Reklama

Misa z żurem na wigilijnym stole

Czwartek, 22 grudnia 2011 (09:50)

Olga Bończyk, czyli doktor Edyta Kuszyńska z "Na dobre i na złe", stara się zawsze przygotować wigilijną kolację zgodnie z tradycją. Wyjątek robi tylko dla... karpia, który w jej wydaniu jest zupełnie inny niż w większości polskich domów.

Zdjęcie

/AKPA
/AKPA

- Nie smażę karpia, bo w ogóle nie jem smażonych potraw - mówi Olga.

Aktorka przyznaje jednak, że nie wyobraża sobie wigilii bez karpia, więc znalazła własny sposób, by móc się nim delektować podczas bożonarodzeniowej kolacji.

- Najpierw nacieram karpia ogromną ilością ziół, a potem po prostu piekę go szczelnie zawiniętego w folię. Jest tak dobry, że wcale nie żal mi tego smażonego - zdradza.

Olga pamięta, że w jej rodzinnym domu na wigilijnym stole zawsze pojawiała się wielka waza z... żurem.

- Rodzina mojej mamy pochodziła z kresów, ze Lwowa, więc w ich domu kultywowano tradycje bożonarodzeniowe nieznane gdzie indziej. Na stole pojawiał się żur podawany w wielkiej misie, wszyscy dostawali swoje ziemniaki, brali łyżki i sięgali po żur do wspólnej miski. Przy stole siedziało ponad dwadzieścia osób i wszyscy jedliśmy w ten sposób. Dorośli opowiadali anegdoty, wspominali historie z dawnych lat, dzieci bawiły się gdzieś obok, czekając niecierpliwie na otwarcie pokoju, w którym stała choinka. Było bardzo wesoło, świątecznie, rodzinnie - wspomina.

Niestety, los dość szybko zabrał Oldze przyjemność spędzania świąt w ten sposób i w tym gronie. Miała 19 lat, gdy umarła jej mama i od tamtej pory nic już nie było takie, jak przedtem.

- W 1987 roku, po śmierci mamy, po raz pierwszy musiałam przygotować wigilię samodzielnie. Kolejne święta spędzałam w domu z ojcem i bratem. Potem brat się ożenił i dzielił święta między nas i rodzinę żony. Zdarzyło się, że siedziałam przy stole wigilijnym tylko z tatą. Myśleliśmy wtedy wyłącznie o jednym - że strasznie brakuje obok tych, których tak bardzo się kocha. Jest smutno. Oczywiście, staraliśmy się z tatą rekompensować sobie nawzajem nieobecność mamy, próbowaliśmy to jakoś nadrabiać, choćby minami, ale nie zawsze się to udawało - wspomina aktorka.

Olga Bończyk, pytana, jakie życzenia świąteczne ucieszyłyby ją najbardziej, bez wahania mówi:

- Żeby nigdy nie było gorzej niż jest! W moim życiu dzieje się ostatnio tyle dobrego, że boję się, iż to tylko... sen. A jeśli śnię - niech ten sen trwa jak najdłużej. To jedyne moje pragnienie. Nie śmiem prosić o nic więcej.

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Agencja W. Impact

Reklama