Reklama

Mijają 2 lata od śmierci Gabrieli Kownackiej

Piątek, 30 listopada 2012 (09:39)

Dokładnie 2 lata temu, 30 listopada 2010 roku, po długiej walce z ciężką chorobą zmarła uwielbiana przez widzów aktorka - Gabriela Kownacka, czyli niezapomniana Anka Kwiatkowska z „Rodziny zastępczej”.

Zdjęcie

Gabriela Kownacka /  /Agencja W. Impact
Gabriela Kownacka
/ /Agencja W. Impact

- Była piękną kobietą, świetną aktorką i wspaniałym człowiekiem - mówili po śmierci Gabrieli Kownackiej jej przyjaciele.
Przez kilka ostatnich lat swojego życia gwiazda "Rodziny zastępczej" z całych sił walczyła z nowotworem. Nigdy nie straciła nadziei, że uda się jej wygrać tę walkę, nigdy się nie poddała... Nie dane jej jednak było wrócić do pracy, którą kochała i która dawała jej wielkie szczęście.

Ostatnia rola Gabrieli Kownackiej - Anka w "Rodzinie zastępczej" - była jedną z jej ulubionych. Mówiła, że czekała na nią całe życie.

Gabrieli Kownackiej nigdy nie zależało na popularności.
- Potrzeba popularności, związana przecież z zawodem aktora, nie jest w moim przypadku tak silna, abym podporządkowywała jej wszystko, co robię. Stąd bierze się bardzo szczegółowy dobór ról, które gram. Nie znaczy to oczywiście, że nienawidzę popularności, nie szanuję jej czy odrzucam. Podkreślam tylko - nie jest najważniejsza. Istotą tego zawodu i tym, co w nim najpiękniejsze, jest możliwość grania interesujących ról, w których mogę przekazywać widzom jakieś wartości - powiedziała kilka miesięcy przed śmiercią, dodając, że jeśli popularność jest wynikiem właściwego odbioru tych wartości przez publiczność, przynosi jej radość i staje się miłym dodatkiem.

Gabriela Kownacka nie kryła, że jak w każdej kobiecie, tkwi w niej potrzeba zmieniania się, przebierania, malowania, nakładania rozmaitych masek.
- Każdy człowiek ma w sobie wiele twarzy, a aktorstwo daje mi możliwość - czarowną, cudowną możliwość - przemieniania się. Realizując tę kobiecą potrzebę w zawodzie, nie muszę już tego robić prywatnie, na co dzień - mówiła.

Debiutowała przed kamerą u samego Andrzeja Wajdy, który w młodziutkiej wówczas studentce warszawskiej PWST dostrzegł idealną kandydatkę do roli Zosi w "Weselu". Ta rola otworzyła przed nią drzwi do wielkiej kariery. Kolejne kreacje potwierdzały jej wielki talent i ogromną wrażliwość. Widzowie pokochali ją za rolę Anity w musicalu "Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy", w którym partnerowała Piotrowi Fronczewskiemu - swemu przyszłemu serialowemu mężowi z "Rodziny zastępczej".
Za najlepszą swoją serialową rolę uważała rolę Doroty Linder w "Matkach, żonach i kochankach".

Miała mnóstwo planów i marzeń. Chciała grać, spotykać się ze swoimi widzami, pracować nad kolejnymi rolami. Niestety, 30 listopada 2010 roku przegrała walkę z rakiem. Miała 58 lat...

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Agencja W. Impact

Reklama