Reklama

Od przyjaźni do... miłości

Środa, 14 grudnia 2011 (09:19)

Anna Dymna, czyli matka Pawła z "Licencji na wychowanie", od ponad 20 lat jest szczęśliwą żoną Krzysztofa Orzechowskiego, dyrektora krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego. Ich wielka miłość zaczęła się od... przyjaźni.

Zdjęcie

  Anna Dyma i Krzysztof Orzechowski /Agencja W. Impact
  Anna Dyma i Krzysztof Orzechowski
/Agencja W. Impact

Krzysztof Orzechowski pojawił się w życiu Anny Dymnej ponad dwadzieścia lat temu, tuż po jej rozwodzie z drugim mężem.

- Byłam przekonana, że z nikim się już nie zwiążę - mówi aktorka.

- Miałam małe dziecko, dużo pracowałam. Zdarza się jednak, że po niepowodzeniach małżeńskich spotykamy podobnych do nas rozbitków. Początkowo tylko zaprzyjaźniłam się z Krzysiem, wzajemnie sobie pomagaliśmy. I tak to trwa do dzisiaj - opowiada.

W ich wspólnym życiu niewiele jest… wspólnych chwil. Pracują w różnych teatrach, bywa, że nie widują się całymi tygodniami.

- Czasem jestem u jego boku dwa razy w roku - powiedziała kiedyś Anna Dymna w wywiadzie.

- Taki facet jak Krzyś powinien mieć trzy żony: jedną do sprzątania, prania i prasowania, drugą, która byłaby jego sekretarką i mózgiem zapamiętującym tysiące spraw, nad którymi pracuje od świtu do nocy. I trzecią, wysoką blondynkę z dużym biustem, żeby towarzyszyła mu na różnych uroczystościach. Ja żadnej z tych ról nie wypełniam, bo nie mam czasu! - żartuje aktorka.

Krzysztof Orzechowski śmiał się ponoć, gdy przeczytał te słowa. Dla niego Ania jest najważniejszą kobietą na świecie. Nie wyobraża sobie, że mógłby bardziej kogoś kochać. I wie, że nikt nie mógłby bardziej kochać jego niż ona.

Mieszkają w podkrakowskich Rząskach w domu, który sami wybudowali i urządzili. Kiedy się poznali, nie myśleli, że uda im się jej stworzyć szczęśliwą rodzinę. Podjęli decyzję o wspólnym życiu, wiedząc, że wcale nie będzie ono łatwe.

- Mamy tego pecha, że Krzysztof jest zawsze dyrektorem jakiegoś konkurencyjnego teatru. Tylko wysoka kultura osobista pozwala nam się nie pozabijać wzajemnie - śmieje się Anna, która nazywa swoje małżeństwo nietypowym.

- Oboje pracujemy i jak ja jestem w domu, to jego nie ma, a jak on jest, to mnie nie ma, więc cieszymy się z chwil, kiedy jesteśmy razem i razem robimy wspaniałe rzeczy. Poprosiłam go kilka lat temu, by udostępniał w niedzielne poranki salę foyer w swoim teatrze. Otworzyłam tam salon poezji, w którym znani aktorzy czytają wiersze swoich ulubionych poetów - opowiada gwiazda.

Krzysztof Orzechowski czasem, siedząc przed kominkiem, zastanawia się, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie spotkał Anny. I nie potrafi sobie tego wyobrazić.

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Agencja W. Impact

Reklama