Reklama

Mateusz Banasiuk: Jestem jak kolega

Wtorek, 7 stycznia 2014 (11:34)

– Ślub z Nikolą (Anna Kózka) to najważniejsze wydarzenie w życiu Radka. Niestety, nie będzie tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Pojawią się nowe problemy, z którymi para nie będzie potrafiła sobie poradzić – zdradza aktor.

Za co można polubić Radka, którego grasz w „Pierwszej miłości”?

– Radek jest bardzo koleżeński i honorowy, podoba mi się w nim również to, że zdecydowanie bierze sprawy w swoje ręce. Wiem, że widzowie czują do niego sympatię, bo często zaczepiają mnie na ulicy i mówią, że fajny z niego facet. Dla nich jestem jak kolega, który codziennie gości w ich domach, dlatego rozmawiają ze mną tak, jakbyśmy się od lat dobrze znali.

Na planie zdarzają się momenty trudne, sceny niełatwe do zagrania?

– Pracując w tym serialu czuję się bardzo swobodnie i mam ogromne zaufanie do całej ekipy. Często ratuje mnie śmiech, tym bardziej, że grając z Miśkiem Koterskim cały czas można liczyć na olbrzymią dawkę humoru. Zdarza się też, że niekiedy ekipa zmęczona jest moimi żartami, wtedy słyszę, żebym „nie fisiował”.

„Pierwsza miłość” kręcona jest we Wrocławiu. Częste podróże nie są dla Ciebie męczące?

– Trasę Warszawa-Wrocław przemierzam każdym możliwym sposobem. Pociągi jadą wieczność, pokonując 340 kilometrów w 6 godzin, ale ma to swoje zalety, bo wówczas mogę spokojnie uczyć się tekstu. Samoloty są droższe, niż do Barcelony, na szczęście jest jeszcze bus. Kiedyś za pośrednictwem pewnego portalu jechałem również... ciężarówką. Kierowca był bardzo zdziwiony, jak zobaczył z kim będzie jechał do Wrocławia (śmiech).

Teraz możemy Cię zobaczyć w głośnym filmie „Płynące wieżowce”. To Twoja pierwsza pierwszoplanowa rola w filmie fabularnym.

– I jak dotąd – najtrudniejsza! Przygotowywałem się do niej kilka miesięcy, nie rezygnując z innych projektów, w które byłem zaangażowany. To rola niezwykle wymagająca, na której opiera się konstrukcja filmu. Cieszę się, że zagrałem w tej ambitnej fabule i to nie tylko dlatego, że na planie miałem genialną ekipę i świetny kontakt z reżyserem Tomaszem Wasilewskim. „Płynące wieżowce” jeżdżą teraz po świecie, zgarniając prestiżowe nagrody na wielu festiwalach.

Gdzie jeszcze będziemy mogli Cię zobaczyć w najbliższych miesiącach?

– Ostatnio pracowałem nad spektaklem „Old love”, którego premiera odbyła się w Teatrze Kamienica, i z którym będziemy jeździć po całej Polsce – zagrałem w nim obok Artura Barcisia, Małgosi Królikowskiej oraz Basi Kurdej-Szatan. Przede mną jeszcze kilka festiwali filmowych, gdzie będę reprezentował „Płynące wieżowce”. Niebawem, po krótkiej przerwie w zdjęciach, wracam na plan „Pierwszej miłości”, pojawię się również w warszawskim Videoteatrze Piotra Lachmana. Tyle pewniaków. O innych planach na razie nie wspominam, wolę nie zapeszać (śmiech).

A wolne chwile?

– Mam ich ostatnio niewiele. A kiedy już przychodzi wolny dzień, włączam telewizor, bo na nic innego nie mam siły. Czasami wychodzę na imprezy, oglądam kolegów w teatrze lub w kinie. Sport, podróże też pomagają się nieźle zresetować, oderwać się na krótką choćby chwilę.

Rozmawiał Artur Krasicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama