Reklama

Małaszyński potrafi ratować życie nie tylko na ekranie

Wtorek, 20 listopada 2012 (14:58)

Już wszystko wiadomo – powstanie trzeci sezon serialu „Lekarze” (drugi pokazany zostanie wiosną 2013 r.). Ta wiadomość ucieszyła nie tylko widzów, ale i Pawła Małaszyńskiego. Aktor przyznaje, że choć jeszcze kilka lat temu zasypywano go scenariuszami, teraz bywają miesiące zastoju.

Zdjęcie

– Z jednej strony cieszę się z tego, co osiągnąłem, ale z drugiej strony ciągle robię wszystko, żeby nie
spocząć na laurach i podnosić sobie poprzeczkę – mówi. /fot  /MWMedia
– Z jednej strony cieszę się z tego, co osiągnąłem, ale z drugiej strony ciągle robię wszystko, żeby nie spocząć na laurach i podnosić sobie poprzeczkę – mówi.
/fot /MWMedia

- Nie dostaję zbyt dużo ciekawych propozycji. Staram się wybierać z tych, które mam, najbardziej mnie interesujące - mówi. A za taką uznał rolę chirurga w "Lekarzach". Doktor Maks Keller podbił nie tylko serce Alicji Szymańskiej (Magdalena Różczka), ale też żeńskiej części widzów. I pomyśleć, że na początku granie tej postaci wcale nie bawiło Małaszyńskiego! - Maks to bawidamek, chłopak, któremu wszystko przychodzi łatwo, dusza towarzystwa. Jest całkowitym przeciwieństwem mnie. Trudno mi było wczuć się w tę postać. Myślałem nawet, że nie dam rady spełnić oczekiwań producentów - wspomina. Na szczęście udało mu się przełamać i tak zżył się ze swoim bohaterem, że zadziwił samą Magdę Różczkę. - Ty już cały czas "lecisz" Maksem! - skwitowała ze śmiechem.

Zdjęcie

W "Lekarzach" gra przebojowego chirurga - Maksa Kellera
/fot /AKPA

Chirurg ze skazą

Przyzwyczaił się też do przebywania na sali operacyjnej. Co nie było łatwe, bo - jak sam o sobie mówi - jest "słaby psychicznie pod tym względem". - Kiedy pierwszy raz zobaczyłem przygotowanego dla nas fantoma, poczułem się nieswojo: wyglądał bardzo niedobrze. Czyli dobrze udawał - śmieje się. On też starał się nic po sobie nie pokazać, ale chyba nie bardzo mu to wyszło, skoro wspomnienia ich pierwszych dni zdjęciowych wciąż wzbudzają wesołość w jego koleżankach z planu - Magdzie Różczce i Katarzynie Bujakiewicz. - Byłam z nim na jednej konsultacji chirurgicznej. My z Agnieszką Więdłochą obejrzałyśmy operację, a Paweł mdlał przed drzwiami - zdradziła ta ostatnia. Aktor dobrze radzi sobie za to z udzielaniem pierwszej pomocy. - Każdy człowiek w razie potrzeby powinien umieć uratować komuś życie - mówi. On tę umiejętność posiadł jeszcze zanim został serialowym lekarzem.

Zdjęcie

Od 2002 roku żoną aktora jest choreografka Joanna Chitruszko, którą poznał jeszcze w liceum.
/fot /AKPA

Moc zajęć

Ale nie samymi "Lekarzami" Paweł Małaszyński żyje. Niedawno zagrał w wojennym serialu "Misja Afganistan", a na premierę czeka już thriller Eugeniusza Korina "Sęp", w którym aktor gra narwanego policjanta z wydziału wewnętrznego. Wystąpił w filmie u boku Michała Żebrowskiego i Anny Przybylskiej. - Nie przypominam sobie filmu, który nakręcony byłby w podobnym stylu. Myślę, że większość osób, które pracowały na planie, nie doświadczyła tego rodzaju scenariusza czy produkcji - zachwala. Ostatni rok był niezwykle intensywny. Oprócz ról w serialach i kinie, Małaszyński wciąż gra w warszawskim teatrze Kwadrat, udzielił też głosu w polskiej wersji gry "Hitman: Rozgrzeszenie". I, razem ze swoim zespołem Cochise, wydał drugą płytę "Back To Beginning".

I znowu, jak przed laty, stał się obiektem zainteresowania mediów. Co, jak przyznaje, wcale go nie cieszy. - Nigdy nie miałem takiej "napinki", żeby na siłę grać i przypominać ludziom o swoim istnieniu - mówi. I wcale nie tęskni do czasów, kiedy był na każdej okładce. Ceni sobie spokój i fakt, że nie interesują się nim media, których unika z zasady. A czy czasem brakuje mu popularności z czasów "Oficera" i "Magdy M."? - Ten okres mam już za sobą. Od zawsze wiedziałem, że jak skończy się "Magda M.", skończy się szał na moją osobę. Za trzy lata skończę... 40 lat. Są już nowi, młodsi - żartuje.

Ewa Gassen-Piekarska

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Reklama