Reklama

Marzę, aby ktoś zrobił dla mnie cudowną kolację!

Wtorek, 25 października 2011 (15:29)

Mistrzyni kuchennych smaków jest wulkanem energii i emocji. Magda Gessler wciąż otwiera nowe restauracje, prowadzi program w telewizji i co miesiąc leci przez ocean do ukochanego mężczyzny.

Zdjęcie

  Magda Gessler /AKPA
  Magda Gessler
/AKPA

W dzieciństwie Magda Gessler (58) zjeździła pół świata - jej ojciec był dziennikarzem, który pracował jako korespondent w Bułgarii, na Kubie i w Hiszpanii. Wtedy nauczyła się chłonąć świat wszystkimi zmysłami. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych i nauczyła się łączyć sztukę komponowania kolorów ze sztuką komponowania smaków. Prowadzi popularny program telewizyjny "Kuchenne rewolucje", w którym - często bez cienia litości - uczy zawodowców jak prowadzić restaurację. Dobrze wie jak to robić, bo sama jest właścicielką kilku i to prestiżowych.

Zrewolucjonizowała Pani polską kuchnię. Co dalej?
- Rewolucja musi trwać dalej. Jest jeszcze dużo do zrobienia. Ludzie uwierzyli, że chcę im pomóc.

To brzmi jak manifest... komunistyczny. Widzę, że Pani się dobrze bawi?
- Rozrabiam jak mało kto (śmiech).

Skąd Pani czerpie tę wiedzę o jedzeniu, o gotowaniu?
- Z domu, od rodziców. No i z podróży... Podróżowałam po całym świecie. Zresztą nadal bez przerwy się ruszam, jestem ciekawa smaków. I codziennie uczę się czegoś nowego.

Ta fascynacja występuje u Pani od dziecka?
- Już od trzeciego roku życia.

Jaka była pierwsza potrawa?
- Chleb ze smalcem i konfiturami z moreli.

Konfitury rozsmarowane na smalcu?
- Tak, bo to ładnie wyglądało.

Ciekawe... Ma Pani też talent do znajdowania ciekawych mężczyzn. Obecny mieszka aż w Kanadzie. Jak udaje się Pani utrzymać relację na odległość?
- Fantastycznie i to właśnie dzięki temu, że jest ciekawym mężczyzną.

Ale on żyje za oceanem? Mało komu udaje się taka sztuka!
- Ależ on mnie kocha już od 32 lat!

No tak, romantyczność... To wszystko zmienia. I wcale nie mówię tego z przekąsem.
- No właśnie, tak się kocha! Nasze spotkania są jak randki. Co ja mówię? Jak pierwsze randki! Każde jedno spotkanie! Na początku jest dużo nieśmiałości i to jest piękne! Jest też w naszym związku dużo zaufania.

To prawda, że macie tak ustawione "grafiki", że raz w miesiącu jedno odwiedza drugie?
- Każde spędza dziesięć dni u drugiej osoby. I tak co miesiąc.

Warszawa-Toronto, Toronto-- Warszawa...
- ...albo weekend w Paryżu, albo na Madagaskarze, albo jeszcze gdzie indziej. Po prostu latamy po świecie i spotykamy się.

Jesteście, to nie brzmi dobrze, skazani na rozłąkę i podróże.
- Nie. Odwrotnie. To jest nasz wybór. Chcemy na razie jeszcze tak żyć.

I żadne z Was nie zrezygnuje ze swojego świata?

- Wydaje mi się, że ludzie się sobą nudzą, jak są ze sobą codziennie.

To straszne, co Pani mówi. Czy to znaczy, że wcześniej czy później się rozstaniecie?
- Nie, nie, nie! Ale jeżeli jesteś dzień w dzień z tą samą osobą, która jest na dodatek bardzo aktywna życiowo, to rozstanie jest niestety nieuniknione. Mnie się wydaje, że właśnie taka dawka mnie na co dzień - tak aktywnej, to dla mężczyzny, który chce ze mną być jest nie do wytrzymania.

A jeżeli już Pani jest, to...
- ...na 100 procent. W Toronto jestem cały czas w domu i gotuję.

Jakim trzeba być mężczyzną, żeby zainteresować taką nietuzinkową kobietę jak Pani?
- Trzeba mieć cudowny rozum.

Rozum? To rozumiem. I co jeszcze?
- Trzeba mieć pasję, charakter i trzeba być również bardzo tolerancyjnym i kochającym życie.

I trzeba znać się na jedzeniu?
- Nieeeeeee. Trzeba rozumieć jedzenie. Bo jeżeli bym dała mojemu mężczyźnie coś przeze mnie przyrządzonego i on by nie wiedział, co je i nie zwróciłby na to uwagi, to myślę, że bym tego nie wytrzymała.

Wysoko postawiona poprzeczka. No bo przecież jest tyle wyszukanych potraw, które trudno rozpoznać.
- To nie o to chodzi. Wystarczy, że on powie, że smakuje.

Czyli chwalić?
- Ale ze zrozumieniem. To znaczy mówić, że się rozumie to, co się je. Mieć jakiś stosunek do jedzenia

Czy Pani kiedykolwiek była w McDonaldzie?
- To było w Madrycie, weszłam ze swoim dwuletnim synem.

Ale widzę, że nieszczęścia nie było. Dzieci poszły w pani ślady, umieją gotować...
- (śmiech) Lara otworzyła i prowadzi kawiarnię w warszawskiej Królikarni. A Tadeusz świetnie zna się na kuchni, szczególnie hiszpańskiej i jest fotografem jedzenia.

Czy to znaczy, że mężczyźni też mają talent do gotowania?
- Mężczyźni gotują bardzo dobrze i nawet bardziej się tym teraz interesują niż kobiety. Mój mężczyzna robi mi na przykład śniadania: bajgle, łosoś i biały serek.

A na kolację?
- Nadal jeszcze marzę, aby ktoś w końcu ugotował dla mnie cudowną kolację.

Rozmawiał Michał Wichowski

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Świat & Ludzie

Reklama