Reklama

Naładowany pozytywną energią

Środa, 25 kwietnia 2012 (06:00)

Redakcję Teletydzien.pl odwiedził Maciek Musiał, jeden z najbardziej obiecujących aktorów młodego pokolenia. Zdradził nam m.in. jak przygotowywał się do roli Jasia Meli, co można przeczytać na jego facebookowej ścianie i blogu oraz w jakim zawodzie widzi się w przyszłości.


Zdjęcie

Maciek odwiedził redakcję Tele Tygodnia i chyba mu się podobało /      /AKPA
Maciek odwiedził redakcję Tele Tygodnia i chyba mu się podobało
/ /AKPA

Dziś podglądasz pracę redakcji i wcielasz się w redaktora portalu Teletydzien.pl. Prywatnie,  miałeś już jakieś doświadczenie dziennikarskie?

- Tak. Oprócz tego, że gram w różnych produkcjach, prowadzę cały czas program dla młodzieży "Poziom 2.0", w którym m.in. zapraszani są do studia ciekawi goście. Mówienie przed kamerą na żywo jest trudne. To ciężka praca i bardziej stresująca niż ta na planie.

Zdjęcie

W "Hotelu 52" Maciej Musiał wciela się w niepokornego nastolatka
/ /materiały prasowe

Dlaczego?

- Ponieważ trzeba opanować mnóstwo rzeczy naraz. Masz słuchawkę w uchu, tu ktoś do ciebie coś mówi, nagle spadnie mikroport...

Zdarzyła Ci się jakaś zabawna sytuacja w programie?

- Pamiętam, że miało być łączenie przez Skype z dyrektorem festiwalu filmowego "Łodzią po Wiśle". Dopiero na wizji trzeba było sprawdzić, czy wszystko zadziała. Okazało się, że były jakieś problemy techniczne. Na początku zacząłem się śmiać, ale potem stwierdziłem, że opowiem widzom coś o Łodzi. I przez osiem minut czytałem swoje notatki. Wybrnąłem z tej sytuacji, ale nie jestem w tym mistrzem, dlatego w przyszłości wolałbym zostać jednak przy aktorstwie. 

A propos aktorstwa, opowiedz o roli w filmie "Mój biegun",  w którym zagrałeś zdobywcę obu biegunów - Jasia Melę. 

- Gram chłopca, który kłócił się bardzo ze swoim tatą. Stracił nogę, rękę, umarł mu brat. To było trudne zadanie i bardzo się stresowałem przed zdjęciami. Nie miałem do czynienia z takimi cięższymi rolami. Była to mocna rzecz. Pamiętam, że budziłem się w nocy, bo nie mogłem spać. Szedłem do lustra i ćwiczyłem moje sceny.

Jak przygotowywałeś się do zdjęć?

- Często jeździłem do Krakowa, bo tam powstawał film. Bardzo dużo rozmawiałem z aktorami i reżyserem na temat postaci. Dyskutowaliśmy o tym, co mój bohater lubi i czy jest katolikiem na przykład. 

Zdjęcie

Maciek wie, że praca redaktora nie jest lekka i trzeba się trzymać terminów
/ /AKPA

Spotkałeś się z Jaśkiem Melą?

- Producenci dali wybór mnie i reżyserowi, czy ma dojść do spotkania z Jaśkiem. Stwierdziliśmy, że przed filmem nie będę się z nim spotykał, bo wtedy może będę starać się odegrać jego samego. Jasia poznałem dopiero w połowie kręcenia filmu.

I jaki jest  najmłodszy polski polarnik?

- To mega pozytywny człowiek, nie wierzyłem nawet, że po tylu przejściach, można być takim optymistą. Jaś potrafi zarażać swoją pozytywną energią innych ludzi. 

Nieco inna rola przypadła Ci w najnowszym serialu Canal+ "Krew z krwi".

- Mój bohater, Franek, to wyluzowany skejcik, który ma wszystko gdzieś. Liczy się dla niego deskorolka i dziewczyny.  W pewnym momencie umiera jego ojciec. W dodatku na pogrzebie swojego ojca poznaje dziewczynę, w której się zakochuje. Albo będzie głową rodziny, wesprze mamę w wychowaniu jeszcze dwójki rodzeństwa, albo pójdzie do swojej dziewczyny. I - tak jak podkreśla mój pan od teatru - tutaj mieści się tragizm tej postaci.

Co wybierze zatem Franek?

- A to już zobaczymy, co wybierze. Mogę zdradzić, że będzie grubo i ciekawie.

Zdjęcie

Praca pracą, ale czas na relaks i zabawę w redakcji TT.pl zawsze się znajdzie
/ /AKPA

Powiedz, co robiłeś w "Hotelu 52"? Wiem, że grasz tam niezłego rozrabiakę.

- Pojawiam się w dwóch ostatnich odcinkach 5. sezonu "Hotelu 52". Mój bohater, to taki Chuck Bass z "Plotkary". Jest synem bardzo bogatych rodziców, którzy mieszkają poza Warszawą, prowadzą swój biznes i żyją w odrealnionym świecie. Nie opiekują się swoim dzieckiem. Wysyłają go do bardzo dobrego liceum w stolicy i wynajmują mu pokój w hotelu.

