Reklama

Oleńka i Kmicic po latach

Niedziela, 16 grudnia 2012 (06:00)

Małgorzata Braunek i Daniel Olbrychski byli jedną z najpiękniejszych filmowych par w historii polskiego kina. Jednak od czasu "Potopu" nie mieli wielu okazji do spotkań. Od nas filmowi Oleńka Billewiczówna i Andrzej Kmicic przyjęli zaproszenie do wspólnej sesji. Okazało się, że ich wzajemna sympatia nic nie straciła na sile.

Zdjęcie

Małgorzata Braunek i Daniel Olbrychski /  /AKPA
Małgorzata Braunek i Daniel Olbrychski
/ /AKPA

Małgorzata Braunek i Daniel Olbrychski zostali okrzyknięci jedną z najpiękniejszych filmowych par w historii polskiego kina. Po latach filmowa Oleńka Billewiczówna i Andrzej Kmicic przyjęli zaproszenie do wspólnej sesji zdjęciowej, która odbyła się w warszawskiej restauracji AleGloria. Opowiedzieli nam o zimie, której 40 lat temu nie było, o Bożym Narodzeniu z najbliższymi i anegdotach z planu. 

Zdjęcie

Aktorzy przyjęli zaproszenie "Tele Tygodnia" do wspólnej sesji
/ /AKPA

Czar wspomnień

- Mamy bardzo fajną, radosną i przyjacielską relację. Gdy się spotykamy, Danielowi zbiera się na wspominki. Opowiada śmieszne anegdoty o mnie, co zresztą bardzo lubię. Jestem wdzięcznym odbiorcą tych historyjek, natomiast sama nie potrafię tak opowiadać - przyznaje Małgorzata Braunek. - Daniel ma niezwykły dar do koloryzowania, ale to jest absolutnie urocze. Kupuję go w całości. Dokładnie tak samo było 40 lat temu na planie "Potopu" - mówi aktorka.

Kolubryna pod Reglami

Tak pięknie sfilmowanej zimy jak w "Potopie" polska kinematografia nigdy później już się nie doczekała. Jednak to, co nazywamy magią kina, było wówczas największą zmorą ekipy filmowej. Śniegu było jak na lekarstwo!
- Kłopoty ze śniegiem mieliśmy nawet na Białorusi - opowiada Daniel Olbrychski.
Spektakularne sceny kuligu czy oblężenia Częstochowy nie powstałyby, gdyby nie przeniesiono planu w Tatry. To pod Reglami, a nie na Jasnej Górze, Kmicic wysadzał kolubrynę, tam też w objęciach trzymał swoją ukochaną Oleńkę.
- Pamiętam, że było minus trzydzieści stopni. Wiał wiatr. Było sakramencko zimo! Nie zastanawialiśmy się wtedy, czy ta scena przejdzie do historii kina, czy nie. Nie mieliśmy przecież świadomości, że "Potop" przetrwa 40 lat - mówi Małgorzata Braunek.

Pocałunki na ekranie

Która kobieta nie zazdrościła wówczas Małgorzacie Braunek, że za każdym razem, gdy pojawiała się na ekranie, albo całowała Kmicica po rękach, albo on do nóg jej padał? O dziwo, żadne z nich nie pamięta aż tak dużej liczby pocałunków na planie. Daniel Olbrychski twierdzi wręcz, że to nie Kmicic, lecz Leszek Teleszyński jako Bogusław Radziwiłł miał więcej okazji, by uwodzić Oleńkę.
- Na Kmicica bywałam przeważnie śmiertelnie obrażona. Chłodna i niedostępna. Dla Daniela to była woda na młyn. Bywały momenty, że nie dało się grać i gotowaliśmy się ze śmiechu - uśmiecha się na wspomnienie tych chwil "Oleńka".

Filmowa legenda

Jedna z wielu legend głosi, że w zdjęciach próbnych do roli Oleńki Billewiczówny wzięło udział dziewięć tysięcy aktorek i amatorek. Małgorzata Braunek uśmiecha się na te rewelacje i przyznaje, że kandydatek było kilka. Jerzy Hoffman nie był przekonany, że to ona powinna zagrać ukochaną Kmicica, dlatego Olbrychski wstawił się za nią u reżysera.
- Przed kamerą stawałem z czwórką młodych kobiet. Przypuszczam, że Jurek Hoffman od razu podjąłby decyzję, tylko Małgosia kojarzyła mu się z kinem współczesnym. Ale jak ją ubrano i uczesano, to okazało się, że spośród innych pięknych kobiet była najzdolniejsza, a ze zdolnych najpiękniejsza - zachwyca się Daniel Olbrychski. 

Świąteczne spotkanie po latach

liczba zdjęć: 9

"Potopowe" dzieci

Zarówno Xawery Żuławski, syn Małgorzaty Braunek i Andrzeja Żuławskiego, jak i Rafał Olbrychski, syn Daniela Olbrychskiego i Moniki Dzienisiewicz, to dzieci "Potopowe". Obaj urodzili się w 1971 roku. To był trudny czas rozłąki dla niej i dla niego.
- Na początku zdjęć widywałam syna, który miał wtedy kilka miesięcy, dosyć często. Podróżowałam między Łodzią a Warszawą i Teatrem Narodowym, w którym występowałam, wpadając dosłownie na dwie godziny do domu. Kiedy plan zdjęciowy przeniósł się na Białoruś, nasza rozłąka trwała miesiąc. Wtedy serce bolało najbardziej. Na szczęście Daniel był po kursie rajdowym i kiedy było mi naprawdę ciężko, bardzo szybko byliśmy w Warszawie - wspomina z uśmiechem aktorka.

Bez ekstrawagancji

- Bywało mi po ojcowsku ciężko. Spędziłem poza domem dwieście, może trzysta dni. Zarobiłem 1500 dolarów, za które musiałem utrzymać rodzinę. Dolar kosztował 100 złotych - łatwo obliczyć. Nie było mowy o żadnych ekstrawagancjach. Popadłem wręcz w długi - przyznaje pan Daniel. - Rafał miał niecały roczek. Kiedy kręciliśmy zdjęcia w Zakopanem i w Krakowie, odwiedzała mnie żona z synem. Udało mi się też spędzić kilka zimowych dni z Rafałem w Bukowinie Tatrzańskiej.

Tradycyjnie jak u babci

- Święta wyglądają u mnie tak jak u mojej babci i mamy. Jest tradycyjnie. Choinka, wieczerza wigilijna. Mamy też prawdziwego Mikołaja, który chodzi po ogrodzie, dzwoni dzwonkiem i przynosi prezenty, a dzieci czekają na niego przylepione do okien. To rodzinne święta, ale w gruncie rzeczy to święta dla dzieci - mówi aktorka.
Daniel Olbrychski Boże Narodzenie spędzi w tym roku w Podkowie Leśnej. Przy wigilijnym stole nie będzie jednak wszystkich dzieci aktora. - Nie wiem, czy z Nowego Jorku przyjedzie Weronika, a Wiktor był w Polsce tylko raz - wyznaje aktor i dodaje: - Żona nie pozwoliłaby mi dotknąć się do kuchni. Pod tym względem jestem traktowany bardzo tolerancyjnie. I to nie jest wymówka, że mam dwie lewe ręce. Czekam, jak co roku, na barszcz z uszkami, kapustę z grzybami, karpia, choć to najsmutniejszy czas dla tych pięknych rybek, i na śledzie mojej żony Krystyny.

Beata Banasiewicz

Więcej wspomnień i obszerniejsza relacja ze spotkania po latach - w 51. numerze "Tele Tygodnia"!

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama