Reklama

Nie mam niespełnionych marzeń

Niedziela, 4 marca 2012 (13:58)

Krystyna Mazurówna była solistką Teatru wielkiego w Warszawie. U szczytu kariery wyjechała do Paryża, gdzie m.in. tańczyła u legendarnej Josephine Baker i w rewii "Casino de Paris". Teraz sędziuje w "Tylko taniec".

Zdjęcie

/   /AKPA
/ /AKPA

Show "Tylko taniec" to nie pierwszy taneczny program, w którym Pani bierze udział. Opracowywała Pani choreografię do polskiej edycji "You can dance". Wówczas mówiła Pani, że nie interesuje jej sędziowanie. Co się zmieniło?

- Nic się nie zmieniło, poza tym, że lubię zmieniać zdanie (śmiech). Stolik jurorski to nie jest najlepsze miejsce, bo wybieramy jednego kandydata z 400 - reszta - 399 musi odejść z niczym i nie będzie mnie lubić. Poza tym moją pasją są zawody twórcze, wolę pozycję choreografa. Zresztą mam już kolejne plany z tym związane i będą one dotyczyć telewizji. A sędziowanie? Czemu nie? Lubię zmieniać zawody.

Określają Panią jako osobę, która Michała Piróga zjadłaby z butami. Jakim jurorem będzie więc Krystyna Mazurówna?

- Z tym Pirógiem to nie wiem, o co chodzi. Bardzo go cenię i uważam, że to zabawny facet. Prasa kłamie - jak pani najlepiej wie. Ja też, bo też pisuję w prasie. W każdym razie źle, czy dobrze - byleby z nazwiskiem. Jakim będę jurorem? Tego nikt nie wie. Nawet ja. Chociaż po kilku pokazach zauważyłam, że jestem raczej surowa. Zdarza się, że jedyna mówię "nie", kiedy reszta jury mówi "tak".

To chyba standard, bo zawsze lubiła Pani iść pod prąd?

- To swoją drogą. Ale tu usiłuję zachować obiektywizm, uczciwość zawodową i oceniać według moich kryteriów.

Jakie są te kryteria?

- Niekoniecznie spójne ze zdaniem pozostałych członków jury. Uważam, że nie zawsze najlepsze jest to, co jest najlepsze w sensie technicznym. Bardziej ujmuje mnie kreatywność, talent i to, co ktoś ma do powiedzenia.

Jesteście Państwo po precastingach. Jak wrażenia?

Cytat

- Ujmuje mnie kreatywność, talent i to, co ktoś ma do powiedzenia

- Pojawiło się wielu interesujących kandydatów. Jednocześnie widziałam tancerzy bardzo dobrych technicznie, których taniec do mnie nie przemówił. Brak im tego "czegoś". W sztuce jedynym miernikiem wartości jest emocja. We mnie te emocje wzbudzają tylko dzieła inne, nowe - niekoniecznie awangardowe, ale zdecydowanie nie powielające już utartych wzorów.

Jak wobec tego współpracuje się Pani z resztą sędziów?

- Świetnie. Najbardziej interesujące są spotkania z ludźmi różnymi od siebie, którzy niekoniecznie myślą tak jak ja. To kolejne wzbogacające doświadczenie.

Kiedy Pani zaczynała karierę o talent-show nikomu się nawet nie śniło. Ci, którzy teraz zgłaszają się do takich programów mają łatwiej?

- Marzenia były zawsze. Najważniejsza jest ich realizacja, a nie to, czy program wejdzie na antenę i kandydata będą oglądały miliony ludzi, czy może tylko ciocia z babcią na spektaklu domowym. Za moich czasów nie było programów tanecznych, ale były np. ogólnopolskie konkursy tańca klasycznego. Dwukrotnie byłam ich laureatką, mimo że nigdy nie byłam dobrą technicznie tancerką klasyczną.

Surowo się Pani ocenia, a przecież miała Pani etat w Teatrze Wielkim.

Zdjęcie

/ /Polsat

- Owszem, skończyłam szkołę baletową. Proszę mi wierzyć, nawet słonia można nauczyć tańczyć po 9 latach żmudnych ćwiczeń (śmiech). Po dwóch latach w Teatrze Wielkim zrozumiałam, że to mnie tak bardzo nie interesuje. Odeszłam i nie żałuję.

"Niczego nie żałuję" - to chyba Pani życiowe motto?

- Tak. To moje credo. Żadnej ze swoich decyzji nigdy nie żałowałam, także tych złych. Ze wszystkich zawsze coś intensywnego i ciekawego wynikało.

Wspomniała Pani o nowym telewizyjnym choreograficznym projekcie, proszę uchylić rąbka tajemnicy, co to będzie?

- To jest właśnie ten rąbek tajemnicy (śmiech). To się narodziło przed kilkoma dniami w mojej głowie, w hotelowej wannie. Dalej nic nie wiemy. Ale wszystko, co rodzi mi się w głowie, skrupulatnie realizuję. Nie mam niezrealizowanych marzeń i planów.

Przy okazji wydania wspomnień "Burzliwe życie tancerki" zapowiedziała Pani, że wkrótce napisze następne książki.

- Zgadza się. Druga książka jest już gotowa - u wydawcy, a trzecia czeka na swoją kolej w mojej szufladzie.

O czym jest ta druga książka?

- Póki co mogę zdradzić tytuł "Moje noce z mężczyznami".

Czyli będzie gorąco?

- Nie wiadomo, może przeciwnie - bardzo zimno (śmiech)?

Ma Pani dystans do siebie. Niejeden mógłby się od Pani uczyć.

- Świat dzisiejszych celebrytów do mnie nie przemawia. Nie zabiegam o obecność na okładkach kolorowych pism. Jeśli się pojawię, będzie miło, ale mi na tym nie zależy. Moje dzieci mówią o mnie: "gwiazda światowej sławy w Polsce". I coś w tym jest.

Na koniec proszę zdradzić, skąd Pani czerpie tę radość życia?

- Nie lubię się martwić. Niestety, umartwianie się i narzekanie to nasza cecha narodowa. Ja stawiam na optymizm. To daje mi siłę napędową. Życie jest wspaniałe, powinniśmy przechodzić przez nie intensywnie, radośnie i doceniać każdą chwilę.

Rozmawiała Joanna Bogiel-Jażdżyk

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama