Reklama

Michał Rusinek: Książka jest dobra na wszystko

Środa, 27 marca 2013 (09:50)

Uwielbia czytać i z pasją opowiada o książkach. Nic dziwnego, że został felietonistą magazynu kulturalnego właśnie o książkach. Nas przekonuje, że czytać powinien każdy, trzeba tylko wybrać odpowiedni tytuł.

Zdjęcie

/East News Poland SP.Z O.O.
/East News Poland SP.Z O.O.

Proszę spróbować wyjaśnić, co – dla Pana, dla nas, dla widza "Xięgarni" – znaczą książki? Słowem – dlaczego warto czytać?

– To bardzo prosta sprawa. Po własnych dzieciach i ich rówieśnikach widzę, jak tworzą się grupy: tych, co tylko grają na konsolach, tych, którzy siedzą z nosami w telewizorach i tych, którzy czytają. Wystarczy posłuchać, jak ze sobą rozmawiają, żeby się zorientować, kto do jakiej grupy należy. Największy zasób słownictwa, największą łatwość opowiadania, dogadywania się ze sobą mają, rzecz jasna, ci ostatni. A więc warto czytać, żeby się nam lepiej rozmawiało, lepiej opowiadało o świecie, lepiej wyrażało siebie. 

Nie tak dawno opowiadał Pan o nowym tłumaczeniu "Gargantui i Pantagruela". Zabrał Pan nas także w podróż po "Mapach" Aleksandry i Daniela Mizielińskich… Czemu to a nie coś innego? Wedle jakiego klucza układa Pan swoje wystąpienia w „Xięgarni”?

– To dość wstydliwa sprawa. Nie jestem czytelnikiem systematycznym. Przy doborze lektur posługuję się raczej kategorią zachwytu czy zaciekawienia: gdy jakaś książka mnie zafascynuje, pod jakimś względem, to o niej opowiadam. Pocieszam się, że Nabokov był podobnego zdania. Na pytanie, czym się różni dobra literatura od złej, odpowiadał, że gdy czyta tę dobrą, to chodzą mu ciarki po plecach.  

Napisał Pan („Skrzydlate słowa, tom 2”): "W średniowieczu sprawa była prosta. Jeśli ktoś coś pisał, malował lub komponował, to nie przychodziło mu do głowy, żeby się pod swoim dziełem podpisywać. Nie autor był ważny, lecz odbiorca, a odbiorcą był Bóg”. A jakim odbiorcą według Pana jest widz programu?

– Myślę, że odbiorcą jest człowiek, którego nie trzeba już zachęcać do czytania, bo czytać lubi. Ma jednak zbyt mało czasu, żeby spokojnie przejrzeć wszystkie nowości.

Zadaniem „Xięgarni” jest polecić książki, a więc pomóc znaleźć ścieżkę w gąszczu księgarń.  Skąd wziął się pomysł na udział w „Xięgarni”? I co zadecydowało o tym, że przyjął Pan propozycję?

– Lubię się sprawdzać w nowych rolach, a ściślej: lubię próbować swoich sił w różnych stylach, różnych gatunkach, różnych formach. To po prostu jedna z nich.

Warto zarażać ludzi swoją pasją? Stara się Pan to robić?

– Zależy jaką pasją. Gdybym był seryjnym mordercą, to pewnie lepiej by było, gdybym nie zarażał. Ale jestem bezczelnie przekonany, że lepiej żyje się zarówno ludziom czytającym książki, jak i wśród ludzi czytających książki. Oczywiście odpowiednie książki. Czyli te, które polecamy w „Xięgarni”.

Czy czytanie pomaga żyć?

– Owszem, pomaga myśleć i rozmawiać. Trzeba tylko uważać, żeby się nie zagapić, czytając i nie wpaść pod jakiś środek lokomocji...

Rozmawiał: Maciej Misiorny

Zdjęcie

„ Xięgarnię” prowadzą  Agata Passent i Mariusz Cieślik. Program przybliża widzom najnowszą literaturę polską i zagraniczną. /Mat. Prasowe
„ Xięgarnię” prowadzą Agata Passent i Mariusz Cieślik. Program przybliża widzom najnowszą literaturę polską i zagraniczną.
/Mat. Prasowe

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama