Reklama

Pieńkowska podziękowała za współpracę

Niedziela, 10 czerwca 2012 (10:17)

- Mam wciąż wrażenie, że nikt mi nie wierzy - śmieje się aktorka. Media obiegła informacja, że niespodziewanie, po 11 latach, zamierza rozstać się z rolą Marysi Rogowskiej. Jesienią zobaczymy odcinek, w którym jej bohaterka wraz z rodziną wyrusza do dalekiej Norwegii...

Zdjęcie

Małgorzata Pieńkowska /Andras Szylagyi /MWMedia
Małgorzata Pieńkowska
/Andras Szylagyi /MWMedia

Na nasze spotkanie z aktorką przynoszę list od Czytelnika, który przyszedł na adres redakcji na jej nazwisko. "Niech Pani odejście z M jak miłość okaże się plotką..." - aktorka czyta jego prośbę ze wzruszeniem. - To nie plotka - kręci głową. 

Zdjęcie

Taką pamiętamy Małgorzatę Pieńkowską z początków "M jak Miłość" (na zdj. z Cezarym Morawskim)
/fot /AKPA

Trudno uwierzyć, że żegna się Pani z rolą Marysi. Chyba nie na zawsze?
- A jednak! Po 11 latach grania tej postaci mam poczucie, że już czas najwyższy zamknąć etap mojego życia, który nazywa się "Maria Rogowska". To uczucie zresztą towarzyszyło mi od pewnego czasu. Czuję, że mam dużo pomysłów, energii, którą chciałabym wykorzystać przy nowych wyzwaniach. Dlatego kilka miesięcy temu podjęłam się produkcji przedstawienia "Więzi rodzinne". A teraz postanowiłam pójść krok dalej i pożegnać się z serialem. Mam jednak wciąż wrażenie, że nikt mi nie wierzy (śmiech). Jednak to postanowione - 20 czerwca mam ostatni dzień na planie. Z pewnością będę chciała to jakoś uczcić.

Scenarzyści wymyślili, że Marysia wyjedzie do Norwegii... Może będzie mogła wrócić? Bierze Pani pod uwagę możliwość choćby gościnnych występów?
- Nie. Podjęłam decyzję o całkowitym rozstaniu z serialem. Nie można być do połowy w ciąży. (śmiech). Scenarzyści zapewne nie chcieli uśmiercać Marysi, bo jako jedna z Mostowiaków, jest jednym z filarów serialu. Zapowiadają, że ma wrócić za rok, ale ja wykluczam powrót na plan. 

Zdjęcie

Drugim serialowym mężem Marysi (Małgorzata Pieńkowska) był Artur (Robert Moskwa)
/fot /AKPA

Z jakimi emocjami informowała Pani producentów, ekipę o odejściu?
- Zdecydowanie najciężej było mi powiedzieć o tym kolegom, z którymi pracowałam na co dzień. Tym, którzy towarzyszyli mi w moich dobrych i złych nastrojach, pomagali mi, a czasem złościli się na mnie... A teraz dociera do mnie jeszcze jedna niełatwa rzecz - pożegnanie z widzami. Bez nich nie byłoby mnie, to oni oglądali serial, to ich sympatia była dla mnie wsparciem. Przez te 11 lat miałam poczucie, że ludzie są ze mną. Niedawno młoda dziewczyna w sklepie wyznała mi, że rosła razem z moją postacią i uświadomiłam sobie, że w jakiś sposób rodzina Mostowiaków, a zarazem i ja sama, staliśmy się elementem jej życia. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że "M jak Miłość" dużo mi dało, przede wszystkim popularność i sympatię ludzi. Za co, za pośrednictwem "Tele Tygodnia" serdecznie dziękuję!

Co dalej zamierza Pani robić? Ma Pani jakieś propozycje?
- Być może będzie serial... albo praca w teatrze... A może całkiem zajmę się produkowaniem przedstawień, a mniej będę grała? Na razie bardzo jestem zaangażowana w przedstawienie "Więzi rodzinne" Samuela Gordona, którego jestem producentką, i w którym gram jedną z ról. Występujemy w różnych miastach Polski.

Sztuka ta pokazuje kobietę, która zbyt wiele zainwestowała w związek, zatracając przy tym siebie. Widziałam na widowni panie, które płakały - najpierw ze śmiechu, a potem z żalu i smutku.
- To opowieść o kobietach, które żyją w permanentnym niedostatku miłości. Wiele z nas mówi, że kocha, ale pod tymi słowami nie kryje się prawdziwe uczucie. Wiele z nas dba o innych, nie zwracając uwagi na swoje szczęście... Zresztą, komu ja to mówię! Pani przecież też jest kobietą i dobrze wie (śmiech). 

Zdjęcie

Aktorka szczerze przyznaje, że umie do końca zaufać córce Ince
/Mieszko Pietka /AKPA

Problemem wielu kobiet jest też to, że nie dzielą się obowiązkami...
- O tak! Łapię się na tym, że nie umiem do końca zaufać córce, żeby na przykład wyręczyła mnie w kuchni, bo oczywiście ja sama wszystko robię lepiej... (śmiech). Z ciekawością przyglądam się swoim relacjom z moją mamą i córką, przemianie pokoleniowej, jaka następuje. Wiele o takich sprawach rozmawiałyśmy też z Małgorzatą Niemirską, Kingą Tabor, Joasią Jeżewską i Joasią Pokojską, przygotowując sztukę "Więzi rodzinne". Swoją drogą, szczerze urzekła mnie taka twórcza atmosfera, grupowa praca, w którą każda z nas wnosi swoje doświadczenia życiowe. Bardzo mi tego przez lata brakowało - tworzenia takiej trupy teatralnej z prawdziwego zdarzenia!

Tymczasem rozpoczęło się Euro. Rozgrywki piłkarskie raczej nie sprzyjają ani teatrom, ani innym wydarzeniom kulturalnym...
- Oj, wszyscy narzekają na Euro... Przyznam, że też próbowałam dąsać się na tę imprezę, ale mi przeszło (śmiech). Przypomniałam sobie Mundial z 1974 roku, doskonale też pamiętam późniejsze mistrzostwa, kiedy grał Zbigniew Boniek, a ja zdawałam do szkoły teatralnej. Moja mama miała wykłady i z tatą byli gdzieś na Zachodzie. I ja wtedy dla taty założyłam zeszyt, do którego powklejałam wycięte z gazet materiały o najważniejszych meczach i ich wynikach. To były fantastyczne wydarzenia i życzę wszystkim, żeby nie zapomnieli tych emocji i żeby dominowała dobra zabawa. Zapewniam Panią, że nie będę wśród tych, którzy krytykują i narzekają, bo wolę być wśród tych, którzy liczą na wielkie święto sportu, piłki nożnej i mnóstwo radości!

Po wakacjach już nie wróci Pani na plan... Nadal trudno w to uwierzyć, tym bardziej że tak dużo Pani dał serial "M jak miłość". Naprawdę Pani nie żałuje i zdania nie zmieni?
- Wie pani, mam poczucie, że ja też dużo dałam temu serialowi, a więc i widzom. Swoje serce, wrażliwość, pracę. I oczywiście wiem, że zyskałam też wiele - wspaniałą widownię. Więc raz jeszcze dziękuję widzom za wspólne 11 lat!

Rozmawiała Anna Janiak

Czy ktoś próbował odwieść Małgorzatę Pieńkowską od pomysłu porzucenia serialu? Czy to prawda, że poszło o pieniądze? Co ujęło aktorkę w "Więziach rodzinnych"? Jakie ma plany wakacyjne? - wszystkiego dowiesz się z pełnej wersji wywiadu w "Tele Tygodniu"!

Artykuł pochodzi z kategorii: Gwiazdy

Tele Tydzień

Reklama