A on tam robi wszystko, na co ma ochotę?

- Urządza imprezy, ma swoje zachcianki, jest głośny. Gra na gitarze, ale to nie jest jego pasją. To takie dziecko zamożnych rodziców, które jednego dnia chce być piłkarzem, a następnego kupuje sobie gitarę.

Prywatnie grasz na jakimś instrumencie?

- Grałem na fortepianie osiem lat. Doszło do takiego momentu, że albo poświęcam temu wszystko, albo odpuszczam. Tego, czego miałem się nauczyć, już się nauczyłem. Jestem na takim etapie, że mogę po prostu usiąść i zagrać. W domu często gram na fortepianie, jak jest mi smutno.

Jesteś dość mocno zajęty. Masz czas, żeby spotykać się ze znajomymi?

- Dzwonią znajomi, czasem piąty raz ta sama osoba. A ja mówię, że nie mogę, a chciałbym się spotkać. Jest mi trochę głupio, ale już chyba to rozumieją. Jak tylko mam okazję i czas, to wychodzę z przyjaciółmi  zagrać w siatkówkę, koszykówkę czy popływać na basenie.

Udzielasz się intensywnie w Internecie. Ilu masz fanów na Facebooku?

- 99360, na tę chwilę.

Jak ci się udało zgromadzić tak ogromną liczbę ludzi na twoim profilu?

- Nic specjalnego nie robiłem, nie reklamowałem się nigdzie. To się samo jakoś tak napędzało. Jedni trafiali na Facebooka  przez seriale, drudzy przez mojego bloga.

Jakie posty mają najwięcej "lajków"?

- Jest grupa osób,  które "lajkują" wszystko, co wrzucę, obojętnie co to jest. Ludzie w moim wieku lubią posty z podtekstami, aluzjami. Zrobiłem taki wpis, że 100 lat temu rozbił się Titanic podczas swojego dziewiczego rejsu. I dodałem: "Ach te pierwsze razy, trzeba być ostrożnym". To chwyciło i dużo osób polubiło.

Co jeszcze publikujesz na twojej facebookowej ścianie?

- Nagrywam, a potem umieszczam różne filmiki, z planów seriali oraz życia codziennego. Zrobiłem taki śmieszny klip z wakacji, to był pseudo trailer filmowy. Fajnie to wyszło.

Spotykasz się w realnym życiu z twoimi internetowymi fanami?

- Zdarza mi się napisać w komentarzach pod wpisem, w jakim miejscu w Warszawie będę. Była taka sytuacja, że kilka dni po moich urodzinach dziewczyny przynosiły mi prezenty. Kiedyś też spotkałem na łyżwach sporą grupkę osób. Zaprosiłem ich na kawę.

Zdjęcie

/ /AKPA

Czy to, że jesteś tak rozpoznawalny, krępuje cię w jakiś sposób?

- Jak jestem gdzieś z rodzicami i widzę, że idzie wycieczka, zdarza mi się założyć kaptur.

Wracając jeszcze do Internetu. Prowadzisz bloga "Maciej Musiał kamera start..."

- Tak. Jestem wdzięczny mojej mamie, bo to ona zdecydowała,  że powinienem mieć własnego bloga. Ja na początku nie chciałem. Kiedyś w szkole dostałem słabą ocenę z wypracowania. Stwierdziłem potem, że muszę potrenować pisanie i przy okazji mogę połączyć przyjemne z pożytecznym . Tak zacząłem pisać bloga.

Wpisy na blogu różnią się od tych na Facebooku?

-  Posty blogowe są dłuższe. To są moje prywatne przemyślenia.

O czym zatem piszesz?

- O miłości, o wierze - czym ona dla mnie jest. W komentarzach ludzie podrzucają mi jakiś temat, proszą, żebym o tym napisał. Jak zauważam coś ciekawego w drodze do szkoły, to wyjmuję kartkę i notuję. Po powrocie do domu, przelewam to na bloga. Tak na przykład powstał wpis o zamkniętych osiedlach.

Mieszkałeś kiedyś na takim osiedlu? Wychowywałeś się "na podwórku" czy raczej zawsze wszystkie zajęcia miałeś starannie zaplanowane?

- Od urodzenia mieszkałem  w jednym z warszawskich bloków, tam nie było tej zamkniętej społeczności, ale ja byłem za młody, żeby się integrować z ludźmi. Natomiast kiedy podrosłem, to wyprowadziliśmy się na jedno z takich zamkniętych osiedli.

Wspomniałeś o panu od teatru - chodzisz na jakieś warsztaty albo kółko teatralne? Od jak dawna?

- Nie, nie chodzę na żadne dodatkowe zajęcia, oprócz tych obowiązkowych w szkole. Mam dwie godziny w tygodniu warsztatów teatralnych i to wszystko.

Maturę masz dopiero za dwa lata, ale może myślałeś już, co chcesz robić po liceum?

- To mi się zmienia codziennie. Jeżeli zdecyduję się na szkołę aktorską, to muszę skończyć inny kierunek. Zastanawiałem się nad fizjoterapią, nad zawodem masażysty. Ale chciałbym być takim niezależnym, wolnym strzelcem.

Rozmawiała Sylwia Wamej

Maciej Musiał po godzinach /Interia.tv

 


Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Reklama