Reklama

Pascal Brodnicki. To była wspaniała przygoda

Środa, 21 grudnia 2016 (11:39)

Jest znakomitym kucharzem i pasjonatem podróży. Gdy dostał propozycję udziału w reality show, nie wahał się ani chwili. – Świetnie się bawiłem – przyznaje Pascal Brodnicki.

Co sprawiło, że zdecydował się Pan na udział w programie?

Znam ten format z francuskiej telewizji, gdzie program nosił nazwę „Peking Express”. Po jego obejrzeniu powiedziałem żonie, że to jedyne reality show, w którym chciałbym wystąpić. To fajna przygoda, powrót do czasów młodości, kiedy podróżowanie „na stopa” było moją ulubioną formą zwiedzania świata. Tak zjeździłem m.in. całą Francję i Hiszpanię.

Czyli ekstremalne, dalekie od komfortu podróże nie są Panu obce?

Nie nazwałbym tych doświadczeń ekstremalnymi. Podróż z dwoma dolarami w kieszeni, kiedy nie ma się za co wrócić – to dopiero wyzwanie.

Czy wcześniej, przed udziałem w programie, miał Pan sposobność odwiedzić Azję?

Tak, wiele razy podróżowałem po Azji. Dotychczas nie odwiedziłem jedynie Kambodży. Nie mogę zdradzić, które z krajów zwiedziłem z ekipą reality show, bo wówczas wyjawiłbym, czy dotarłem do finału, a chcę widzów, którzy kibicują mi i mojemu partnerowi Pawłowi Dobrzyńskiemu, potrzymać w niepewności.

Dlaczego akurat jego wybrał Pan na towarzysza podróży?

Paweł jest moim przyjacielem od wielu lat. Mamy bardzo bliskie relacje, nasi synowie także się kolegują i wspólnie trenują piłkę nożną. Bardzo często wyjeżdżamy razem, całymi rodzinami na wakacje. Jest świetnym kumplem, rozumiemy się bez słów. Poza tym Paweł jest sportowcem, biega na długich dystansach, więc kondycyjnie znosił wszystko dużo lepiej niż ja.

A co było w tej wyprawie najtrudniejsze?

Psychicznie najbardziej doskwierał mi fakt ciągłej obecności kamer. Natomiast fizycznie największym wyzwaniem było zadanie z 6. odcinka, w którym wspólnie z Izą Miko musiałem przejechać długą trasę na rowerze. Z dwoma plecakami, na małym rowerze było to naprawdę trudne.

Nie mogę Pana – kucharza – nie zapytać o kuchnię azjatycką.

Uwielbiam ją! To kuchnia bardzo świeża i niezwykle aromatyczna. Są jednak rzeczy, których nigdy nie wziąłbym do ust, jak np. mięsa psa, niezwykle popularnego w Wietnamie.

Rozmawiała Joanna Bogiel-Jażdzyk

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama