na życie jest bezwzględnie absorbujący.

Restauracja jest jak zazdrosny partner – mamy ją na głowie dwadzieścia cztery godziny na dobę, wymaga od nas bezustannej troski i miłości. Choćbyśmy mieli najlepsze na świecie różowe okulary, to i tak prowadzenie restauracji oznacza bezustanną walkę.

Czasem jest tak, że choć przez lata budujemy nasze wymarzone miejsce, po rewolucji zaczynamy budować je od podstaw, od zera. W poprzednich sezonach w programie pojawiały się często dziczyzna, kuchnia włoska lub staropolska.

Czy teraz jest jakiś „motyw przewodni’?

– Nigdy nie było „motywu przewodniego” – menu każdej restauracji dostosowuję do danego miejsca i ludzi, którzy mają je odwiedzać. Niezwykle ważny jest region, w jakim funkcjonuje restauracja, niemniej ważne są unikalne walory miejsca i zdolności załogi.

Zwracam też uwagę na sytuację socjalną potencjalnych gości, bo ludzi musi być stać na to, co dane miejsce może zaproponować. Jeśli ktoś od czterdziestu z górą lat prowadzi restaurację węgierską, to przecież nie zrobię mu z jego ukochanej restauracji pizzerii.

Będę się raczej starała wykorzystać taką wyjątkową sytuację i zmieniając nastawienie gospodarzy, tworzyć modę na nieznaną, pyszną kuchnię. Zastanawiając się nad tym, kto może chcieć odwiedzić taką restaurację, tworzę wystrój i dopasowuję menu.

Na player.pl Charlie Digenaut testuje dawne Pani „rewolucyjne” restauracje. Bilans tej kontroli jest dodatni?

– Nie chcę zdradzać tajemnic tego programu, zapraszam do oglądania. Jest naprawdę ciekawie, sama z ogromną radością uczestniczę w wyprawach Charliego. To fascynujące spotkania – to, co dla mnie jest sentymentalną podróżą, dla niego jest często zupełnie nowym odkryciem.

A czy odwiedza Pani restauracje, które uczestniczyły w programie? Ma Pani swoją ulubioną?

– Restauracje po rewolucjach traktuję jak własne dzieci. Przemierzam Polskę wzdłuż i wszerz i często zatrzymuję się w miejscach, które odwiedziłam z ekipą „Kuchennych rewolucji”. Moje ulubione miejsca opisałam w swoim przewodniku „101 restauracji i hoteli w Polsce”, w tym roku ukaże się kolejny i zapewniam, że obok nowo odkrytych miejsc, znajdą się w nich również moje ulubione restauracje po „Kuchennych rewolucjach”.

Mówiło się także dużo o Pani „transferze” do Hiszpanii do programu o hotelowych rewolucjach. Jaka jest prawda? Porzuci Pani polskie „Kuchenne rewolucje”?

– Rzeczywiście, taka propozycja padła. Producenci hiszpańskiego programu byli świetnie zorientowani w liczbie i poziomie odwiedzanych przeze mnie hoteli na całym świecie, to było zaskakujące. Obecnie moim priorytetem jest praca związana z programami „Kuchenne rewolucje” i „MasterChef”.

„Kuchenne...” to dla mnie więcej niż show, to filozofia pomagania ludziom i poważna misja, którą mam do spełnienia. Wciąż przekonuję się jak bardzo jest ten program w Polsce potrzebny i choć skutecznie zmieniamy oblicze polskich restauracji, to sporo jeszcze zostało do zrobienia.

Propozycja Hiszpanów była ciekawa, przemyślana i inspirująca. Odczuwam satysfakcję myśląc o tym, jak moja praca postrzegana jest na świecie. Cieszę się, że apetyt na Magdę Gessler stale rośnie – nie tylko w Polsce.

Rozmawiał Wojciech Skrok

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama