Reklama

Mateusz Ziółko: Wygrana dodała mi skrzydeł

Środa, 25 listopada 2015 (14:32)

Zwycięzca 3. edycji opowiada, co dało mu zwycięstwo w „The Voice...” oraz zdradza, jaką piosenkę zaśpiewa podczas swojego gościnnego występu w finale.

Dwa lata temu zdobyłeś tytuł najlepszego głosu w Polsce. Co zmieniło się w Twoim życiu? 

Właściwie wszystko, mój świat wywrócił się do góry nogami! Od tego czasu więcej koncertuję, wygrana wiąże się ze znacznym wzrostem popularności i to już jest plus.

Wywalczyłem też kontrakt płytowy, a co najważniejsze, zaszła we mnie wewnętrzna zmiana – wygrana dodała mi skrzydeł i nauczyła swobodnie poruszać się na scenie.

„The Voice...” nie był pierwszym talent show, w którym wziąłeś udział? 

Różnica polegała na tym, że tu traktowano nas jak artystów, a nie jak produkt do sprzedania w telewizji. Liczono się z naszym zdaniem, mieliśmy autonomię i komfortowe warunki, by w pełni zaprezentować swe umiejętności.

Zachwyciłeś już przesłuchaniem w ciemno, trenerzy bili się o Ciebie. Wybrałeś Marka Piekarczyka…

Najpierw byłem w jego drużynie, a potem zostałem „skradziony” przez Marię Sadowską, która doprowadziła mnie do szczęśliwego finału. Jestem jej wdzięczny za zaangażowanie, pomogła mi bardzo technicznie i mentalnie.

Pozwoliła ćwiczyć w domu swoich rodziców, poświęciła mnóstwo czasu, to dzięki niej wyszedłem na scenę spokojny i pewny siebie.

Na koniec zaśpiewałeś własną kompozycję, nomen omen zatytułowaną „How to win”, czyli „jak wygrać”. Miałeś przepis na zwycięstwo?

Utwór powstał wiele lat temu i przeleżał w szufladzie. Fajnie się złożyło, że mogłem go tu zaprezentować, taki przywilej ma tylko dwójka finalistów i to był mój cel.

Edukowałeś się muzycznie?

Nie i chciałbym przy okazji zdementować plotki z internetu – nigdy nie chodziłem do szkoły muzycznej (a szkoda) i jej nie porzuciłem! Jestem samoukiem.

Koncertujesz sam czy z zespołem?

Różnie. Kiedy gramy z chłopakami, jest energetycznie i rockandrollowo, natomiast recitale solowe z własnym akompaniamentem tworzą kameralną aurę, publiczność jest niemal na wyciągnięcie ręki, bywa, że wchodzimy w intymną wręcz atmosferę. Oba rodzaje występów bardzo sobie cenię.

Niebawem wrócisz na scenę „The Voice...”. Co zaśpiewasz?

Piosenkę „7 rzeczy” promującą film, który wejdzie na ekrany w styczniu. Cieszy mnie, że znów będę miał okazję wystąpić w programie i spotkać ludzi, którzy zajmują w moim sercu miejsce wyjątkowe!

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama